Turystyka

RECEPTA NA WAKACJE

Po każdym sezonie wakacyjnym nieuchronnie pojawia się nowa porcja opowieści z wycieczek. Zazwyczaj piloci opowiadają anegdoty o turystach, a turyści… narzekają na pilotów i biura podróży. Może to dobry czas, by serio przyjrzeć się zorganizowanej turystyce…

Maria Lewandowska

Kiedy kilka lat temu Piotr Kruczek opublikował „Wspomnienia pilotów wycieczek”, posypały się gromy, jak śmie dworować sobie z turystów, z których przecież żyje. Jeszcze bardziej dostało się autorce kulinarno-podróżniczego bloga, która „pojechała” po Januszach i Grażynach na wakacjach. A może czasem warto przejrzeć się w takim zwierciadełku, które pokazuje, że ze śniadania (w cenie wycieczki) chętnie zabieramy nie „jednego bananka na później”, lecz furę kanapek na cały dzień, bo za obiad musielibyśmy zapłacić osobno. O wnoszeniu do hoteli własnych trunków nie ma co wspominać. I ich nadużywaniu.

Przewietrzyć głowę

Katalog „grzechów” jest długi. A ich przyczyną jest najczęściej ksenofobia, kompleks, brak empatii, niechęć do poznawania i akceptowania świata. Bo choć wakacje to czas wyjątkowy, nasza głowa razem z całą zawartością zawsze podróżuje z nami. Sztuka polega na tym, by ją przewietrzyć.

Ogromnie nas cieszy, że obsługa hotelowa zna kilka słów po polsku – akurat tyle, by zrozumieć, że chcemy zamówić wódkę z colą. Gorzej, kiedy chcemy załatwić przedłużenie pobytu w hotelu, bo doba hotelowa nie kończy się wtedy, kiedy wyjeżdżamy na lotnisko, a zazwyczaj o 11 lub 12 w południe. Wtedy okazuje się, że robienie awantury po polsku nie przynosi skutku. A to, co mówią do nas „po obcemu”, też nie dociera.

Właśnie dlatego najczęściej wybieramy zorganizowaną wycieczkę, żeby tymi przyziemnymi kłopotami zajął się pilot. A ten, wiem z doświadczenia, słyszy często „Bo nas Polaków traktują gorzej niż Niemców czy Anglików, a nawet Ruskich”… I na tym właściwie rozmowa się kończy, bo jak tłumaczyć, że zasady dla wszystkich są takie same i po prostu trzeba je respektować?

Gdzie ja jestem?

W katalogu grzechów wycieczkowicza na jednym z pierwszych miejsc jest „nie wiem co kupiłem i czy to co kupiłem jest tym co sobie wyobrażam”. Hotel 4-gwiazdkowy (taki miał być) nie jest 5-gwiazdkowym, jaki byśmy chcieli. „A w ogóle to w dobrych hotelach są białe ręczniki, a w naszym zielone” – usłyszałam od turystki w jednym z najlepszych 5-gwiazdkowych hoteli na Jukatanie.

Czasy małego druczku w umowach dawno minęły, większość biur przekazuje turystom szczegółowe informacje. Tymczasem zdarzyło mi się na wycieczce po Etiopii, która w programie miała sporo wędrowania, drugiego dnia zasuwać z turystką do sklepu, bo zabrała wyłącznie buty na obcasie. „Przeczytałam tylko pierwszą stronę programu i mogę mieć pretensje tylko do siebie” – tłumaczyła i… słusznie. Ale przyznawanie się do błędu i traktowanie spraw z humorem jest rarytasem. Częściej zdarza się tak jak na safari w Kenii, kiedy awantura wybuchła bo… w parku narodowym jest za mało toalet. A jak tu załatwiać potrzebę za samochodem na sawannie?

Dlatego warto zawczasu pomyśleć, co na wakacjach jest dla nas ważne. Jakich warunków się spodziewamy, co chcemy robić. Na Sri Lance, mimo że to kraj, w którym zwiedza się głównie świątynie, nieraz zdarzało mi się usłyszeć, że jest ich za dużo… Tak jak na Malcie kościołów. Paleta ofert biur podróży jest ogromna i każdy może znaleźć coś dla siebie. Nie wybierajmy więc turystycznych kurortów, jeśli cenimy sobie spokój ani masowej turystyki, jeśli liczy się dla nas indywidualne podejście.

