Społeczeństwo

MOJE MIEJSCE NA ZIEMI

O obronie Westerplatte, walce z oszczerczą propagandą, rządowych prezentach dla narodu na koszt samorządów i o tym, jak pozostać sobą kontynuując dzieło poprzednika

z prezydent Gdańska Aleksandrą Dulkiewicz rozmawia Przemysław Wiszniewski

Została Pani prezydentem Gdańska w dramatycznych okolicznościach. Czy udaje się Pani prowadzić politykę miejską, kontynuując linię swojego poprzednika?

W poprzedniej kadencji byłam wiceprezydentem, potem szefową sztabu wyborczego Pawła Adamowicza, po wygranych wyborach ponownie zastępcą. Kontynuacja polityki poprzednika to naturalna droga, bowiem współtworzyłam jego program i w pełni się z nim utożsamiałam. W kampanii wyborczej, po tragicznej śmierci prezydenta Adamowicza, nie kryłam, że chcę kontynuować jego politykę, ale też prosiłam o to, abym mogła być sobą, bo przecież Pawłem Adamowiczem nigdy nie będę, jestem innym człowiekiem. Czas pokaże, na ile prezydenturze nadaję własny ryt. Na co dzień pracuję, nie rozważam tego zagadnienia.

O co chodzi w batalii o Westerplatte? Dlaczego władze krajowe uchwaliły specustawę w tej sprawie i dlaczego Gdańskowi zależy na zachowaniu tego przyczółka?

W batalii o Westerplatte chodzi o zasady. Specustawa jako środek nadzwyczajny nie była konieczna do tego, aby na Westerplatte zbudować muzeum czy przeprowadzić inne zmiany. Miasto Gdańsk było właścicielem tego terenu. Deklarowałam i deklaruję wolę współpracy, zgłosiłam gotowość przekazania ziemi pod budowę muzeum w zamian za możliwości współdecydowania o kształcie placówki i zawartości wystawy, ale tej propozycji rząd nie przyjął. Dlaczego? Czas pokaże. Tymczasem odpowiedzi, które podpowiada dotychczasowe doświadczenie, jest co najmniej kilka.

Na tym etapie najgroźniejsze jest jednak, w moim przekonaniu, budowanie przez ośrodek władzy centralnej i lokalnych działaczy PiS narracji o Gdańsku, który marzy o powrocie do Niemiec, pielęgnuje mit Wolnego Miasta, realizuje narrację historyczną niezgodną z polską racją stanu… To przemyślana i konsekwentna polityka, bardzo szkodliwa, zarówno dla wspólnoty gdańskiej, jak i polskiej.

Jak Pani radzi sobie z argumentami propagandowymi rządzącej partii, np. z „zarzutem” o niemieckości Gdańska w kontekście obecnej polityki historycznej, kładącej nacisk na nacjonalizm?

Jako gdańszczanka, która tutaj przyszła na świat w rodzinie przychodźców, bo po II wojnie światowej dziadkowie przybyli do Gdańska i tutaj założyli dom, czuję głęboką tożsamość gdańską i polską jednocześnie. Żadna akcja propagandowa tego nie zmieni. To jest moje miejsce na ziemi, kocham moje miasto, znam jego historię. Dumna jestem z gdańskich pocztowców i westerplatczyków, którzy walczyli do krwi ostatniej za polskość tej ziemi, ze stoczniowców, którzy przelali krew za wolność w czasach komunizmu, z Solidarności, która tu się narodziła, a dziś zawdzięczamy jej największą polską bezkrwawą rewolucję, której wartość honorowana jest na całym świecie. Opowieść o niemieckości
współczesnego Gdańska jest dla mnie tak samo prawdziwa jak twierdzenie, że Aborygeni dopominają się zwrotu swoich wodzów pochowanych na Wawelu.

Wiem jednak, że po wielekroć powtarzane kłamstwo sieje zamęt w umysłach ludzi mniej zakorzenionych, niechcących krytycznie przyglądać się zasłyszanym opiniom, ulegającym wpływom.

W biblijnym sensie „prawda obroni się sama”, ale w czasach trolli, fake newsów i polityki rządzących obliczonej na doraźny sukces trzeba jej pomagać. Na kłamstwo można odpowiadać tylko prawdą – robić swoje, codziennym świadectwem dowodzić, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy.

