Polityka

DLACZEGO W POLITYCE RZUCANIE KAMIENIAMI W DINOZAURA NIE MA SENSU…

Maciej Milczanowski

Polityków można (na potrzeby tego tekstu) podzielić na dwie grupy: kreatywnych, samodzielnych, charyzmatycznych, którzy są oczywiście w mniejszości oraz kopiujących zachowania innych, bez zdolności przywódczych, bez charyzmy, których jest wielu. Nie twierdzę, że ci drudzy są gorsi albo, że ci pierwsi są zawsze świetni. Można wskazać wiele przykładów historycznych i współczesnych ludzi charyzmatycznych, którzy nie przynieśli w ostatecznym rozrachunku powodzenia ani światu, regionowi ani nawet swojej grupie czy też sobie samym. Z drugiej zaś strony na „rzemieślnikach” opiera się każda struktura społeczna, organizacja, partia.

Niemniej, aby partia polityczna odnosiła sukcesy, na jej czele musi stać lider o wyjątkowych kompetencjach. Wszak, jak miał powiedzieć Napoleon, „armia baranów prowadzona przez lwa jest silniejsza niż armia lwów prowadzona przez barana”. Inaczej bowiem, rzemieślnik, który lideruje w wyniku intryg, czy zbiegu okoliczności, wymuszając posłuch za pomocą autorytetu formalnego (wynikającego ze stanowiska a nie własnych cech i kompetencji) z każdym miesiącem będzie coraz bardziej sfrustrowany, nie rozumiejąc dlaczego nie odnosi sukcesów. Jego otoczenie natomiast będzie coraz bardziej zastraszone przez dwór (który zawsze wokół takich osób powstaje) i zrezygnowane. Partia zaś stopniowo będzie upadać w wyniku wewnętrznych konfliktów i braku sukcesów na arenie krajowej. Taki „lider” stosuje najprostsze mechanizmy nie rozumiejąc złożonych, interdyscyplinarnych strategii i nie ufając ludziom, którzy nie ograniczają się do pochwał, tylko konstruktywnie krytykują.

Taki lider nie jest w stanie narzucić własnej narracji w dyskursie publicznym, nie potrafi wykrzesać z siebie naprawdę nowego pomysłu, zaczyna więc kopiować posunięcia konkurencji, najlepiej tej, która odniosła sukces wyborczy. Oczywiście w takiej sytuacji tylko pogrąża się w stagnacji, bowiem dlaczego niby wyborcy mieliby głosować na kopię tego co już mają… A zatem gdy kopiowanie nie przynosi sukcesów, pozostaje nieustanna krytyka wcześniejszego zwycięzcy. „Lider” twierdzi, że jeśli odkryje i upubliczni wszystkie niegodziwości poprzednich rządzących, to sam zostanie wybrany do władzy.

W takiej sytuacji mamy do czynienia z tym, o czym mówiła pani Ewa Kopacz w studiu telewizyjnym. A więc rzucaniem kamieniami w wielkiego dinozaura aż ten padnie. Takie uporczywe rzucanie kamieniami z czasem ma zwierza osłabić, aż… „Dawid pokona Goliata”. Tyle, że gdyby Dawid chciał Goliata pokonać w ten sposób to ich pojedynek zakończyłby się inaczej niż opisano to w Biblii.

Opozycja przegrywając kolejne wybory wciąż kontynuuje rzucanie kamieniami (w rządzących), twierdząc, że dotąd widocznie rzucała za słabo albo za małymi kamieniami, skoro zwierz ciągle żyw. Niektórzy mówią o „długim marszu po władzę” (rzucanie kamieniami przez kolejne 4 lata), bo przeciwnik tak zrobił i mu się udało…

