Społeczeństwo

POROZUMIENIA SIERPNIOWE – KOPIA I ORYGINAŁ

Są symbolem, pierwszym zwycięstwem na polskiej drodze do wolności od komunizmu, tylko, że… ich nie ma. To znaczy – nie ma oryginałów porozumień gdańskich, tych ze Szczecina i Jastrzębia zresztą też. Przetrwały tylko kopie.

Maria Lewandowska

Zawarte przez rząd porozumienia kończące sierpniowe strajki w 1980 r. były cztery. Dwa podpisano już we wrześniu – 3.09. w Jastrzębiu-Zdroju i 11.09. w Dąbrowie Górniczej. Niemal dwa tygodnie wcześniej, bo 30 sierpnia, pierwsze porozumienie kończące strajk w Szczecinie podpisali wicepremier Kazimierz Barcikowski i Marian Jurczyk, reprezentujący Międzyzakładowy Komitet Strajkowy. Symbolem stało się to podpisane dzień później w Gdańsku przez Lecha Wałęsę charakterystycznym gigantycznym długopisem. Stronę rządową reprezentował wicepremier Mieczysław Jagielski. Zdjęcia z hali BHP, gdzie podpisywano dokumenty, obiegły cały świat i wówczas oryginały porozumienia publicznie były widziane po raz pierwszy i… ostatni.

Pierwszy krok do wolności

Treść gdańskiego porozumienia ukonstytuowała de facto rozpoczęcie drogi przemian ustrojowych w Polsce. W jego pierwszym punkcie zapisano, że działalność ówcześnie działających pod egidą państwa związków zawodowych nie spełnia nadziei i oczekiwań pracowników. Dlatego uznano za celowe powołanie nowych samorządnych związków zawodowych, które byłyby autentycznym reprezentantem pracowników. To był prawdziwy przełom. Tworzenia nowych, niezależnych od władzy związków zawodowych nie gwarantowało porozumienie zawarte w Szczecinie.

Gdański Międzyzakładowy Komitet Strajkowy przekształcił się w komitet założycielski nowych związków. Nieco ponad dwa miesiące później, 10 listopada 1980 r., Sąd Wojewódzki w Warszawie zarejestrował NSZZ „Solidarność” – pierwszą w dziejach krajów bloku wschodniego niezależną od władz legalną organizację, która wkrótce liczyła 10 milionów członków. Miała własne wydawnictwa, a władze zobowiązały się, że będą uwzględniały jej opinie w sprawach najważniejszych decyzji społeczno-gospodarczych. Na tym faktycznie polegało największe zwycięstwo sierpniowych strajków.

W porozumieniu gdańskim władze uznały także prawo do strajków oraz bezwarunkowo zagwarantowały uczestnikom strajku sierpniowego, że nie będą represjonowani. Rząd miał zmodyfikować ustawę o cenzurze i zagwarantował coniedzielne transmisje mszy świętej w Polskim Radiu. Ponadto do pracy mieli zostać przywróceni robotnicy zwolnieni po strajkach w 1970 i 1976 roku oraz wyrażono zgodę na budowę pomnika upamiętniającego ofiary Grudnia 1970 roku. To był jedyny „polityczny” postulat wśród tych, od których rozpoczął się strajk w Stoczni Gdańskiej 14 sierpnia 1980 r. Robotnicy przystąpili do niego pod hasłami przywrócenia do pracy Anny Walentynowicz i Lecha Wałęsy, podwyżki płac i wprowadzenia dodatku drożyźnianego. Jednak w ciągu 17 strajkowych dni nastąpiła radykalna przemiana. Do robotników stoczni dołączyli działacze opozycji antykomunistycznej.

