Historia

PRAWDZIWA HISTORIA KOLUMBA

Stanisław Likiernik był żołnierzem Kedywu, walczył w Powstaniu Warszawskim. Stał się pierwowzorem dla Stanisława Skiernika „Kolumba”, jednego z bohaterów powieści „Kolumbowie rocznik 20”.

Agnieszka Wyczółkowska

Gdy w dzieciństwie, w latach 70. oglądałam serial „Kolumbowie” zrealizowany na podstawie powieści Romana Bratnego, a potem w klasie maturalnej przeczytałam tę powieść, nie przypuszczałam, że poznam pana Stanisława Likiernika, na którym autor wzorował jednego z głównych bohaterów. Pierwszy raz spotkałam go w 1994 r., w czasie obchodów 50. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego, a kilka lat potem przez dwa miesiące byłam opiekunką jego żony. Miałam zatem okazję poznać tego niezwykłego człowieka i prowadzić z nim ciekawe rozmowy.

Stanisław Likiernik urodził się w 1923 r., jak większość rówieśników, odebrał wychowanie patriotyczne. Jego ojciec Tadeusz był oficerem wywiadu, pracownikiem Sztabu Głównego, wcześniej adiutantem płk Lisa Kuli i gen. „Orlicz” Dreszera. Ojciec wpajał Staszkowi, że „jeśli ktoś obraża twojego ojca, twoją matkę, twoją Ojczyznę albo ciebie, to bij.” Chłopiec często wracał ze szkoły z podbitym okiem czy rozkwaszonym nosem. Z okresu dzieciństwa datuje się jego przyjaźń z Romanem Mularczykiem, czyli Romanem Bratnym.

Gdy wybuchła II wojna światowa, Stanisław, podobnie jak jego koledzy chciał walczyć z okupantem. We wrześniu 1941 r. wstąpił do Związku Walki Zbrojnej, a potem do Armii Krajowej. Działał w Kedywie, oddziałach prowadzących akcje dywersyjne. Brał udział w wykonywaniu wyroków śmierci na Niemcach i polskich kolaborantach.

Najczęściej wspominał akcję na „Panienkę”. Tak nazywano bahnschutza, niemieckiego strażnika kolei, który w okolicach Dworca Zachodniego w Warszawie w przebraniu kobiety strzelał do kobiet i dzieci, które zbierały węgiel na torach. Brał też udział ,w ramach akcji „Pol”, w ataku na samochód Gestapo, w wyniku którego zginęli SS-Obersturmführer Herbert Junk, owiany grozą były komendant „Pawiaka” i SS-Untersturmführer Hoffman.

Powstańczy szlak Stanisława Likiernika to Wola, Stare Miasto, ul. Senatorska, Ogród Saski, Śródmieście i Górny Czerniaków. Był kilkakrotnie ranny i przebywał w kilku szpitalach. Zawsze podkreślał wielką rolę, jaką odgrywały dziewczyny pracujące jako sanitariuszki i łączniczki. To one uratowały mu życie, przenosząc z jednego szpitala do drugiego. Ranny po wybuchu „goliata”, został umieszczony w piwnicy przy ulicy Wilanowskiej.

Został pojmany przez Niemców, ale cudem uniknął rozstrzelania. Po powstaniu dotarł do Konstancina, gdzie zamieszkał u przyjaciółki rodziców.

Według niego, „dla młodych, którzy całą okupację przygotowywali się do walki z Niemcami, powstanie było spełnieniem. Królik stał się z ofiary myśliwym”. Uważał jednak, że powstanie to wielka tragedia. Z rąk Niemców zginęło ok. 20 tys. młodych ludzi, zniszczono miasto. Był krytyczny wobec dowódców – gen. Okulickiego, Pełczyńskiego, szczególnie zaś wobec Antoniego Chruściela „Montera”.

Uważał, że „Monter” podjął decyzję o godzinie „W” na podstawie niesprawdzonych informacji, wręcz plotek, posądzał go o chęć zostania nowym Trauguttem. Zarzucał „Monterowi” małostkowość przejawiającą się tym, że w chwili, gdy toczyły się walki, ginęli ludzie, on martwił się tym, że to Tadeusz „Bór” Komorowski podpisuje telegramy dla rządu w Londynie. Stanisław Likiernik miał nadzieję, że w przyszłości nikt nie wyśle młodych ludzi „w bój bez broni”, „na czołgi z butelką benzyny”, z kilkoma karabinami, granatami na ludzi uzbrojonych po zęby.

Po zakończeniu wojny wyjechał z kraju, osiadł we Francji i uzyskał francuskie obywatelstwo. Ożenił się, miał dwoje dzieci i troje wnuków. Dla nich przede wszystkim napisał wspomnienia „Diabelne szczęście czy palec Boży”. Od lat 50. regularnie odwiedzał Polskę. Zmarł 17 kwietnia 2018 r. w Wersalu.


Grób Stanisława Likiernika na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie, fot. Mateusz Opasiński, żródło: wikipedia.org
„Nasze Czasopismo” nr 09/2019