Jak miasto radzi sobie z deformą i chaosem szkolnictwa?

Słowa „chaos” w Gdańsku nie używamy. Misją samorządu jest, aby działać jak poduszka powietrzna chroniąca przed skutkami zderzenia z przeszkodą. Rząd zafundował nam kraksę, ale zrobiliśmy wszystko, aby zminimalizować jej skutki.

Wielkim poświęceniem dyrektorów szkół, nauczycieli i miejskich urzędników zminimalizowaliśmy skutki deformy. Wiem, że nie obyło się bez wielkiego stresu dla uczniów, ich rodziców i wszystkich, którym leżą na sercu sprawy edukacji. Czeka nas jeszcze wiele poświęceń, jak liczne klasy czy dwuzmianowość. Ile w ludzkiej sile, tyle wspomożemy.

4 czerwca podczas obchodów rocznicowych odczytała Pani Gdańską Deklarację Wolności i Solidarności. Jak ta deklaracja samorządowców będzie się przekładać na konkrety podczas kampanii wyborczej?

4 czerwca w samo południe, pod pomnikiem Poległych Stoczniowców 1970, odczytaliśmy Gdańską Deklarację Wolności i Solidarności. Ten dokument jest wyrazem marzeń nas, gdańszczanek i gdańszczan, co do kształtu naszej ojczyzny. Dokument dotąd podpisało niemal 10,7 tysiąca osób i wciąż online podpisują się kolejne (https://www.gdansk.pl/deklaracja-wolnosci-i-solidarnosci). Opowiedzieliśmy się po stronie „tradycji demokratycznych, wolnych od fanatyzmu narodowego czy wyznaniowego”. Nadzieję na odnowę upatrujemy „w wolności, solidarności i samorządności”. Mocno zaakcentowaliśmy, że: „Chcemy demokracji bez sporów pełnych nienawiści. Chcemy sfery publicznej wolnej od kłamstwa. Chcemy budować naszą wspólną przyszłość w duchu dialogu. Chcemy lepszej polityki”. Taka Polska nam się marzy.

Drugi dokument – „21 tez samorządowych”, które również zaprezentowaliśmy podczas Święta Wolności i Solidarności w Gdańsku, to inicjatywa samorządowców z całej Polski. Toczymy debatę, jak chcemy realizować misję samorządową, asno odwołujemy się do aktywnych obywateli i organizacji samorządowych, dyskutujemy propozycje, które chcemy przedstawić rządowi. Z tez wyłonią się postulaty, które będziemy chcieli realizować.

W jakim kształcie postulaty samorządowców zostaną uwzględnione w kampanii wyborczej, a potem w inicjatywach ustawodawczych, pokaże czas i rozkład sił.

Dlaczego ustawa podatkowa, którą przeforsował PiS, uderzy w budżety miejskie? Jaki mechanizm został wykorzystany przez ustawodawcę i w jakim celu?

Rząd daje, samorządy płacą. Za hojność władzy centralnej zapłacą obywatele tam, gdzie mieszkają, choć dziś nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę. Szacujemy, że do budżetu Gdańska w przyszłym roku wpłynie prawie 120 mln złotych mniej, na skutek zniesienia PIT do 26. roku życia w pierwszym progu podatkowym, obniżenia stawki z 18 proc. do 17 proc. i podwojenia kosztów uzyskania przychodu. Miliardowe straty w skali całego kraju odbiją się na mieszkańcach, innej możliwości nie ma, bo ekonomia to nie czary. Nie zbudujemy drogi, nie wyremontujemy szkoły, nie powstanie basen, może autobusy będą jeździć rzadziej… Pracujemy właśnie nad głęboką korektą budżetu miasta na przyszły rok. Nie ma takiej sfery, której nie dotknie redukcja kosztów.

Obawiam się, że gra idzie nie tylko o przyszłość samorządów, ale i niewyrażoną wprost, ale realizowaną konsekwentnie wizję państwa sterowanego z Warszawy. Taki PRL bis.

