Prawo

PRAWO WSTECZ! – CZYLI DRAMAT W SIEDMIU AKTACH

Przygotowany przez resort sprawiedliwości projekt nowelizacji kodeksu karnego okazał się wyjątkowym bublem prawnym, nawet jak na wątpliwe standardy legislacyjne obecnej ekipy rządzącej.

Martin Groeger

Akt I „bez żadnego trybu”

Na fali wzburzenia po emisji pamiętnego filmu braci Sekielskich powstała potrzeba uwiarygodnienia się rządu w walce z nadużyciami seksualnymi, ale z naciskiem na zwalczanie problemu w ogóle, byle tylko nie walczyć z kościołem. W tym celu z czeluści ministerstwa sprawiedliwości wypłynął bardzo obszerny, gruntownie zmieniający większość dotychczasowych przepisów, projekt zmian w kodeksie karnym. Co dziwi najbardziej, nowelizacja ta – choć obejmuje zaostrzanie kar za niemal wszystko – nie przewidywała podniesienia progu kary za przestępstwo z art. 240 – czyli za niezawiadomienie o enumeratywnie wskazanych ciężkich przestępstwach, w tym przestępstwach molestowania i gwałtu na osobach nieletnich.

Akt II Miażdżąca opinia

Ustawę procedowano z pogwałceniem regulaminu Sejmu, nakazującego zachować co najmniej 14 dni odstępu między pierwszym a drugim czytaniem ustawy zmieniającej m.in. kodeksy – ówczesny marszałek Marek Kuchciński uznał bowiem, że nie jest to ustawa zmieniająca kodeks (sic!). Mimo zaskoczenia i niespotykanego tempa prac w Sejmie, ustawa utknęła w Senacie. Wprowadzono wówczas do niej tak szeroki zakres poprawek, że pojawiła się wątpliwość, czy Senat nie zaprezentował zupełnie nowej ustawy.

Ustawę bowiem w miażdżący sposób zdążyli – mimo bardzo krótkiego terminu – zaopiniować karniści z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jeszcze przed czytaniem w Senacie stało się jasne, że projekt jest pełny błędów, a motywem przewodnim nowelizacji jest zaostrzanie kar właściwie za wszystko. Niektóre z uchwyconych błędów groziły wręcz masową depenalizacją czynów, za które karę miały zaostrzyć. Zmieniono bowiem znamiona części czynów zabronionych i to w taki sposób, że wykreślono ich dotychczas obowiązujące brzmienia. W rezultacie pewna część skazanych mogła się domagać natychmiastowego zwolnienia z więzienia, jako że przestał istnieć w kodeksie karnym czyn zabroniony, za który zostali skazani.

Projekt znosił na przykład karalność czynu polegającego na zmianie wskazania licznika kilometrów pojazdu mechanicznego lub ingerowaniu w prawidłowość jego pomiaru, oraz zlecaniu innej osobie wykonania takich czynów (obecny art. 306a k.k. zastąpiony znowelizowanym art. 306a k.k.) oraz znosił karalność czynu polegającego na doprowadzeniu małoletniego do lat 15 do obcowania płciowego (obecny art. 200 § 1 k.k., znowelizowany art. 200 § 1-4 k.k.), w ten sposób zawężając odpowiedzialność za przestępstwa pedofilskie względem obecnego stanu prawnego. To tylko część zarzutów, jakie postawili krakowscy karniści, niewątpliwie obnażających rażącą niekompetencję twórców projektu nowelizacji. Ponadto wskazano, że nowelizacja łagodzi kary za niektóre odmiany korupcji.

Akt III Pozew za dyskusję

Autor projektu nowelizacji pozostaje nieznany. Jednakże osobiście dotknięty minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro w dość gwałtownym wystąpieniu nazwał opinię Krakowskiego Instytutu Prawa Karnego „kłamstwem i oszczerstwem” oraz zapowiedział pozew o ochronę dóbr osobistych. Następnego dnia wycofał się z pozwu, jednocześnie podkreślając, że zdania nie zmienia i podtrzymując oskarżenie krakowskich karnistów o kłamstwo i oszczerstwo.

