Społeczeństwo

CZAS NA OBYWATELSKIE NIEPOSŁUSZEŃSTWO

Jak być nieposłusznym jako obywatel? Czy to w ogóle legalne? Kiedy i kto decyduje o tym, że społeczeństwo wypowiada posłuszeństwo władzom, którym samo przecież dobrowolnie i demokratycznie powierzyło zarządzanie swoim państwem? Jakie będą tego konsekwencje i ile miałoby to trwać?

Karolina Romańska

Według Encyklopedii PWN, nieposłuszeństwo obywatelskie to sposób postępowania, polegający na świadomym i celowym niestosowaniu się do konkretnych przepisów prawa (należących do zasadniczo akceptowanego w całości porządku prawnego), które w przekonaniu obywatela naruszają w sposób rażący istotne normy sprawiedliwości, ograniczają wolność i równość obywateli.

Co to jednak oznacza w praktyce? Chociażby to, że strajkujący nauczyciele otrzymają wynagrodzenie za okres strajku, mimo opinii wydanej przez Ministerstwo Finansów o niezgodności wypłacenia takiego wynagrodzenia z prawem pracy.

Nieposłuszeństwo obywatelskie (w skrócie N.O., brzmiące jak „no” czyli „nie” po angielsku) może, ale nie musi ograniczać się do łamania konkretnych przepisów, co do których istnieje przekonanie, iż naruszają istotne normy sprawiedliwości. N.O. to pojemne określenie, dopuszczające m.in. bezpośrednie stosowanie artykułów Konstytucji RP przez obywateli – zwłaszcza kiedy obowiązujące prawo ustawowe nie jest już zgodne z ustawą zasadniczą, a organy stojące na straży tej zgodności zostały skutecznie sparaliżowane. Bezpośrednie stosowanie Konstytucji RP przez obywateli oznacza zatem, że obywatele stosują się tylko i wyłącznie do prawa zgodnego z duchem Konstytucji, czyli takim, które nie ogranicza wolności, równości ani elementarnych zasad sprawiedliwości.

W praktyce może to przybierać różne formy, np. obywatelskie zatrzymanie przez zwykłych obywateli policjantów legitymujących osoby powszechnie znane z działalności opozycyjnej wobec urzędującej władzy, zwłaszcza w sytuacji, gdy działania policjantów mają np. uniemożliwić opozycjonistom skuteczny protest lub udział w demonstracji. Jednym z typowych przykładów nieposłuszeństwa obywatelskiego jest niestosowanie się do nowych przepisów podatkowych, jeżeli dyskryminują one przedsiębiorców; albo też masowe składanie zawiadomień do prokuratury o postawach lub wypowiedziach nawołujących do nienawiści, propagujących faszyzm lub inne ideologie wprost zakazane i uznane za szkodliwe w Konstytucji RP. Wreszcie, N.O. może przybrać postać strajku całych grup społecznych lub zawodowych, kilku grup społecznych lub zawodowych działających ze sobą w porozumieniu, a także strajku generalnego, paraliżującego cały kraj. Podobny akt N.O. zorganizowały w 1975 roku obywatelki Islandii.

Chcąc zwrócić uwagę rządu na problem nierówności w traktowaniu kobiet i mężczyzn, a także w ich wynagrodzeniach,
14 października 1975 roku 90 proc. Islandek nie przyszło do pracy, a te, które pracowały w domach, wyszły z nich, by cały dzień spędzić na wiecach, w kawiarniach i na odczytach. Kraj niemal stanął. Wydarzenie wstrząsnęło islandzkim społeczeństwem i doprowadziło do głębokich przemian społecznych i prawnych.

Wydarzenia na Islandii to tylko jeden z przykładów, ale bardzo wymownie pokazuje on, jak wiele i jak szybko można osiągnąć bez użycia siły, gdy dostatecznie wielu ludzi porozumie się między sobą. Strajk Islandek nie zaingerował w żaden destruktywny sposób w ich otoczenie. Po prostu na jeden dzień zaprzestały tego, co do tej pory robiły.