Pamięć świata

17 sierpnia ogłoszono 21 postulatów Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego. Ostatecznie zredagował je Bogdan Borusewicz, a na tablicach spisali Arkadiusz Rybicki i Maciej Grzywaczewski. Tablice wisiały na portierni przy bramie nr 2 Stoczni. I przetrwały. Związek przekazał je do Centralnego Muzeum Morskiego, które w pierwszą rocznicę strajku urządziło poświeconą mu wystawę. Co ważniejsze, pracownicy Muzeum zrobili także kopie tablic. Przydały się po wprowadzeniu stanu wojennego, kiedy władze zarekwirowały eksponaty z wystawy. Zabrano jednak kopie tablic, bo oryginały pracownicy muzeum ukryli. Wiesław Urbański przechowywał je później w swoim domu aż do 1989 r.

Tablice z postulatami sierpniowymi w 2003 r. zostały wpisane na Listę Dziedzictwa Kulturowego UNESCO obok rękopisów Fryderyka Chopina czy dzieła Mikołaja Kopernika. Tablice uznane zostały bowiem przez Międzynarodowy Komitet Doradczy Programu UNESCO Pamięć Świata za „jeden z najważniejszych dokumentów XX wieku, świadectwo wydarzeń mających przełomowy wpływ na zmiany polityczne, ustrojowe i gospodarcze państw bloku socjalistycznego, których kolebką jest Stocznia Gdańska”. Oryginalne tablice znajdują się w stałej ekspozycji Europejskiego Centrum Solidarności.

Fachowcy Komitetu pamięć Świata chcieli, by na liście UNESCO znalazło się porozumienie gdańskie, które w istocie było punktem zwrotnym w odzyskiwaniu wolności przez kraje bloku wschodniego. Jednak UNESCO na listę wpisuje wyłącznie oryginalne dokumenty. Przez trzy lata bezskutecznie szukał oryginałów porozumienia Marek Konopka, członek polskiego Komitetu Pamięci Świata.

Trzy wersje i tajemnica

Kolejną próbę poszukiwań podjęła Fundacja Centrum Solidarności kiedy zbliżała się 20. rocznica strajków. Wówczas paulini z Jasnej Góry zgodzili się wypożyczyć na wystawę oryginalny, znany powszechnie wielki długopis, którym Lech Wałęsa podpisywał porozumienie. Obecnie na wystawie w ECS jest jego replika. Paulini pamiątki z czasu strajków oraz medal Nagrody Nobla otrzymali w 1983 r. od Lecha Wałęsy z zastrzeżeniem, ze mają ich nie wydawać nikomu, nawet jemu samemu. Wałęsa bał się, by nie wpadły w ręce komunistów. – Myślę, że paulini tych porozumień nie mają – mówił w rozmowie z tygodnikiem „Polityka” Jerzy Borowczak.

Później dziennikarskie śledztwo w sprawie oryginałów porozumień gdańskich przeprowadził Krzysztof Brożek. Jego film „Gdzie jest porozumienie gdańskie” nie przyniósł odpowiedzi na to pytanie, a sam autor w rozmowie radiowej przyznał „nie wiem”. W filmie minuta po minucie starał się zrekonstruować, co działo się z porozumieniem po jego podpisaniu. – Ja się nie interesowałem takimi technicznymi sprawami – mówi Lech Wałęsa. Frywolnie potwierdza wersję, ze mógł je włożyć do kieszeni i… żona wyprała. Serio jednak pamięta, że dokument oddał Bogdanowi Lisowi. Ten zaś podaje dwie nie współgrające ze sobą wersje. Zgadza się w nich to, że kopiował porozumienie razem z Aliną Pieńkowską. Jednak już gdzie: czy na zapleczu sali BHP, czy w drukarni stoczniowej, nie wiadomo.

