Społeczeństwo

MEN-OWSKA EUGENIKA W PRAKTYCE

Odesłanie uczniów z niepełnosprawnościami do domów rykoszetem usunęło ich matki z rynku pracy oraz podważyło sens ratowania życia noworodków.

z Moniką Mamulską, autorką petycji „Pozwólcie dzieciom niepełnosprawnym z nauczaniem indywidualnym uczyć się w szkole” oraz współautorką dokumentu „Wykluczone i odizolowane – raport o dramatach dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi po reformie Anny Zalewskiej” rozmawia Anna Schwerin

Zastanawiam się, czy głównym zamysłem wprowadzenia przez Ministerstwo Edukacji Narodowej zmian w organizacji nauki indywidualnej nie była chęć zmniejszenia tłoku w klasach skumulowanych roczników. W skali kraju 18 tysięcy miejsc w szkołach być może nie jest imponujące, ale w mikroskali ma znaczenie. Sukces pomysłu gwarantowało geograficzne rozproszenie dzieci z niepełnosprawnościami. I nagle z Łodzi – Miasta Kobiet rozległ się pani głos protestu.

Wprowadzone w sierpniu 2017 r. przepisy zagroziły bezpośrednio mojemu synowi usunięciem ze szkoły. Co prawda natychmiast zorganizowałam Tomkowi orzeczenie zapewniające tzw. roczny okres przejściowy, ale w myśl nowych przepisów i tak syn klasę maturalną musiałby dokończyć w domu. Oboje sobie tego nie wyobrażaliśmy, dlatego postanowiłam działać.

Okazało się, że wspomniane rozporządzenia ministerstwo wprowadziło w ostatni weekend wakacji, tuż przed rozpoczęciem roku szkolnego 2017/18, w wersji niezgodnej z tą przedstawioną do konsultacji społecznej. Czyli, że de facto dyrektorzy szkół, nauczyciele, rodzice i uczniowie zostali przez MEN oszukani.

Rodzice, którzy z różnych względów nie postarali się o nowe orzeczenie dla dzieci na 2017 rok, stanęli przed zamkniętymi drzwiami szkoły. Jednym z przykładów jest historia 17-latka z Sosnowca, który na wieść o pozbawieniu go możliwości chodzenia do szkoły rozchorował się, przeszedł załamanie nerwowe i próbował popełnić samobójstwo. Bardzo zdolny chłopak został zamknięty w domu na cały rok, a rodzice nie potrafili wywalczyć odzyskania zajęć w szkole. Takich dramatów w Polsce było znacznie więcej – przykłady opisuję w raporcie.

Tymczasem szkoła dostosowując się do wymagań ministerstwa zaczęła oswajać Tomka z perspektywą nauki w domu. Oczywiście protestowałam i nawet brałam pod uwagę powrót syna do klasy bez dotychczasowego instytucjonalnego wsparcia, jednocześnie zdając sobie sprawę z ryzyka i licznych komplikacji ze względu na wolny tryb pracy syna oraz stan jego zdrowia. Ze strony kuratorium pierwsza konkretna informacja pojawiła się w lutym 2018 r. podczas spotkania z dyrektorami łódzkich szkół. Anonimowo zadałam wówczas pytanie, w jakim trybie będzie się uczył uczeń klasy maturalnej o specjalnych potrzebach edukacyjnych, po 11 latach spędzonych w szkole. Uzyskałam informację, że będzie uczył się w domu. Po prostu. Szok!

Czyli z jednej strony urzędowe status quo, a z drugiej impuls do dalszej walki…

Mając w ręku apel łódzkich lekarzy, psychologów i terapeutów przekonana byłam o słuszności walki o cofnięcie krzywdzących dzieci przepisów likwidujących w praktyce nauczanie indywidualne na terenie szkoły. To dodało mi odwagi do szukania pomocy w mediach. Pierwsze artykuły na ten temat ukazały się na początku stycznia 2018 r., ale prawdziwym przełomem było rozpoczęcie protestu osób niepełnosprawnych i ich rodziców w sejmie. Historia mojego syna została opisana w artykule „MEN wyrzuca ze szkół niepełnosprawne dzieci”.