Innym fenomenem niepolegającym w żaden sposób na przemocy jest działanie Grety Thunberg, nastoletniej Szwedki, która samodzielnie uruchomiła lawinę strajków klimatycznych na całym świecie. W 2019 roku została nominowane do pokojowej nagrody Nobla, a na szczycie klimatycznym w Katowicach zrobiła ogromne wrażenie wypowiedzią „Przyszliśmy tu, by wam powiedzieć, że zmiana nadchodzi, czy wam się to podoba, czy nie. Prawdziwa siła leży w ludziach.”

Znakiem rozpoznawczym N.O. jest całkowity brak przemocy oraz bierny opór, polegający na zaprzestaniu działań, które mogą w jakikolwiek sposób legitymizować lub wspierać dalsze funkcjonowanie osób, instytucji lub decydentów propagującym różne formy niesprawiedliwości. Warto przypomnieć, że zasady niestosowania przemocy i biernego oporu na szeroką skalę wprowadził do życia publicznego Mahatma Gandhi, który w ten sposób w latach 20. XX w. walczył z kolonialną władzą Brytyjczyków w Indiach i jest uważany za ojca indyjskiej niepodległości.

Kluczowe dla sukcesu takiego przedsięwzięcia jest również przekonanie, dzielone przez jak największą liczbę obywateli, że stawienie oporu jest konieczne, oraz brak obaw wobec konsekwencji, którymi obiekt oporu – czyli władza, rząd – na pewno będzie groził. Jeśli jest coś, do czego każdy obywatel ma prawo, to z pewnością jest to wypowiedzenie kontraktu społecznego władzy, która go zawiodła i która już nie reprezentuje jego potrzeb ani wyobrażeń o zarządzaniu jego państwem.

Demokratycznie wybrani decydenci mogą równie dobrze zostać demokratycznie pozbawieni swoich mandatów, jeśli Suweren tak zdecyduje. Kontrakt społeczny jest ważny tylko wtedy, gdy oddelegowani do administrowania państwem ludzie administrują nim w sposób dla społeczeństwa korzystny, bezpieczny i rozsądny – czyli taki, na jaki społeczeństwo się z nimi umówiło, wybierając ich na podstawie ich obietnic wyborczych.

Chodzi tu m.in. o zarządzanie, opiekowanie się obywatelami, przejęcie odpowiedzialność za organizację i administrację takich dziedzin, jak powszechna edukacja, ład i porządek, bezpieczeństwo, zdrowie oraz rządy prawa. W społeczeństwie demokratycznym zapisem takiego kontraktu społecznego jest konstytucja. Zatem, kontrakt społeczny ustaje z chwilą pogwałcenia konstytucji przez wydelegowane do administrowania społeczeństwem jednostki.

Coraz więcej grup społecznych w Polsce, nie tylko jednostki, ma poczucie, że tak właśnie się stało z obecną władzą. Kontrakt społeczny został zerwany. Społeczeństwo nadal w dobrej wierze płaci podatki, przestrzega prawa i uczestniczy w wyborach powszechnych, realizując swoją cześć umowy społecznej; ale de facto jest już z tej umowy zwolnione, gdyż demokratycznie wybrani administratorzy sprzeniewierzyli się pokładanemu w nich zaufaniu. Zamiast rozsądnie administrować, wykorzystują demokratycznie uzyskany mandat do zmiany reguł gry, zmiany prawa i rzeczywistości społecznej w sposób daleko wykraczający poza to, na co się ze swoimi wyborcami umówili. To podobnie jak w małżeństwie – nie funkcjonuje normalnie, gdy jedna ze stron zdradza partnera.

Jeśli kiedykolwiek był w naszym kraju czas na obywatelskie posłuszeństwo, to właśnie teraz. Rubikon przekroczyliśmy już dawno; teraz tylko z każdym dniem zapuszczamy się głębiej w dziki, niebezpieczny gąszcz.


fot. Piotr Olczak
„Nasze Czasopismo” nr 06-07-08/2019