Społeczeństwo

SYMBOL WSPÓLNOTY

Ma 370 metrów długości, kształt przypominający łodzie pływające po Renie, spina dwa brzegi rzeki, która przez wieki była granicą dzielącą Europę na światy – łaciński i germański i znajduje się w mieście, które stało się symbolem europejskiej jedności.

Maria Lewandowska

Kiedy słyszę, że Unia nie daje nam wiele, a ogranicza naszą polską wolność, kiedy poniekąd poważni polscy politycy mówią o dyktacie Brukseli, mam go przed oczami – Ogród Dwóch Brzegów i most dla pieszych na Renie. Most łączy francuski Strasburg z niemieckim Kehl. Jego budowa nie trwała długo, ale by powstał, musiały minąć wieki krwawych wojen i trudnych uzgodnień między Francją a Niemcami.

I choć w 2013 r. przez instytucje unijne przetoczyła się dyskusja, czy Parlament Europejski naprawdę musi na każde głosowanie jeździć do Strasburga, padały argumenty o 114 mln euro rocznie i „cyrku objazdowym”, Strasburg pozostał siedzibą Parlamentu. Symbole i idee nie mają bowiem ceny, tak jak ceny nie mają wartości, które jednoczą mieszkańców Europy. Strasburg jest bowiem symbolem pojednania europejskiego po wiekach krwawych konfliktów.

Po wojnach napoleońskich na kongresie wiedeńskim zadecydowano, że właśnie w Strasburgu powstanie Centralna Komisja Żeglugi na Renie – pierwsza nowożytna organizacja międzynarodowa zajmująca się wspólnymi przedsięwzięciami handlowymi i gospodarczymi. Miasto, w którym Gutenberg wynalazł druk, w którym studiował Goethe i w którym odbył się ślub Marii Leszczyńskiej i Ludwika XV, przed I wojną światową należało do Niemiec, od 1919 r. do Francji, w czasie II wojny światowej znów znalazło się pod okupacją niemiecką. Wielu mieszkańców Alzacji siłą wcielono do Wehrmachtu. Wielu z nich na mocy porozumienia aliantów z ZSRR w 1944 r. zostało zwolnionych z niewoli radzieckiej i do końca wojny walczyło w Wolnych Francuskich Siłach Zbrojnych. Bombardowany przez aliantów, Strasburg cudem przetrwał.

W 1949 r. miasto zostało wybrane na siedzibę Rady Europy i Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Nie przypadkiem. Miało świadczyć o tym, że zaczyna się nowy rozdział w historii Europy. Rozdział pisany wspólnymi przedsięwzięciami, wspólną odbudową z powojennych zniszczeń, nawiązywaniem przyjaźni i zdrową konkurencją.

Dużo wody upłynęło w Renie od 1949 roku. Okrzepły europejskie instytucje, powstał projekt Unii Europejskiej, do której już aspirowały kraje byłego bloku wschodniego. Upadł berliński mur. Zasypywanie starych urazów, historycznych różnic zajmuje bowiem dużo czasu, jeszcze więcej budowanie wspólnej drogi i wspólnych przedsięwzięć.

Jednak brzegi Renu długo pozostawały świadectwem podziału. Po stronie Strasburga straszył dawny tor wyścigów konnych, zamieniony w czasie wojny na poligon, po stronie Kehl – łąki. Dopiero w połowie lat 90. XX w. powstał park transgraniczny – Ogród Dwóch Brzegów, zaprojektowany przez niemieckiego architekta Rüdigera Broska.

Budowa ogrodu przyśpieszyła w XXI w., pierwsze wystawy kwiatowe i przedsięwzięcia krajobrazowe odbyły się w 2004 r. Mamy tam też nasz polski ogród – z wodnymi roślinami. Od 2005 r. regularnie odbywają się Koncerty Dwóch Brzegów organizowane przez Filharmonię w Strasburgu. Most, nazwany Bramą Dwóch Rzek, zaprojektował Marc Mimram – francuski architekt specjalizujący się w mostach właśnie.

W 2009 r. podczas szczytu NATO Nicolas Sarkozy i Angela Merkel spotkali się na moście z innymi przywódcami państw członkowskich. Taki symbol wspólnoty powstałej po epoce wojen. Od ostatniej z nich w pokoju wyrosły dwa pokolenia, które nie walczą, lecz współpracują. Są wspólne programy edukacyjne, przedsięwzięcia gospodarcze, polityczne wybory. Dlatego ćwierć wieku polskiej obecności w Unii i ciut więcej w NATO to zaledwie początek. Docieranie się wspólnych wartości, wypracowywanie stanowisk. Czas potrzebny, by przestać walczyć, a zacząć współpracować, bo tylko wtedy może powstać ogród i most.


fot. RemiLEBLOND, źródło: wikipedia.org
„Nasze Czasopismo” nr 04-05/2019