Nie wiadomo też, co stało się później. Lis twierdzi, że zostało schowane w prywatnym mieszkaniu niedaleko stoczni. Współgra to ze słowami Bogdana Borusewicza, który mówi w filmie Brożka „Wiedziałem, że porozumienie to glejt bezpieczeństwa, dlatego dałem je Alinie i poprosiłem, by natychmiast wyniosła z sali BHP.” Według jego słów, Pieńkowska ukryła dokument w mieszkaniu matki swojej koleżanki, która mieszkała nieopodal stoczni. Danuta Kobzdej, która szefowała wystawie „Drogi Wolności” w ramach Fundacji Centrum Solidarności pamięta, że po otwarciu wystawy pewien mężczyzna, który przedstawił się jako mąż koleżanki Aliny Pieńkowskiej opowiedział, że Pieńkowska ukryła oryginał porozumień u matki jego wówczas narzeczonej. Tak dokument przetrwał do stanu wojennego, a kiedy na ulicach pojawiły się czołgi, starsza pani wszystkie solidarnościowe materiały spaliła w piecu. Tę wersję potwierdza też Bogdan Borusewicz.

Inną przedstawia Andrzej Kołodziej – ówczesny wiceszef MKS. Jego zdaniem, dokument nie został ze stoczni wyniesiony, a wywieziony. To z kolei potwierdzają krótkofalowcy, którzy wówczas prowadzili nasłuch milicyjnych częstotliwości. Jednak co stało się z wywiezionym dokumentem? Nie wiadomo. Bez wątpienia od sierpnia 1980 r. nikt go nie widział, a przynajmniej się do tego nie przyznaje. Może poza Zenonem Kwoką, niegdyś bliskim współpracownikiem Wałęsy, który w filmie Brożka mówi: „wiem, gdzie jest oryginał, ale nie mogę powiedzieć” i dalej „jest znakiem czasu, że oryginału porozumienia nie ma, bo idee sierpnia są w społeczeństwie nieobecne”.

Słowa nie ulotne

Spalone, wyprane, wywiezione czy schowane? Nie odnaleziono także oryginału porozumienia gdańskiego, które zabrał ze sobą wicepremier Jagielski. W 2010 r. IPN wydał album na temat Sierpnia 80. Jego autorzy znaleźli kopie porozumień gdańskich w zasobach IPN w Warszawie i na tym poprzestali. Kopia pochodziła z Biura współpracy ze związkami zawodowymi dawnego Urzędu Rady Ministrów. Sam Mieczysław Jagielski pamiętał tylko, że oryginał dokumentu przekazał komuś z PZPR. W tym, co zostało po partyjnych archiwach, także go jednak nie ma.

W filmie Brożka Grażyna Rybicka-Grzywaczewska z Ruchu Młodej Polski, jedna z uczestniczek strajku w stoczni, która była świadkiem podpisywania porozumienia i późniejszą sekretarką Lecha Wałęsy, przyznaje: „Nie wiem, czy przykładaliśmy odpowiednią wagę do tego dokumentu”.

Zapisy porozumień gdańskiego i szczecińskiego znamy z kopii, która znajduje się w archiwum akt nowych. W porozumieniu są zapisy m.in. o tym, że najniższe renty i emerytury zostaną podniesione do poziomu co najmniej minimum socjalnego, że o obsadzie stanowisk kierowniczych decydowały będą kompetencje, a nie partyjna przynależność, uzgodniono poprawę lecznictwa w Polsce i zaopatrzenia w leki, a także utrzymanie bezpłatnych medykamentów dla emerytów, rencistów wojskowych i kolejarzy, przyjęto konieczność zahamowania wzrostu cen, rząd zobowiązał się znaleźć rozwiązanie, by okres oczekiwania na mieszkanie trwał nie dłużej niż pięć lat. W ciągu 39 lat, jakie minęły od podpisania porozumienia, zmienił się ustrój, zmarli świadkowie, którzy widzieli oryginały porozumienia po 31 sierpnia – Alina Pieńkowska i Mieczysław Jagielski. Słowa i pamięć o wielkim karnawale wolności i solidarności na szczęście przetrwały.


fot. Maria Lewandowska
„Nasze Czasopismo” nr 09/2019