Czy miasto uzyskuje polityczne wsparcie od prezydenta Wałęsy? Czy Europejskie Centrum Solidarności nadal jest zagrożone przejęciem przez obecne władze związkowe?

Lech Wałęsa to nasz skarb narodowy, a więc i skarb Gdańska. Nie mam jako prezydent miasta wobec pana prezydenta Wałęsy żadnych oczekiwań; sam fakt, że jest, mieszka i pracuje w Gdańsku, jest dla nas powodem do radości. Co do Europejskiego Centrum Solidarności… ECS zostało powołane z inicjatywy prezydenta Pawła Adamowicza, ale ma pięciu założycieli. Statut nie pozwala, aby ktokolwiek „przejął” ECS. I daleka jestem od takiego stawiania sprawy. ECS opowiada i pielęgnuje historię Solidarności, wspiera tych, którzy dziś – posługując się tą ideą – dążą do wolności, nie tylko uczy młodych praktycznie wdrażać tę ideę… Powinno być nam po ludzku wstyd, że wartość, jaką jest solidarność, nie łączy nas, tylko dzieli. Nadziei jednak tracić nie można. Ja nie tracę.

W jaki sposób Gdańsk będzie obchodził rocznicę wybuchu wojny w związku z planami przeniesienia obchodów do stolicy?

Tradycyjnie spotkamy się na Westerplatte o godzinie 4.45. W samo południe, również tradycyjnie, zostanie odprawiona msza pod pomnikiem Obrońców Poczty Polskiej w Gdańsku. Wieczorem Polska Filharmonia Bałtycka zaprasza na koncert „Wojna i Pokój”. Wiele wydarzeń realizują również inni organizatorzy, jak choćby Fundacja Pojednanie, która z Polakami, Niemcami i przedstawicielami społeczności żydowskiej głośno będzie apelować o pojednanie i pokój jako sposób na wspólne życie bez wojny.

Dla mnie najistotniejsze jest, abyśmy w gdańskiej wspólnocie godnie przeżyli ten czas – oddając honor ofiarom wojny i patrząc w przyszłość. Pokój to bardzo kruchy dar, w Gdańsku doskonale wiemy, jak niewiele trzeba, aby rozgorzała dziejowa zawierucha. A my chcemy pokoju!

Czy fakt, że Magdalena Adamowicz, wdowa po zamordowanym prezydencie, została europosłanką, można wykorzystać dla dobra miasta, np. w kwestiach inwestycyjnych?

Dajmy szansę Magdalenie Adamowicz rozpocząć pracę w Brukseli. Każdy emisariusz swojej małej ojczyzny to potencjalne korzyści. A Gdańsk ma bardzo dobrą markę.

Pani reprezentuje młode pokolenie. Czy uzyskuje Pani wsparcie ze strony młodych mieszkańców, czy też musi Pani o nich zabiegać? Czy młodzi gdańszczanie angażują się obywatelsko?

Mówiąc szczerze, każda mieszkanka i mieszkaniec, niezależnie od metryki, stażu w Gdańsku, pochodzenia, wyznania czy preferencji politycznych, jest dla mnie tak samo ważny. Na co dzień doświadczam życzliwości, na przykład na ulicy w drodze do pracy, również od młodych ludzi.

Bardzo zależy mi na wyborczej aktywizacji młodych, na kształtowaniu postaw obywatelskich, wiele w tej materii dzieje się za sprawą organizacji pozarządowych i miejskich placówek kultury. Wierzę w młodych.

Czy uda nam się pokonać populizm w jesiennych wyborach? Jeśli nie, to jaki scenariusz widzi Pani dla swojego miasta?

Nie ma szczepionki na populizm, niestety. Niezależnie od jesiennych rozstrzygnięć świat się nie skończy. Wynik demokratycznych wyborów trzeba szanować. Nadal będziemy pracować dla Gdańska i robić wszystko, żebyśmy w tej naszej miejskiej wspólnocie żyli w zgodzie, wzajemnie się szanowali i wspierali.


fot. od góry:
1. Renata Dąbrowska
2. fot. Piotr Olczak
3. fot. Dorota Bilewicz-Bandurska
4. fot. Piotr Woźniak
„Nasze Czasopismo” nr 09/2019