Historia

KILKA SŁÓW O STRAJKACH NAUCZYCIELSKICH

Również w II Rzeczypospolitej nauczyciele byli grupą, na której rząd chętnie oszczędzał. Wydaje się jednak, że wtedy ich rola społeczna cieszyła się większym uznaniem niż dziś.

Maria Klawe-Mazurowa

Powstały w 1905 r. Związek Nauczycielstwa Polskiego (taka nazwa od 1931 r.), przyjętym jako hymn tekstem Stefana Zaleskiego określił proroczo los polskich nauczycieli:

Hasłom naszym zawsze wierni
Niesiem światło między lud;
W drodze naszej pełno cierni,
Życie szarpie nędza, głód.

Tekst wprawdzie powstał w 1905 r., na fali tzw. strajków szkolnych skierowanych przeciw zaborcom, jednak znalazł potwierdzenie także w wolnej Polsce, zarówno po 1918 roku, jak i siedemdziesiąt lat później, po roku 1989.

W pierwszych latach po odzyskaniu niepodległości w sposób niezwykle sprawny uporządkowano prawodawstwo oświatowe i ujednolicono systemy szkolne na ziemiach byłych trzech zaborów oraz, co najważniejsze, wprowadzono wszędzie obowiązek szkolny od 7. do 14. roku życia.

Skutki Wielkiego Kryzysu

Kryzys gospodarczy przełomu lat 20. i 30. przyniósł również kryzys w oświacie. Finansowanie oświaty z budżetu państwa obniżyło się z prawie 17,1 proc. budżetu w 1929 r. do 14,4 proc. w 1936 r. Liczbę uczniów przypadających na jednego nauczyciela w szkołach powszechnych podniesiono średnio w skali kraju do 64, przy np. 33 w Czechosłowacji.

Większa liczba uczniów w klasach oraz naciski na łączenie klas, a także ,,odchudzanie” programów sprawiły, że rząd mógł drastycznie zmniejszyć liczbę zatrudnionych nauczycieli i tym samym ograniczyć wydatki na oświatę. Przy jednoczesnym kryzysie gospodarczym i spadku realnej wartości pieniądza niezadowolenie wśród nauczycieli narastało. Nastroje usiłował łagodzić Związek Nauczycielstwa Polskiego, skupiający ponad 50 tys. członków. Mimo swoich lewicowych inklinacji starał się być obiektywny.

Dodatkowym problemem była kwestia nauczania religii w szkołach. Nauczyciele zrzeszeni w ZNP uważali, że w wielonarodowej i wielowyznaniowej Rzeczpospolitej szkoły państwowe powinny być laickie. Taką opinię przedstawili na „sejmie nauczycieli” w 1918 r. i taka była ich opinia po podpisaniu w 1926 r. przez Polskę konkordatu wprowadzającego religię katolicką do szkół.

Wykształceni postępowi nauczyciele bywali jedynymi adwersarzami często obskuranckich i zacofanych księży z małych miejscowości. Prowadziło to do narastania ataków na ZNP i stan nauczycielski pod hasłami walki z komunistami i „żydostwem” ze strony prasy i posłów narodowych. W 1936 r. „Ilustrowany Kurier Codzienny” zarzucił ZNP, a dokładniej redaktorkom pisemek dla dzieci, szerzenie na łamach popularnego ,,Płomyka” propagandy komunistycznej. Związek wytoczył gazecie proces o zniesławienie, który jednak w 1938 r. przegrał i stał się celem zmasowanego ataku prasy prawicowo-narodowej.

W rezultacie we wrześniu rząd, za „tolerowanie i popieranie przez zarząd idei z komunizmem graniczących (…) za propagowanie pacyfizmu, (…) za podważanie zaufania do władz państwowych” narzucił związkowi zarząd komisaryczny w osobie Pawła Musioła, członka ONR, wydawcy skrajnie prawicowej i żydożerczej „Kuźnicy”. W odpowiedzi pracownicy ZNP ogłosili strajk okupacyjny.

Wielki strajk

Wystarczającym powodem negatywnego nastawienia do władzy była trudna sytuacja materialna nauczycieli szkół powszechnych, pogarszające się warunki pracy i narastający klerykalizm. Atak na ich związek stał się tą ostatnią kroplą. W krótkim czasie szkoły w całym kraju przyłączyły do strajku.

