Ekonomia

ILE JEST WART CZAS?

Kiedyś mówiło się, że szczęśliwi czasu nie liczą. Ale też nie był to towar szczególnie deficytowy. Dziś brakuje go prawie wszystkim i stał się jednym z najcenniejszych dóbr tego świata.

Andrzej Wierzba

Dawno temu ludzie mieli dużo czasu. Nie byli atakowani wiadomościami z komunikatorów, nie spędzali godzin przy telewizorze i Internecie. Osiedlowy sklep czy bazar były nie tylko miejscem zakupów, ale centrum spotkań i lokalnych plotek. Teraz mamy bardzo mało czasu dla siebie. Praca zajmuje nam osiem godzin, a dojazd średnio półtorej godziny. Dzieci wymagają opieki i wspólnej zabawy. Na własne zajęcia i przyjemności zostaje kilkadziesiąt minut.

Ile tak naprawdę wart jest czas ? Najprościej jest oszacować jego koszt w pracy. Pracodawca wydaje razem z podatkami na naszą średnią pensję ok. 6 tys. złotych. W tym mieszczą się święta, dni zwolnienia i dni urlopu, czyli tak naprawdę 20 dni pracy kosztuje 7 tys. zł. Do tego dochodzą koszty miejsca pracy. W najtańszym przypadku jest to 10 metrów powierzchni biurowej, korytarzy i pomieszczeń socjalnych. Do tego dochodzi biurko, komputer, telefon. Bardzo skromnie licząc jest to kolejne tysiąc złotych. Dzień pracy kosztuje zatem ok. 400 zł, a godzina 50 zł. W przypadku osób na wyższych stanowiskach te kwoty rosną nawet kilkukrotnie.

Posłowie co roku zwiększają ilość przepisów i komplikują system podatkowy nie zdając sobie sprawy, jak bardzo podraża to ceny wytwarzanych produktów. Wyjazd i wizyta księgowej w urzędzie skarbowym to koszt 300 zł. Odpowiedź nawet na nieistotne pismo z urzędu kosztuje 50 zł. Kontrola w firmie pochłania kilka dni i angażuje wielu pracowników, stwarzając niepomijalny koszt od kilku do kilkudziesięciu tysięcy złotych. Duża ilość regulacji prawnych w Unii Europejskiej powoduje marnotrawienie czasu i wzrost cen dla klientów. Firmy wypełniają zestawienia, dostosowują się do szczegółowych wytycznych, zamiast skupić się na tworzeniu innowacyjnych technologii, obniżaniu kosztów produkcji czy tworzeniu nowych miejsc pracy.

Cena czasu osoby prywatnej zależy od tego, ile ma go ona dla siebie oraz od tego, ile zarabia. Dla dyrektora korporacji zarabiającego 5 tys. dolarów na godzinę i spędzającego większość czasu w pracy warto wynająć odrzutowiec, aby nie tracił niepotrzebnie kilku godzin na odprawę bagażową czy przesiadki. Dla niepracującego rencisty dostającego 1500 zł miesięcznie warto jest pojechać autobusem na drugi koniec miasta, aby kupić cukier, mąkę i mięso o 10 zł taniej.

Najcenniejszym czasem jest okres wakacji. Raz w roku mamy szansę naładować akumulatory i zobaczyć nowe miejsca. Ciułane przez cały rok pieniądze wydajemy dużo łatwiej w hotelu, nadmorskim barze czy na stoiskach z pamiątkami.

O wysokiej cenie czasu wiedzą urzędy i tworzą takie procedury, aby zniechęcić większość osób do skorzystania z przysługujących nam bezpłatnych usług. Szczególnie jest to widoczne w przypadku usług medycznych. Czekanie latami na wizytę u lekarza specjalisty czy operację zaćmy zmusza wszystkich tych, których stać, do wykonanie usługi za swoje pieniądze. Procedura pozyskiwania ograniczonej miesięcznie ilości pieluch dla osoby starszej jest tak skomplikowana i czasochłonna, aby dla normalnie pracujących ludzi była nieopłacalna. To samo dotyczy refundacji za oprawki i okulary. Płacimy składki, ale procedura zniechęca lepiej zarabiających do ubiegania się o zwrot należnych pieniędzy.

W świecie automatyzacji i taniej produkcji czas jest dobrem najcenniejszym, którego nie da się kupić. Politycy powinni nareszcie to zrozumieć i przestać dręczyć obywateli i firmy bezsensownymi, lecz zabierającymi czas przepisami. Skomplikowane prawo służy wyłącznie utrzymaniu monopolu wielkich koncernów, mających armię prawników lub instytucjom państwowym zarządzanym przez dyrektorów z rekomendacji rządzącej partii.


fot. pixabay.com
„Nasze Czasopismo” nr 10/2019