Światowy biznes

Oczywiście im taniej, tym lepiej. Tylko to taniej też musi pasować do naszych potrzeb. Masowa turystyka sprawiła, że podróżowanie przestało być elitarne. Turystyka zajęła trzecie miejsce wśród największych biznesów świata. Tyle, że wyobrażenia wielu turystów pozostały w epoce podróżowania elitarnego. Chcemy przeżywać przygody, oglądać egzotyczny świat rodem z XIX wieku. Tymczasem turystyczne osiedla stały się enklawami samymi w sobie.

Znakomity jest przykład tunezyjskiego Sousse czy meksykańskiego Cancun. Oba kurorty powstały od podstaw. Na Jukatanie rząd meksykański wysiedlił mieszkańców, by stworzyć turystyczne miasto-blokowisko. W Tunezji turystyczne miasteczko powstało 1,5 km. od historycznej osady. Próżno w nich szukać klimatu i tradycji. Architektura blokowisk, nawet upstrzona tradycyjnymi detalami, jest emanacją międzynarodowego korporacyjnego gustu. Podobnie jak serwowane w restauracjach menu.

Klapki na oczach

Wraz z głową na wakacje jadą też gusta. Choć brika (rodzaj naleśnika z sadzonym jajkiem i pietruszką) podają w Tunezji od wieków, turyści wybierają schabowego. All inclusive odbiera chęć do korzystania z lokalnych knajpek i specjałów.

Pilot – najczęściej z kraju, z którego pochodzą turyści, też jest gościem w danym miejscu. I… lokalnym przewodnikom często nie daje dojść do głosu, pokazując świat według własnej wiedzy i wyobrażeń. W efekcie funkcjonują dwa światy – realny i turystyczny. Decydując się na masową turystykę zawsze wybieramy ten drugi. To on, a nie pojedynczy turyści, ma wrogie i agresywne oblicze.

Zadeptany raj

Setki tysięcy ludzi docierających do najdalszych, niegdyś dziewiczych zakątków globu zmieniają je bezpowrotnie. Maleńkie greckie wyspy po sezonie wyludniają się, bo racją ich bytu jest turystyka; afrykańską sawannę dzielą płoty przecinające szlaki wędrówek zwierząt, by za nimi powstały hotele, z których wygodnie można będzie podglądać to, co jeszcze zostanie z dzikiej natury. Turyści rozdeptują lodowce, zamieniają tradycyjne wioski w gwarne kurorty.

Już wiadomo, że turystyka generuje zagrożenia dla ludzi, zwierząt i roślin. Ścieki, śmieci, drogi, samochody. Ale także traktowanie „tubylców” jako elementu folkloru. Zapamiętałam na całe życie młodego przewodnika z wioski plemienia Betsileo w Etiopii, który 
– zanim wprowadziliśmy turystów do wioski – poprosił, by nie nagabywali dzieci i… nie dawali im pieniędzy czy cukierków. – Jak byś zareagował, gdyby ktoś twojemu dziecku wciskał dolary i słodycze? Jasne, że dzieciaki chcą ale… pomóżcie nam je wychowywać tak jak chcielibyście, żeby wychowywane były wasze dzieci. Jak macie słodycze, dajcie je rodzicom, nam bardziej od cukierków przydałyby się zeszyty, długopisy, pasta do zębów i mydło – tłumaczył.

W Goa w Indiach zakaz fotografowania przy basenie wprowadzono, by… turyści czuli się komfortowo. Mieszkańcy pasjami robili bowiem fotografie przybyszom w kostiumach kąpielowych, bo taki strój dla nich oznacza brak stroju… To specyficzne miejsce, w którym odwróciły się role. Mam je przed oczyma, kiedy widzę wypadających z autokaru turystów, niemal przytykających obiektywy aparatów do twarzy tubylców. Myślę, jak by to było, gdyby tak w polskim mieście zatrzymał się autokar i…

Wakacyjne marzenia są na wyciągnięcie ręki, ale kryją się najczęściej nie tam, gdzie usilnie ich szukamy. Empatia, szacunek i chęć poznawania świata, a nie czynienie go takim, jakim chcielibyśmy go widzieć, to recepta na udane wakacje.


fot. pixabay.com
„Nasze Czasopismo” nr 09/2019