Społeczeństwo

ANTROPOCEN, EPOKA CZŁOWIEKA – PLASTIK I MARNOWANA ŻYWNOŚĆ

Od lat 30. dwudziestego wieku do 2013 r. na świecie wyprodukowano 8,3 mld ton plastiku, z czego tylko 21 proc. trafia do recyklingu. Według ONZ, rocznie marnowane jest 1,7 mld ton żywności, a w latach 2010-2018 795 mln ludzi było niedożywionych.

Agnieszka Wyczółkowska

Lata sześćdziesiąte dwudziestego wieku to czasy dwóch rewolucji, które zmieniły świat: wprowadzenia do produkcji opakowań i przedmiotów codziennego użytku z tworzyw sztucznych oraz upowszechnienia metod uprawy roślin, hodowli zwierząt i ich przetwarzania mających na celu wyeliminowanie zjawiska głodu. Wszystko to z jednej strony ułatwiło nam życie, z drugiej doprowadziło do degradacji środowiska naturalnego.

Rewolucja zaczęła się w 1907 r., gdy belgijski chemik Leo Baekeland wynalazł bakelit, pierwsze tworzywo sztuczne stosowane na masową skalę w produkcji części silników, obudów radioodbiorników, elementów izolacyjnych, a także biżuterii. Potem pojawiły się wykonane z tworzyw sztucznych lekkie i tanie opakowania do żywności, kosmetyków i środków czystości, które wyparły ciężkie, drogie, łatwo tłukące się szklane butelki i słoiki, a także papier i metalowe puszki. Szacuje się, że od lat 30. do 2013 r. wytworzono ich 8,3 mld ton.

Zabójcze góry odpadów

Od początku masowa produkcja i użycie plastiku spotykały się z protestami ekologów, zwracających uwagę, że rozkłada się on przez kilkaset lat. Do recyklingu trafia jedynie 21 proc. plastiku, reszta, 79 proc., ląduje na wysypiskach śmieci, w oceanach, morzach, jeziorach i rzekach, tworząc plastikowe plamy, morskie wysypiska śmieci. Największa z nich to – dryfująca po Oceanie Spokojnym, między Kalifornią i Hawajami – Wielka Pacyficzna Plama Śmieci, której masa szacowana jest na 45-129 tys. ton, powierzchnia to 1,6 mln km2 i która składa się w 99,9 proc. z tworzyw sztucznych.

W ciałach padłych ryb, ssaków i ptaków morskich znajdowany jest plastik, nawet 250 kawałków, w ciele martwego wieloryba znaleziono 45 kg różnych odpadów. Przewiduje się, że do 2050 r. w morzach i oceanach będzie mniej wody niż śmieci. Nie trzeba jednak jechać nad ocean, wystarczy pójść do jakiegokolwiek sklepu, hipermarketu czy na targ. Tam piętrzą się tony plastikowych opakowań, butelek, pudełek i torebek zawierających produkty żywnościowe, nawet te ekologiczne, certyfikowane. Ogórki, brokuły, kapusta pekińska i sałata są owijane plastikiem, by się nie psuły. Produkty na wagę pakuje się do plastikowych reklamówek. Kubeczki po jogurcie, pudełka po serkach, opakowania po wędlinie, butelki po wodzie mineralnej i innych napojach szybko stają się śmieciami.

Z plastikowych opakowań do naszego organizmu przedostają się szkodliwe substancje, które zalegając w przewodzie pokarmowym prowadzą do groźnych schorzeń. A składnik plastiku Bisfenol A (BPA) może doprowadzić do męskiej bezpłodności.

Używamy jednorazowych talerzy, sztućców, kubków. maszynek do golenia, czyścimy uszy plastikowymi patyczkami. One też trafiają do śmietnika, a potem na wysypisko. Geolodzy sugerują, że wpływ działalności człowieka na środowisko naturalne jest tak wielki, że zaczęła się nowa epoka geologiczna, Antropocen czyli epoka człowieka.

