Historia

FREKWENCJA DECYDUJE O WYNIKACH

Udział w wyborach jest wyrazem odpowiedzialności obywatela za jego kraj. Rozumieli to Polacy w XIX wieku, gremialnie głosując na rodaków kandydujących do parlamentów państw zaborczych, a potem do sejmu odrodzonej Polski.

Maria Klawe-Mazurowa

Panowie majstrowie i wszyscy przełożeni powinni ludzi do wyborów prowadzić.(…)Nie zapominamy również o chorych i w podeszłym wieku, organizując przewóz do lokali wyborczych furmankami – pisano w XIX-wiecznej prasie poznańskiej. Celem agitacji wyborczej było zmobilizowanie tak wielu wyborców, aby polscy kandydaci mogli pokonać kandydatów niemieckich startujących z tych samych okręgów do parlamentu niemieckiego. Im więcej polskich wyborców poszłoby do urn, tym większe szanse mieli polscy kandydaci.

Wprowadzone po Wiośnie Ludów, w 1848 r., wybory do sejmu pruskiego nie były jeszcze w pełni demokratyczne. Dopiero przeprowadzone w 1871 r., do Reichstagu, parlamentu ogólnoniemieckiego, były już powszechne, tajne, równe i bezpośrednie. Polacy zamieszkujący zabór pruski uczestniczyli w nich na równych prawach z obywatelami narodowości niemieckiej. Mogli wystawiać swoich kandydatów, prowadzić agitację wyborczą i iść do urn. Prawo głosu nie przysługiwało kobietom – zarówno Niemkom, jak i Polkom.

W Wielkopolsce wybory do parlamentu polscy wyborcy traktowali jako patriotyczny i obywatelski obowiązek. Uczestniczyli w nich zazwyczaj w ok. 80 proc. Wysoka frekwencja wyborcza przekładała się na realne wyniki. Najbardziej spektakularny sukces Polacy osiągnęli w 1884 r.
w Poznaniu, zamieszkanym po połowie przez ludność polską i niemiecką. Polski kandydat uzyskał 9800 głosów, a wszyscy kandydaci niemieccy razem tylko 4800 głosów. Prace w niemieckich Reichstagu i Landtagu ułatwiały przyszłym politykom wolnej Polski zdobywanie szlifów parlamentarnych. W pruskim parlamencie praktykował Wojciech Trąpczyński, pierwszy marszałek polskiego Sejmu Ustawodawczego, podobnie jak Wojciech Korfanty czy Zygmunt Seyda.

Niestety, tylko w zaborze pruskim możemy w XIX wieku mówić o tak spektakularnych, wynikających z wysokiej frekwencji, sukcesach wyborczych Polaków. W zaborze austriackim wprawdzie również od 1848 roku mieszkańcy wybierali swoich przedstawicieli, ale system wyborczy daleki był od demokratycznego. Społeczeństwo zostało podzielone na kilka kurii, zależnych od pozycji społecznej i majątkowej. Poza tym nie głosowano bezpośrednio na posłów, lecz na delegatów, którzy dopiero wybierali przedstawicieli do parlamentu.

Mimo skomplikowanego i niedemokratycznego systemu oraz wielu nieprawidłowości, opisywanych m.in. przez Wincentego Witosa, ruchom ludowym, dzięki bardzo wysokiej frekwencji, udało się wprowadzić do parlamentu w Wiedniu wielu posłów. Chociaż raczej dotyczy to okresu po 1873 r., kiedy wprowadzono wybory bezpośrednie. Podobnie jak w zaborze pruskim, tak i w Galicji przyszli politycy wolnej Polski zdobywali doświadczenie w oficjalnie działającym parlamencie (np. Wincenty Witos, Ignacy Daszyński, Jędrzej Moraczewski).

W zaborze rosyjskim w tym okresie car sprawował jeszcze władzę absolutną, nieograniczoną głosami poddanych. Przyszli premierzy polscy działali w tajnej Organizacji Bojowej, która była ich szkołą polityczną – Józef Piłsudski, Tomasz Arciszewski, Walery Sławek, Aleksander Prystor do parlamentu trafili dopiero po 1918 roku, już w zjednoczonej Polsce.