Takie myślenie pomija wiele istotnych różnic w uwarunkowaniach partii, które powodują, że wyborca nie zagłosuje za „podróbką”, skoro już ma oryginał. Po drugie w takim działaniu jest istotna niekonsekwencja, bo to, że ktoś czyni źle, nie musi automatycznie oznaczać, że demaskator sam będzie lepszy. Wyborca zatem, nawet przyjmując tę narrację, że „źli ludzie rządzą”, próbuje dowiedzieć się co proponuje opozycja. Zapewne w tym celu nie sięgnie po program, bo przecież wszelakie programy po 1989 roku już poznał i widział, jak mają się one do rzeczywistości powyborczej, ale włączy telewizję, kupi gazetę, zda się na własny osąd – czy warto zaufać. Jeśli tam obserwuje „rzucanie kamieniami w dinozaura”, podczas gdy politycy nawet nie próbują mówić o własnym programie, to dojdzie do wniosku, że ten program jest kolejną wyborczą fikcją mającą zapewnić stanowiska w SSP, ciekawe podróże, limuzyny, a przede wszystkim upojne poczucie władzy. Wyborca zagłosuje na tych, którzy są źli, ale coś mu dają. Skoro jednak w jego oczach jedni są warci drugich, to czy można mu zarzucać, że decydujący jest taki właśnie czynnik? Czy wreszcie zmiana i dobry pomysł niedługo przed wyborami może zmienić osąd takiego człowieka? Strategię opracowuje się na lata, a nie szuka pomysłów na finiszu i to w wyniku frustracji wynikającej z osobistej porażki.

Oczywiście w pewnych okolicznościach rzucanie kamieniami może się „powieść”, bo dinozaur może paść ze starości, albo zwariować i sam pogryźć się na śmierć. W obu przypadkach będzie można odtrąbić sukces, jednak byłby to sukces bardzo wątpliwy, można powiedzieć – propagandowy. Przecież to dinozaur sam się wykończył.

Prawdziwy lider, będzie szukał nowych pomysłów, a nie narzekał w radiu, że trzeba by ich poszukać, nie zarzuci, że ci którzy gdzieś tam zagłosowali na jego partię musieli być przyjezdni… Prawdziwy lider każdą okoliczność potrafi wkomponować w posiadaną strategię, a swoim kunsztem przywódczym „zapali” innych w myśl hasła Ludwiga Hirszfelda – „Kto chce zapalać innych sam musi płonąć”.

Lider, który mówi: „ja naprawdę chcę wygrać wybory”, w zasadzie sugeruje: „chciałbym, ale nie potrafię”. Prawdziwy przywódca powie: „Ja wygram wybory”.

Przywódca nie zastanawia się nagle nad zupełnie nową strategią, on ją ma. Strategia to nie jest dokument, na którym opiera się swój plan na miesiąc przed wyborami. Strategia jest powiązana z filozofią, kształtuje doktrynę i sięga znacznie dalej niż wybory. I tylko wtedy jest wiarygodna. Lider obserwując sytuację, potrafi strategię dostosowywać do zmieniających się uwarunkowań. Ponieważ strategię trzeba zmieniać, dostosowywać do aktualnych celów krótko i długofalowych oraz modyfikować wraz ze zmieniającą się sytuacją. Jest ona jednak ogólnym kierunkiem działań. Oprócz strategii, przywódca ma do dyspozycji także działania poziomu operacyjnego i taktycznego. Ta wielość czynników strategicznych dobrze i odpowiednio wcześnie zaplanowanych przez przywódcę, stopniowo odbiera inicjatywę przeciwnikowi. Przywódca zaczyna narzucać swoją narrację i nawet jeśli nie wszystko się powiedzie, cały czas jest w „natarciu”.

Wracając do dinozaura z naszego „case study”. Można wymyślić wiele sposobów na jego pokonanie – zastosować zasadzki, zagłodzić po wcześniejszym unieruchomieniu, próbować go oszukać, a wreszcie… kto wie, może oswoić? Być może w ogóle nie trzeba z nim walczyć? Może się okazać, że dinozaur robi tylko groźne miny, a faktycznie jest roślinożerny i zupełnie niepotrzebnie się go boimy? Do tego jednak również potrzeba strategii. Trzeba wiedzieć po co walczy się z dinozaurem, co ma nastąpić potem, rozumieć jak tę walkę odbierze nasze plemię i plemiona okoliczne. Żeby nie okazało się, że to ostatni dinozaur na świecie i jest pod ochroną;-) Samo natomiast rzucanie kamieniami przez całe lata świadczy o fatalnym braku pomysłów, charyzmy… a wreszcie wiedzy o świecie… niezależnie od znajomości prehistorii.


fot. pixabay.com
„Nasze Czasopismo” nr 10/2019