Nauczyciele biorący udział w protestach występowali pod narodowymi sztandarami, eksponując swoje odznaczenia otrzymane za udział w powstaniu styczniowym, w legionach, w wojnie przeciw sowietom i za pokojową działalność na rzecz odbudowy kraju. Śpiewali pieśni patriotyczne i legionowe. Wszystko po to, aby zadać kłam rządowo-prawicowej propagandzie, zarzucającej ZNP i ogólnie nauczycielom sprzyjanie bolszewikom, brak patriotyzmu i działalność antyrządową.

Ówczesny premier Sławoj Składkowski dostrzegł zagrożenie strajkiem generalnym popierającym nauczycieli i polecił rozpocząć mediacje, zakończone ustępstwem władz. Odwołano Musioła, nowy komisarz, akceptowany przez nauczycieli, przeprowadził wybory w związku. Wygrał w nich dotychczasowy zarząd. Zdjęto również zakaz publikacji „Płomyka” i „Płomyczka”.

Warto zauważyć, że mimo głębokiego kryzysu gospodarczego w latach 30. nakłady na oświatę wynosiły ponad 14 proc. budżetu. Nauczyciele, jako pracownicy budżetowi, zarabiali tyle samo, ile urzędnicy państwowi – wszelkie podwyżki urzędnicze też ich obejmowały. Natomiast, wg ogłoszonego w czerwcu 2017 r. raportu NIK, nakłady na oświatę w sektorze finansów publicznych w 2016 r. wyniosły 7,6 proc. budżetu państwa, a podwyżki w tabelach płac nauczycielskich nie są w żaden sposób powiązane z podwyżkami płac w urzędach państwowych.

Historia zatacza koło

Mamy znowu (zawieszony) strajk nauczycielski i mimo odmiennej sytuacji prawno-majątkowej nauczycieli wtedy i dzisiaj, argumentacja i sposób walki strony rządowo-prawicowej ze ZNP i uczestnikami strajku nie różnią się zbytnio. Na przykład „Warszawski Dziennik Narodowy” z 1938 r. monotematycznie i dosyć obrzydliwie doszukiwał się w szeregach ZNP Żydów jako elementu antypolskiego i w ten sposób starał się obniżyć poparcie społeczeństwa dla jego działań. Jako dowód na opanowanie związku przez wrogów polskości wymieniał wszystkie obcojęzyczne nazwiska działaczy, aby dowieść swoich tez.

Nieistotne było, że wymieniany w tym kontekście Tuwim pisał wyłącznie w języku polskim i był znakomitym polskim poetą, a podobnie zaklasyfikowani przez Dziennik Müller i Weithon byli pochodzenia niemieckiego i angielskiego – nazwiska brzmiały obco, więc musieli to być „Żydzi działający na szkodę polskich dzieci”. Jeżeli nazwisko brzmiało zdecydowanie słowiańsko – jak np. Grodzicka, to zawsze można było napisać „niegdyś Polka, teraz Żydówka”.

Dzisiaj retoryka antyżydowska nie jest aż tak nośna i ponadto formalnie zakazana, więc przewodniczącemu ZNP zarzuca się związki z komuną. I wcale nie jest istotne, czy rzeczywiście był posłem w komunistycznym sejmie (archiwa sejmowe nie odnotowały takiego posła) czy nie był. Ważne są insynuacje. Kiedy te zarzuty okazują się mniej pewne, natychmiast zostaje przedstawiony jako agent opozycji – do wyboru, zasiadającej w sejmie albo ulicznej – co też ma go zdyskredytować w oczach społeczeństwa.

W 1938 r. minister domagał się od dyrektorów szkół wyciągnięcia w stosunku do nauczycieli uczestniczących w strajku jak najdalej idących konsekwencji. Minister Zalewska przypomniała przepisy uniemożliwiające wypłatę poborów za czas strajku oraz, jak alarmowali prasę strajkujący nauczyciele, domagała się ich nazwisk.

Mimo szczucia i ataków w 1937 r. rząd jednak ustąpił, zdając sobie sprawę i z wagi zawodu nauczyciela, i ze szkód, jakie ponoszą dzieci wobec uporu władzy.

A w 2019 roku…


fot. polona.pl
„Nasze Czasopismo” nr 06-07-08/2019