Udało mi się nawet zamienić kilka zdań z minister Zalewską podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach. Minister podczas jednego z paneli zastanawiała się, skąd wziąć narybek do szkół branżowych. Wówczas zabrałam głos mówiąc, że wystarczy poprawić przepisy oświatowe dotyczące uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi, czyli umożliwić im kontynuowanie nauki na terenie szkoły i to oni będą naturalnymi kandydatami. Zalewska mnie kompletnie zlekceważyła, próbowała ośmieszyć twierdząc, że ktoś mnie chyba wprowadził w błąd lub okłamał, że to jest nieporozumienie, że źle przeczytałam.

Nerwy mi puściły i oświadczyłam, że jako przedsiębiorca, osoba z wyższym wykształceniem i znająca języki obce nie mam problemu z czytaniem przepisów oświatowych i doskonale rozumiem praktyczne konsekwencje ich wprowadzenia. Oraz to, że przepisy te są niemoralne. Odebrano mi mikrofon. Zalewska natomiast miesiącami zaklinała rzeczywistość mówiąc, że ona takie dzieci włącza, jednocześnie pozbawiając uczniów wsparcia nauczycieli wspomagających, asystentów, terapii, odbierając indywidualne godziny z nauczycielem na terenie szkoły i zabraniając poprzez kuratoria (m.in. małopolskie, śląskie, podkarpackie, łódzkie…) prowadzenia zajęć na terenie szkoły.

Równolegle w Łodzi trwały przygotowania do X Ogólnopolskiego Kongresu Kobiet (czerwiec 2018). Udało mi się zainteresować problemem radę programową, wzięłam udział w panelu Chcemy całego życia, dotyczącego m.in. edukacji włączającej osób z niepełnosprawnościami, systemu wsparcia. To wówczas napisałam apel do MEN i upubliczniłam go na stronie Naszej Demokracji. Nawiązałam też kontakt z posłankami Joanną Scheuring-Wielgus i Kamilą Gasiuk-Pihowicz, która złożyła trzy interpelacje poselskie dotyczące wykluczanych uczniów ze szkół, na które ministerstwo odpowiedziało samymi ogólnikami, jakby nie znając konsekwencji negatywnych zmian w szkołach.

Odzew apelu był ogromny i co ważne – ponad podziałami. Podpisało go ponad 40 tysięcy osób, a w działaniach wspierali mnie m.in. prezydent Lecha Wałęsa, Maja Komorowska, Krystyna Janda, Lidia i Jurek Owsiakowie, Rafał Trzaskowski, media i wielu przyjaciół znających mojego syna Tomka. Lista osób jest znacznie dłuższa i można się z nią zapoznać na stronach raportu.

I w ten sposób pani prywatna walka o prawa syna stała się sprawą ogólnopolską.

Ale ta popularność miała swoją cenę. Z całego kraju zaczęły do mnie docierać historie o jednoznacznej wymowie – dzieciom z niepełnosprawnościami dzieje się krzywda. Okazało się, że nowe przepisy uzależniały naukę uczniów w szkole nie tylko od zaradności rodziców, ale i dogadania się dyrekcji szkoły, kuratorium, poradni, jednostki samorządowej, a także od pozycji dyrektora placówki oświatowej w samorządzie. A ponieważ instytucje te niechętnie ze sobą współpracują, to płacą za to dzieci i ich rodzice. W dodatku każda interwencja rodziców u dyrekcji szkoły trwa miesiącami z nadmiarem biurokracji i administracyjnych przepisów w tle. Czas leci, a dzieci siedzą w domu.

Pojawiły się też doniesienia, że część rodziców odpuszcza walkę z systemem, bo mieszkają w małych miejscowościach i boją się reakcji lokalnych klik wójtów, dyrektorów szkół i proboszczów.

Po lekturze Pani raportu nie ukrywam, że jestem zaskoczona skalą kłamstwa, do którego jedna osoba swoim podpisem zmusiła tysiące osób w skali kraju. Biorą w nim udział rodzice, nauczyciele, dyrektorzy szkół, a nawet księża. Osoby te w myśl zdrowego rozsądku i empatii podejmują nielegalne, niezgodne z nowym prawem oświatowym działania.