Parlamentaryzm w zaborze rosyjskim rozpoczął się pół wieku później niż w pozostałych zaborach, od dekretu o powołaniu Dumy Państwowej, wydanego na fali wydarzeń rewolucyjnych w 1905 r. Duma stała się zalążkiem rosyjskiego parlamentu i miejscem pozwalającym na zdobycie doświadczenia parlamentarnego niektórym politykom, zwłaszcza związanym z endecją, np. Władysławowi Grabskiemu, przyszłemu premierowi i reformatorowi systemu monetarnego w Polsce, kilkukrotnemu rektorowi SGGW w Warszawie.

Od 1916 r., mimo trwającej jeszcze wojny, politycy polscy planowali już powołanie sejmu w wolnym kraju. Pierwszy miał być Sejmem Ustawodawczym, czyli przygotowującym zasady funkcjonowania niepodległego państwa.

Działający od początków 1919 r. Sejm Ustawodawczy był jednoizbowy, a posłów wybierano w całkowicie demokratycznych wyborach, opartych na pięcioprzymiotnikowym prawie wyborczym. Wybory były powszechne – czynne prawo wyborcze przysługiwało wszystkim pełnoletnim obywatelom (21 lat) bez względu na płeć, narodowość, majątek i wyznanie (z wyjątkiem wojskowych w służbie czynnej); bezpośrednie, czyli każdy sam głosował na wybranego kandydata, a nie na elektorów; były też równe (każdy głosujący miał jeden równoważny głos) oraz tajne. Piąta zasada dotyczyła ostatecznego wyłaniania posłów. Ponieważ przyjęto, że kandydaci do sejmu wystawiani byli wg klucza partyjnego, każda partia otrzymała liczbę mandatów proporcjonalną do liczby uzyskanych głosów.

Wybory do Sejmu Ustawodawczego odbyły się 26 stycznia 1919 roku. Aczkolwiek władzę w kraju sprawował Piłsudski, jednak największe wpływy w społeczeństwie miała endecja. I tym razem duża frekwencja wyborcza przesądziła o wyniku wyborów i o kształcie Polski. Związek Ludowo-Narodowy pod wodzą Dmowskiego, przy frekwencji w granicach 70-80 proc. uprawnionych, uzyskał ponad 45 proc. mandatów. Zwolennicy Piłsudskiego, przy ograniczeniu prawa do głosowania wojskowych, nie byli w stanie ich pokonać. Mimo że Naczelnikiem Państwa pozostał Józef Piłsudski, jego władza została ograniczona do reprezentacyjnej. Uchwalona Mała Konstytucja pełnię władzy oddawała parlamentowi i podporządkowanemu mu rządowi. Utrwaliła to Konstytucja marcowa.

Kolejne wybory w 1922 r., przy znacznie niższej frekwencji, utrzymały przewagę endecji. Zawiązanie sprzyjającej Piłsudskiemu koalicji ugrupowań antyendeckich i ponownie bardzo wysoka frekwencja (78 proc. głosujących) w wyborach w 1928 r. przechyliła szalę zwycięstwa w wyborach na rzecz Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem – BBWR. Jednocześnie jednak był to początek końca demokratycznego sejmu, którego kres nadszedł wraz z uchwaleniem Konstytucji kwietniowej w 1935 r. i tzw. rządami pułkowników.

Wybory po II wojnie światowej, wg danych publikowanych przez komunistyczne władze, miały jakoby odbywać się przy 98 proc. frekwencji. Publikacje te jednak nie miały się nijak do rzeczywistości. Dopiero wybory w 1989 r. odzwierciedlały rzeczywiste zaangażowanie społeczeństwa. W stosunku do lat po I wojnie światowej frekwencja przedstawiała się żałośnie.
45 lat komunizmu wytrzebiło w Polakach poczucie odpowiedzialności za państwo. Do urn wyborczych w 1989 r. poszło tylko niespełna 63 proc. wyborców. W wyborach parlamentarnych w następnych kadencjach, podobnie zresztą jak w samorządowych, frekwencja już nigdy nie przekroczyła 55 proc.

Może więc nadeszła już najwyższa pora, aby wziąć odpowiedzialność za Polskę i iść gremialnie do wyborów. Tak minimalnie, w 80 proc. uprawnionych do głosowania.


Pierwszy Sejm Królestwa polskiego 1818r., źródło: polona.pl
„Nasze Czasopismo” nr 10/2019