Życie wywalone na śmietnik

Obok gór śmieci wielkim problemem jest marnotrawienie żywności. Szacuje się, że na świecie co roku marnuje się jej około 1,3 mld ton, czyli tyle, ile starczyłoby na wyżywienie ludności Polski przez 66 lat. Kraje zamożne marnują średnio 95 – 115 kg na osobę, a biedniejsze 8 – 11 kg. Wyrzucamy jedzenie, bo nie zaplanowaliśmy zakupów, bo kupiliśmy zbyt dużo, bo brakuje nam pomysłu, co z tymi nadwyżkami zrobić, bo przegapiliśmy termin przydatności do spożycia, bo nie umiemy przedłużyć trwałości jedzenia, bo… ponieważ…

„Należy spożyć do …”, termin przydatności do spożycia np. mięsa czy nabiału oznacza, że produkt łatwo się psuje i po tej dacie nie nadaje się do jedzenia. „Najlepiej spożyć przed…” oznacza, że co prawda produkt, taki jak makaron czy kasza, może zmienić swoje niektóre cechy, np. kolor, ale nadal nadaje się do jedzenia. Gdy minie podana na opakowaniu data ważności, są one często wyrzucane, mimo że nadal nadają się do jedzenia. W Wielkiej Brytanii 25 proc. wyrzucanej żywności pozostaje w opakowaniach sklepowych. Sklepy nie przyjmują do sprzedaży brzydszych warzyw czy owoców, mimo że ich smak czy inne właściwości odżywcze niczym nie różnią się od tych pięknych.

Marnotrawstwo ukryte

Wyrzucanie żywności to nie tylko marnowanie gotowych produktów, ale także wody, środków transportu i powietrza. Wyrzucona kanapka z serem to 90 litrów, 1 kg ziemniaków to 100 litrów zmarnowanej wody, kilogram wyrzuconego jedzenia to wreszcie 4,5 kg CO2. W krajach produkujących żywność sprzedawaną w krajach lepiej rozwiniętych, np. w produkującej fasolę Kenii, panuje głód, a mieszkańcy nie mają dostępu do wody pitnej. Przykłady można by mnożyć.

Temat marnotrawstwa żywności to wciąż temat tabu, w kontekście którego odczuwamy pewien rodzaj wstydu. Wiemy, że wyrzucać nie powinniśmy, że robimy źle, ciężej jest nam się do tego przyznać – zauważa Marek Borowski, prezes Federacji Polskich Banków Żywności. Co zatem można zrobić? Po pierwsze, ograniczyć produkcję i zużycie plastiku. Unia Europejska zakłada zredukowanie do końca 2019 r. rocznego zużycia plastikowych worków i reklamówek do 90 sztuk na osobę, a do 2025 r. – do 40 sztuk. Do 2021 r. wycofane zostaną z użytku jednorazowe sztućce, kubki, talerze, rurki do napojów, patyczki do uszu i golarki.

Czas na zmiany

Po drugie, zmienić nawyki. Nośmy własne wielorazowe torby na zakupy. Kawę na wynos kupujmy w wielorazowych kubkach, a wodę do picia w wielorazowych bidonach. Pijmy wodę z kranu, jak to robią na sesjach Rady Dzielnicy radni z warszawskiej Białołęki. Ciekawym pomysłem są sklepy, w których produkty na wagę sprzedaje się bez opakowań. A jedzenie? Producenci i handlowcy zamiast wyrzucać niesprzedaną żywność mogą oddawać ją osobom potrzebującym i organizacjom im pomagającym. W Niemczech rolnicy zostawiają warzywa nie spełniające sklepowych norm estetycznych na polu, z którego można je zebrać. Na targowiskach kupujmy „brzydkie warzywa i owoce” za niższą cenę. Jedna z sieci supermarketów wprowadza sprzedaż produktów na granicy przydatności do spożycia nawet 70 proc. taniej.

Coraz popularniejsza staje się filozofia „Zero Waste” czyli dążenie do produkowanie jak najmniejszej ilości odpadów, np. gotowanie nieobranych warzyw i owoców, zużywanie liści powszechnie uważanych za niejadalne jak np. nać marchwi, liście kalarepy, kalafiora lub rzodkiewki. Nakładajmy na talerz takie porcje, które jesteśmy w stanie zjeść. Coraz popularniejsze stają się punkty wymiany jedzenia, gdzie można zostawić jedzenie, pozostałe nam po świętach Bożego Narodzenia lub Wielkiejnocy, a z których mogą zabrać je osoby bezdomne lub biedniejsze.

Zużywając tony plastiku, marnując jedzenie marnujemy planetę. To ostatni moment, by zniszczenia zahamować. Wszystko zależy od nas.


fot. pixabay.com
„Nasze Czasopismo” nr 04-05/2019