Społeczeństwo

MARSZ MILCZENIA’44

Postanowił, że albo wyjedzie z kraju, albo przygotuje takie wydarzenie na uczczenie rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego, które łączy ludzi, a nie dzieli. Do niego przyłączyli się inni społecznicy.

Anna Dysińska

Coraz częściej dymy z flar przesłaniają nam Powstanie Warszawskie, powstańcze wspomnienia ustępują „apelowi smoleńskiemu”, a wrzaski młodzieńców w t-shirtach z hasłami nacjonalistycznymi zagłuszają „Małą dziewczynkę z AK”. Coraz mniej miejsca dla prawdziwych bohaterów tamtych wydarzeń. To bolało nie tylko ich. – Jestem związany ze stolicą emocjonalnie i ogromnie przeżywałem tak zszargany 1 Sierpnia – mówi Robert Hojda, pomysłodawca „Marszu Milczenia ‘44” i założyciel komitetu społecznego o tej samej nazwie. – Wymyśliłem obchody, które w centrum stawiają powstańców oraz mieszkańców stolicy, a nie nasze myślenie o tym wydarzeniu.

Pomysł milczącego i spokojnego marszu spodobał się w zwłaszcza wielu młodym ludziom, którzy od trzech lat licznie gromadzą się w pierwszym dniu sierpnia, aby przejść od pomnika „czołgu-pułapki” przy ul. Kilińskiego na warszawskiej Starówce do jednej z niewielu już ocalałych kamienic pamiętających getto żydowskie. – Nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak wielu powstańców miało inny paszport niż polski czy mówiło innym językiem – kontynuuje Robert Hojda. – To pokazuje nam, że obchodząc tę rocznicę nie możemy zamykać się na innych czy ulegać nacjonalistycznym nastrojom.

Marsz jest unikatowy także z tego powodu – może dlatego coraz więcej zainteresowania nim wykazują warszawiacy i władze miasta. Już druga edycja znalazła się w informatorze wydanym przez stołeczny urząd.

– Byłam wstrząśnięta wyciem i gwizdami na cmentarzu powązkowskim podczas uroczystości rocznicowych, które miały miejsce kilka lat temu – mówi Elżbieta Krasowska-Modlinger, członkini komitetu. – Niestety, coraz więcej wydarzeń historycznych dzieli Polaków. To wstyd dla nas. Moja mama była łączniczką o pseudonimie „Pistolet” i w batalionie „Kiliński” brała udziału w Powstaniu. Dlatego przyłączyłam się do inicjatywy Roberta. Zajmuję się m.in. stroną graficzną akcji, ale także działam w straży marszu.

– Zgłosiłam się do pomysłodawcy marszu ze względu na pamięć mojej rodziny, która co prawda nie brała udział w walkach, ale podzieliła los wielu warszawiaków pomagającym powstańcom – mówi Katarzyna Wyszomierska z Komitetu Społecznego „Marsz Milczenia ‘44”. – Część mojej rodziny powstanie spędziła po jednej, a część po drugiej stronie ulicy Towarowej, którą jeździł niemiecki czołg. Dopiero po kilkudziesięciu dniach spotkali się i, tak jak wielu mieszkańców, zostali wypędzeni z Warszawy, a potem wrócili. Prababcia męża pochowana jest na Cmentarzu Wolskim; zginęła 5 sierpnia, gdy Niemcy likwidowali szpital – była przypadkową ofiarą powstania. Podoba mi się idea upamiętnienia w naszych działaniach nie tylko osób walczących, ale zwykłych warszawiaków.

Związana z powstańczym cmentarzem na Woli jest Wanda Traczyk-Stawska ps. „Pączek”(o cmentarzu i jej roli – w innym artykule), która jest honorowym członkiem komitetu. Przez swojego dowódcę dwa lata po Powstaniu została wyznaczona do opieki nad grobami swoich kolegów. To ona jest orędowniczką wolskiej nekropolii, w której pochowano zebrane z całej stolicy szczątki i prochy poległych w czasie 63 dni walk. I dlatego po „Marszu Milczenia” w tym roku po raz pierwszy został zorganizowany transport na cmentarz wolski, aby uczestnicy wydarzenia mogli i tam oddać hołd uczestnikom i świadkom powstania.

– Nasze wydarzenie jest organizowane tylko przez wolontariuszy i jak na razie jedynie ze środków społeczników – dodaje Elżbieta Krasowska-Modlinger. – Dlatego byliśmy bardzo zdziwieni coraz większym zainteresowaniem naszą inicjatywą. Każdy z nas wybiera tego dnia wydarzenie, w którym chce oddać cześć bohaterom i cieszymy się, że ludzie przychodzą całymi rodzinami na marsz.

– Polacy coraz częściej biorą udział w obchodach organizowanych nie przez władze centralne, a przez samorządy czy takie grupy jak nasza – dodaje Katarzyna Wyszomierska. – Może wolą więcej zadumy niż przemówień? Myślę też, że całoroczna praca członków komitetu i współpracujących wolontariuszy przyciąga ludzi, bo widzą, że nasz patriotyzm nie jest tylko od święta.

Komitet Społeczny na co dzień współpracuje m.in. z Domem dla Weteranów Powstania Warszawskiego na stołecznych Nowolipkach. – Spotykamy się tam z powstańcami, którym potem pomagamy w życiu codziennym (remont domu, zakup wózka, zakup i założenie klimatyzacji) – dodaje na koniec Robert Hojda. – Ale przede wszystkim – słuchamy ich. Oni bardzo często wspominają swoje spotkania z powstańcami z 1863 roku w domu weteranów na Pradze Północ w Warszawie. Nasza działalność stanowi jakby kontynuację tego pomysłu. Naszym celem jest również przekazywanie kolejnemu pokoleniu, że praca i pamięć są ważniejsza niż nawet najgłośniejsze i najmądrzejsze hasła czy najpiękniejsze i najbardziej kosztowne fajerwerki.


fot. Renata Zawadzka-Ben Dor
„Nasze Czasopismo” nr 09/2019