Akt IV Refleksja Senatu

Pomimo dołożenia wszelkich starań, by ustawę przeprowadzono przez cały proces legislacyjny w ciągu kilkudziesięciu godzin, wskutek miażdżącej opinii w Senacie prace ustawodawcze spowolniły. Senat przyjął poprawki obejmujące 105 z 363 artykułów kodeksu i zmieniające większość proponowanych zmian do tego stopnia, iż de facto zaproponował nową ustawę. Jednocześnie na jaw wyszły kolejne buble, takie jak ograniczenie możliwości stosowania zawieszenia kary, puste pojęcie kradzieży pieniądza elektronicznego czy też zaostrzenie kary za nieumyślne spowodowanie śmierci. Przepis ten uderza w lekarzy, którym w razie błędu skutkującego śmiercią pacjenta groziłoby więzienie. Trudno tu nie dostrzec analogii do toczących się latami procesów karnych wytoczonych przez Zbigniewa Ziobrę lekarzom, którzy nie zdołali w 2006 r. uratować życia jego ojcu.

Akt V Ukryta krytyka

W trakcie prac Senatu zostały ujawnione także bardzo krytyczne opinie pozostałych ministerstw.

MSZ zauważył “zmiany (…) przewidziane w opiniowanym projekcie, przewidujące obligatoryjne oraz fakultatywne wyłączenie przedterminowego zwolnienia w przypadku dożywocia, mogą być uznane za sprzeczne ze standardami prawno-człowieczymi, wypracowanymi w utrwalonym orzecznictwie Trybunału w Strasburgu, co może zostać uznane za naruszenie art. 3 Konwencji” . Ten sam zarzut podnieśli naukowcy.

Projekt skrytykowało także Ministerstwo Finansów, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych a nawet Krajowa Rada Sądownictwa, wszak obsadzona sprzyjającymi ministrowi osobami.

Opinie te powinny być dostępne dla posłów, jednakże opublikowano je dopiero po skierowaniu przegłosowanego przez Sejm projektu do Senatu. Opinie te potwierdzają zarzuty podniesione przez karnistów z UJ, za które minister chciał ich pozywać.

Akt VI Decyzja prezydenta

Prezydent, prawdopodobnie ze względu na wizerunek partii, którą reprezentuje, postanowił przekazać ustawę Trybunałowi Konstytucyjnemu do kontroli prewencyjnej. Na chwilę pisania tego tekstu nie został wyznaczony termin rozpoznania sprawy, choć w poprzednich kadencjach Trybunału takie wnioski miały priorytet. Warto jednak pochylić się nad samą treścią wniosku prezydenta. Prezydent RP żąda w nim stwierdzenia niekonstytucyjności w całości ze względu na wadliwy proces legislacyjny, ewentualnie w razie nieuwzględnienia powyższego o zbadanie jednego z artykułów nowelizacji w przedmiocie definicji osoby publicznej i organizacji krajowej, co wiązało się z zarzutem podmiotowego wyłączenia karalności niektórych rodzajów korupcji.

Niewątpliwie już pierwszy z podniesionych zarzutów jest wystarczający, by stwierdzić niezgodność ustawy z konstytucją w całości, bez potrzeby badania jakości samych przepisów. Jednakże Trybunał Konstytucyjny w obecnym kształcie nie działa w sposób obiektywnie przewidywalny, ponadto orzeczenie w sprawie mogą wydać nie – sędziowie, co jeszcze bardziej skomplikuje sytuację.

Akt VII w zawieszeniu

Sam rząd obecnie zdaje sobie sprawę, że ta nowelizacja nie będzie korzystna. Jednakże czy to wystarczy, by Trybunał, kierowany przez Julię Przyłębską – „towarzyskie odkrycie” Jarosława Kaczyńskiego – uznał ją za niekonstytucyjną? W państwie postawionym na głowie wszystko jest możliwe. Na razie nic nie wskazuje na to, że Trybunał rozpozna wniosek prezydenta przed nadchodzącymi wyborami. Będzie to ostatni, siódmy akt dramatu o jednej ustawie firmowanej przez PiS, a skupiającej w sobie wszystkie grzechy niechlujnej legislacji, jaka w sejmie dobiegającej kadencji jest smutnym standardem.


fot. pixabay.com
„Nasze Czasopismo” nr 10/2019