Społeczeństwo

JAK PROTESTOWAĆ?

Od 2016 r. byliśmy świadkami protestów w obronie praw kobiet, konstytucji, obrony niezależności sądownictwa i praworządności, ale i protestów lekarzy, policjantów i nauczycieli. Przynosiły one zarówno ustępstwa władzy, jak i rozczarowanie protestujących. Gdzie tkwi klucz do sukcesu protestu?

Martin Groeger

Czarny Protest miał za zadanie pokazanie powszechnego sprzeciwu wobec zaostrzania i tak już restrykcyjnego prawa do aborcji. Wydaje się że spośród wszystkich akcji społecznych ta osiągnęła pełny sukces. Skala owego protestu niewątpliwie zaskoczyła rządzących, a także wprowadziła do polskiej polityki liberalne spojrzenie na prawa kobiet. Rządzący wycofali się z propozycji dalszego ograniczania prawa do aborcji.

Jednakże sukcesu Czarnego Protestu nie można oceniać bez odniesienia się do tego, z czego zrezygnowała partia rządząca. Ujawnił on bowiem, że osoby żądające jeszcze dalej idącego zakazu aborcji, choć głośne w mediach, nie są w stanie zmobilizować porównywalnych rzesz zwolenników. Czarny Protest ukazał w istocie, że są oni znacznie słabszą grupą interesu niż się wcześniej wydawało. Również kierownictwo PiS szybko przekonało się, że brnąc w tę uliczkę tracą więcej głosów niż zyskują ze strony ultrakonserwatywnego elektoratu. Trwałą pozostałością jest zaś przeniesienie kwestii prawa do aborcji ze skrajnego do głównego nurtu debaty politycznej w kraju.

Protesty w obronie Trybunału Konstytucyjnego i sądów, choć trwały bardzo długo, mogły jedynie opóźnić przejmowanie tych instytucji przez rządzącą większość, która rozpocząwszy deptanie konstytucji i zasad parlamentaryzmu nie mogła się już z nich wycofać. Jednakże odniosły one pewien sukces – spowolniły zapędy do powiększania władzy o sądownictwo, być może ograniczyły też zakres ingerencji ustawodawcy w niezawisłość sędziowską.

Ponadto zapewniły samych polskich sędziów o tym, że ich sprzeciw wobec ręcznego sterowania sądownictwem przez Zbigniewa Ziobrę ma powszechne poparcie opozycyjnej części społeczeństwa. Niewątpliwie miały też wpływ na ocenę stanu praworządności w Polsce przez Komisję Europejską oraz decyzję, czy podjąć i kontynuować procedurę naruszenia praworządności wobec Polski.

Funkcjonariusze policji nie mają prawa do strajku. Jednakże wizja braku kordonów policji oddzielających Sejm od opozycyjnych demonstracji, jak również Warszawy nie chronionej przed słynącym z chuligańskich ekscesów Marszem Niepodległości 11 listopada sprawił, że rządzący zostali przyparci do muru. Związek zawodowy policjantów wywalczył w istocie wszystko, czego zażądał.

Nieco inaczej potoczył się protest lekarzy rezydentów. Ich akcja ujawniła jeden z systemowych problemów polskiej służby zdrowia, jakim jest niedobór kadr. Szybko bowiem okazało się, że praca młodych lekarzy w normalnym wymiarze godzin, czyli rezygnacja z dodatkowych dyżurów, oznacza konieczność zamykania oddziałów w wielu szpitalach.

Głównym postulatem lekarzy było zwiększenie nakładów na opiekę zdrowotną do 6,8 proc. PKB. I choć jest on w pełni zasadny – inne kraje Europy wydają na ten cel znacznie większy odsetek – to okazał się zbyt dla władzy kosztowny. Udało jej się uzyskać zgodę lekarzy na dochodzenie do tego celu przez tyle lat, że w istocie nic się do wyborów nie zmieni. W budżecie obciążonym programami socjalnymi na takie reformy po prostu nie było pieniędzy. Protest ten niestety jest niewykorzystanym zwycięstwem, bo choć doprowadzono do zmiany ministra zdrowia i zawarto pewne porozumienie, to lekarze wrócili do pracy po ok. 70 godzin tygodniowo, w zamian nie dostając niemal nic.

Widać zatem, że sukces protestów zależy nie tyle od determinacji uczestników, ale przede wszystkim od rachunku zysków i strat strony rządowej. To on decyduje o powodzeniu akcji protestacyjnych – zarówno branżowych, jak i społecznych.


fot. Piotr Olczak
„Nasze Czasopismo” nr 06-07-08/2019