Kultura

NIEKOMPLETNE PUZZLE Z PADEREWSKIM

Jak wiele wybitnych osobowości, Paderewski nie zaskarbił sobie sympatii rodaków. Jako zbyt bogaty, światowy, ustosunkowany, utalentowany i konsekwentny w pracy dla Polski w naturalny sposób „zasłużył” sobie na lekceważenie i przemilczenie. Sam sobie zaszkodził.

Anna Schwerin

Do dzisiaj nie powstał wielowymiarowy, całościowy obraz życia, działalności i twórczości Ignacego Jana Paderewskiego. Publikacje książkowe zwykle linearnie wyliczają fakty z jego imponującej biografii, kariery muzycznej, działalności społecznej i politycznej lub też koncentrują się wycinkowo na poszczególnych etapach życia. Tak otrzymujemy postać ze spiżu, której nie lubimy i w której moc sprawczą nie jesteśmy w stanie uwierzyć. Wizerunek ten mimowolnie wspiera popularny muzyczny fragment z amerykańskiego filmu „Moonlight Sonata” (1937, reż. Lothar Mendes) z udziałem 77-letniego, schorowanego Paderewskiego.

Nie ukrywam, że pewną nadzieję wiążę z zapowiadanym na 2020 rok filmem fabularnym „Paderewski” w reżyserii Witolda Orzechowskiego, o przyjaźni kompozytora z płk. Edwardem Housem – doradcą do spraw międzynarodowych prezydenta USA Thomasa Woodrowa Wilsona. Temat ważny, ale czy przy okazji poznamy bliżej Paderewskiego-człowieka?

Do tej pory wymykał się biografom, słynąc z niezwykłej dyskrecji zarówno w działalności charytatywnej, jak i sferze osobistej.

Cudem ocalała korespondencja Paderewskiego z czasów jego młodości i początków kariery (1872-1924) do ojca i późniejszej żony Heleny Górskiej. Wielokrotnie, acz bezskutecznie prosił małżonkę o spalenie listów. Helena jednak listy przechowała i przed śmiercią w tajemnicy powierzyła je swojej sekretarce, która również pod koniec życia oddała zbiór córce sekretarza artysty Sylwina Strakacza, a ta w 2009 roku podarowała je Uniwersytetowi Jagiellońskiemu.

W tym roku korespondencja została wydana (NIFC 2019), można do niej sięgnąć, ale… gdy po raz pierwszy w połowie lat 90. zetknęłam się z listami Paderewskiego, poczułam się zażenowana ich intymną treścią, subtelnością rodzącego się wielkiego uczucia między Heleną i Ignacym. Oboje byli dojrzali i doświadczeni przez życie, a jednak zdecydowali się być razem. Ślub odbył się w 1899 roku.

Kilka lat później, dokładnie 27 lutego 1906 roku, 46- letni Paderewski zarejestrował na papierowych, perforowanych rolkach Welte Mignon recital złożony z utworów Fryderyka Chopina, Ludwiga van Beethovena, Franciszka Schuberta, Franciszka Liszta i swoich własnych kompozycji. Jest to nagranie niezwykle czytelne, czyli nie trzeszczy jak dawne płyty, a poza tym pokazuje Paderewskiego w najlepszych koncertowych latach, gdy wielbicielki mdlały na jego widok. Nagrania te w formie albumu ukazały się w 2001 r. z inicjatywy Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych, następczyni założonych przez Paderewskiego w 1919 roku Państwowych Zakładów Graficznych.

Do prywatnej korespondencji i nagrań na rolkach światowej sławy pianisty dochodzi trzeci element układanki – warszawski hotel Bristol, również wybudowany dzięki prywatnym środkom Paderewskiego. Była to jedna z licznych i niestety nietrafionych (mimo okazałej do dzisiaj formy) inwestycji artysty, który płacił wysoką cenę za bezgraniczne zaufanie i wiarę w uczciwość współpracowników. Tę opowieść z kolei można przeczytać w książce „Hotel Bristol. Na progu historii i codzienności” Faustyny Toeplitz-Cieślak i Izabeli Żukowskiej (Arkady 2018).

Czyż zatem poznaliśmy już wszystkie oblicza Ignacego Jana Paderewskiego? Nie sądzę.

PS. A życie, tak wyśmiewanych w dwudziestoleciu międzywojennym, kur Heleny Paderewskiej zostało złożone w ofierze, gdy we wrześniu 1939 roku do szwajcarskiej posiadłości Riond-Bosson Paderewskich zaczęli napływać uchodźcy z Polski.


Ignacy Paderewski z żoną Heleną, fot. polona.pl
„Nasze Czasopismo” nr 06-07-08/2019