Polityka

SMUTASY NICZEGO NIE WYGRAJĄ

Święto 4 czerwca stanowi klamrę naszej najnowszej historii. Ktoś napisał nie bez racji: „wróciliśmy do punktu wyjścia”. Wtedy wyszliśmy triumfalnie z opresji, teraz do niej wróciliśmy i tkwimy ponownie. Patronem święta jest zamordowany na początku roku prezydent Gdańska, Paweł Adamowicz.

Przemysław Wiszniewski

Uczestniczyliśmy w Gdańsku w obchodach 30-lecia częściowo wolnych wyborów, które ostatecznie doprowadziły do upadku komuny w Polsce. Uroczystości trwały w Gdańsku cały weekend, kulminacja przypadła na 4 czerwca. Wiemy, że rządzący poczynili wiele starań, ażeby przysłonić tę datę i to nasze święto swoim przekazem. Morawiecki przykładowo fetował rocznicę pielgrzymki papieskiej, choć papież akurat wtedy do Gdańska nie dotarł. Na ten sam dzień zaplanowano również „rekonstrukcję rządu”, aby dotrwać do jesieni.

Najistotniejszym przesłaniem obchodów jest deklaracja samorządowców dotycząca wsparcia tej wielkiej batalii, która nas czeka w najbliższych miesiącach, a która zakończy się wraz z jesiennymi wyborami. Wprawdzie wspieranie dążeń prodemokratycznych i wolnościowych w skali ogólnokrajowej nie należy do obowiązków statutowych władz samorządowych, ale sytuacja jest szczególna. Wymaga niestandardowych starań i wielkiej pracy.

Dlatego powstała Gdańska Deklaracja Wolności i Solidarności, którą nam wzruszająco odczytała Krystyna Janda, uhonorowana niedawno w Krakowie medalem „Za mądrość obywatelską”. Co się działo w wielkim skrócie?

Złożyliśmy wieniec pod Pomnikiem Poległych Stoczniowców. Wieńce złożyli też prezydent Lech Wałęsa (wraz z synem) oraz delegacja Koalicji, przedstawiciele Platformy i innych ugrupowań opozycyjnych. Może warto napomknąć, że dookoła pomnika Kornel Morawiecki z Solidarności Walczącej rozstawił oburzającą w swojej wymowie wystaw, z napisami, które następnie zerwano. Wywołało to nerwowość pana Guzikiewicza, szefa regionalnej Solidarności.

W audytorium Europejskiego Centrum Solidarności przemawiali prezydenci Wałęsa, Komorowski i Kwaśniewski, a potem wydarzenia wokół 4 czerwca wspominali dysydenci: Ludwika i Henryk Wujcowie, Władysław Frasyniuk, Bogdan Lis, Małgorzata Niezabitowska, Grażyna Staniszewska, Zbigniew Janas. Ludwika Wujec wspomniała ojców założycieli III RP: Tadeusza Mazowieckiego, Bronisława Geremka, Jacka Kuronia, Władysława Bartoszewskiego, Karola Modzelewskiego…

Zofia Romaszewska odczytała list od swojego pryncypała, Andrzeja Dudy. Można było domniemywać, że tak sympatyczny list mógł wyjść jedynie spod pióra Zofii Romaszewskiej… Na pewno prezydent się pod nim podpisał.

Poza prezydentem Lechem Wałęsą drugim mówcą, owacyjnie witanym przez tysiące mieszkańców Gdańska i uczestników z innych miast był, oczywiście, Donald Tusk. Na Długim Targu apelował o wiele starań i słusznie doradzał, ale na mnie największe wrażenie zrobił jego postulat, byśmy byli sprytni. Nie tylko solidarni, zdeterminowani, ale przebiegli.

Jak niegdyś w walce z komuną, tak teraz w walce z Kaczyńskim musimy się wykazać sprytem. Inaczej się nie da. No, i głośno się wzajemnie nie krytykować w obrębie naszego obozu, bo to tylko cieszy pana Kaczyńskiego i jego funkcjonariuszy. Szczegółowe relacje pojawiły się w naszej prasie, transmisje w niezależnej telewizji. Podobno telewizja publiczna wzbiła się na szczyty propagandowych kłamstw i oszczerstw.

To święto pokrzepiło trochę naszą znacznie nadwątloną wiarę w zwycięstwo. Wlało w nasze serca nadzieję, że być może rok obecny jest ostatnim rokiem triumfalnego pochodu politycznych wandali. Bądźmy dobrej myśli, bo z pragnienia rodzi się idea, a słowo ciałem się staje. Mamy być radośni i uśmiechnięci, bo zdaniem Donalda
Tuska „smutasy niczego nie wygrywają”.


fot. Piotr Olczak
„Nasze Czasopismo” nr 06-07-08/2019