To prawda, chcąc pomagać dzieciom ze specjalnymi potrzebami, nierzadko ryzykują utratę pracy. Mają też świadomość, że dotychczasowe przepisy sprawdzały się w praktyce, a wynikające z nich różnorodne formy wsparcia dobrze służyły uczniom w dowolnym momencie na przestrzeni ich 12-letniej obowiązkowej edukacji. Tymczasem zabierając pieniądze na indywidualne wsparcie minister Zalewska zrujnowała dobrze działającą dotychczas edukację integracyjną, z odpowiednio wykształconą kadrą nauczycielską i z mniejszymi klasami, w zamian oferując tzw. edukację włączającą, bez żadnego wsparcia. Przykłady nauczycieli, którzy po pracy potajemnie uczą niepełnosprawne dzieci w salkach katechetycznych (za zgodą proboszcza), żeby wyciągnąć je choć na chwilę z domu, są jakąś absurdalną reaktywacją tajnych kompletów.

Pamiętajmy, że wraz z rozwojem medycyny ratujemy coraz słabsze noworodki, które potencjalnie powiększą za parę lat grupę uczniów z różnymi potrzebami edukacyjnymi. Ratujemy, a na progu edukacji zamiast wsparcia dostają od MEN wykluczenie. Jeżeli nie będziemy tych dzieci usprawniać, dawać im szansy na rehabilitację i lepszą edukację, to miliony wydane na uratowanie im życia, na wieloletnie leczenie zostaną zaprzepaszczone. Pozostanie jedynie opieka socjalna, zasiłki i samotność w czterech ścianach.

Pani walka trwa już ponad półtora roku. Jest pani liderką walki rodziców o edukację dla dzieci i młodzieży, otrzymała pani tytuł Człowieka Roku 2018 (Dziennik Łódzki) w kategorii Działalność społeczna i charytatywna, a po pani wystąpieniu w Komisji Petycji Parlamentu Europejskiego w Brukseli 11 kwietnia złożona przez panią skarga została przekazana do dalszego rozpatrzenia. Wsparli ją europosłowie – Jarosław Wałęsa i Marek Plura.

To prawda, jestem im bardzo wdzięczna za wsparcie petycji. Jak zauważył pan poseł Marek Plura, rozporządzenia wprowadzone przez minister Zalewską cofają nas o 50 lat w stosunku do europejskich standardów w edukacji. A ja dodam, że stworzone przez wybraną do Europarlamentu Annę Zalewską prawo oświatowe łamie nie tylko zapisy Konstytucji RP, ale i Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej.

Kilka dni temu otrzymałam pismo z Parlamentu Europejskiego informujące, że moją skargę wyjaśni Komisja Europejska, a Komisja Petycji poprosi władze w Polsce o wyjaśnienie sytuacji uczniów z niepełnosprawnościami, o czym zostaną powiadomione Komisja Edukacji i Kultury PE oraz intergrupa PE ds. osób z niepełnosprawnościami.
Premier Morawiecki do dzisiaj nie znalazł czasu, żeby odpowiedzieć ponad 100 tysiącom osób, które podpisały mój apel, podobnie jak wicepremier ds. społecznych Szydło i minister edukacji Zalewska, ignorując uczniów i ich rodziców. Kolejny rocznik za chwilę wypadnie z nauki wśród rówieśników. Działa to niestety na niekorzyść polskiego społeczeństwa, które zamiast integrować, polaryzuje się coraz bardziej. I choć obowiązują wadliwe przepisy MEN, wielu uczniom, często po interwencjach medialnych, udało się przywrócić prawo do przebywania na terenie szkoły, niestety nie wszystkim. Już dostaję sygnały, że uczniów ze specjalnymi potrzebami zniechęca się do składania wniosków o przyjęcie do liceum!!

A ja, po ponad roku walki o poprawę przepisów i zderzania się z obojętnością rządu, właściwie żałuję, że od razu nie złożyłam pozwu przeciwko minister edukacji, która zdecydowanie powinna ponieść odpowiedzialność karną za swoje działania na niekorzyść najsłabszych uczniów i przyczynienie się do pogorszenia stanu zdrowia wielu z nich.

Link do petycji: naszademokracja.pl/p/szkoladlawszystkich
Link do raportu: www.akcjademokracja.pl/szkola-dla-wszystkich/raport/


fot. arch. prywatne Monika Mamulska
„Nasze Czasopismo” nr 06-07-08/2019