Polityka

BUDŻET WYBORCZY ANNO DOMINI 2019

Ewa Sadowska-Cieślak

Mija czwarty, ostatni w tym cyklu wyborczym rok rządów Prawa i Sprawiedliwości, które miało wyjątkowe szczęście rządzić w okresie niezwykle wysokiej koniunktury gospodarczej na świecie, z czego korzystała także polska gospodarka dzięki silnym powiązaniom z gospodarkami krajów członkowskich Unii Europejskiej i innych krajów wysokorozwiniętych, szczególnie z gospodarką niemiecką do której polscy przedsiębiorcy kierowali ponad 27 proc. eksportu liczonego w walucie euro.

W okresie dobrej koniunktury odpowiedzialni rządzący reformują obciążone zazwyczaj długami budżety, przygotowując kraj na gorsze czasy przez spłacanie starych długów i niezaciąganie nowych, konsolidując budżety a także przez prowadzenie polityki skutkiem, której jest zmiana struktury gospodarki na nowocześniejszą.

Dowodem na potwierdzenie tej tezy jest fakt, że w 2018 roku 14 krajów członkowskich Unii Europejskiej odnotowało nadwyżkę budżetową w relacji do PKB (produkt krajowy brutto) . Największą odnotował Luksemburg (+2,4 proc.), kolejne były: Bułgaria i Malta (po +2,0 proc.), Niemcy (+1,7 proc.), Holandia (+1,5 proc.),
Grecja (+1,1 proc.), Czechy i Szwecja (po +0,9 proc. ), Litwa i Słowenia (po 
+0,7 proc.), Dania (+0,5 proc.), Chorwacja (+0,2 proc.) i Austria (+0,1 proc.) oraz Irlandia (+0,01 proc). Niemcy od 2014 roku regularnie generują stosunkowo niewielką – jak na skalę gospodarki – nadwyżkę budżetową. W roku 2015 niemiecka nadwyżka fiskalna wyniosła 19,4 mld euro, w 2016 wzrosła do 25,7 mld euro a w 2018 r. do ok. 30 mld euro. W ciągu
8 lat dług publiczny Niemiec spadł z poziomu 81,8% PKB (2010) do 60,9% (2018). Można? Można.

Z danych Eurostatu wynika, że w strefie euro relacja deficytu budżetowego do PKB spadła z 1 proc. w 2017 r. do 0,5 proc. w 2018 r., natomiast w całej Unii Europejskiej z 1 proc. do 0,6 proc.. Zmniejszyła się także relacja długu publicznego do PKB – w SE z 87,1 proc. na koniec 2017 r. do 85,1 proc. na koniec 2018 r.,
a w UE28 z 81,7 proc. do 80,0 proc.

A w Polsce?

A w Polsce – niestety – rząd PiS nie tylko nie redukował starych długów, ale także – przy wzroście gospodarczym przekraczającym 4,8 proc. w roku 2018 – zaciągał nowe, rozdając pieniądze różnym grupom społecznym, tym, którzy wsparcia potrzebują, ale także i tym, którzy świetnie sobie radzą bez żadnych 500 ani innych plusów, co gorzej – pomijając faktycznie potrzebujących – na przykład osoby niepełnosprawne, rodziców samotnie wychowujących dzieci, zaniedbując inwestycje w ochronę zdrowia i wprowadzając chaos do systemu edukacji.

Tym sposobem deficyt budżetu (sektora finansów publicznych) sięgnął minus 1,5 proc. PKB w roku 2017 i minus 0,4 proc. PKB w 2018 a w roku 2019 ma wynieść 1,8 proc..

I nagle – w czwartym roku sprawowania władzy, tuż przed wyborami parlamentarnymi , rząd Prawa i Sprawiedliwości przedstawia projekt budżetu na rok 2020 – bez deficytu! Ale i bez nadwyżki – niestety. Cud czy manipulacja? Raczej to drugie.

Jak wskazują analitycy Fundacji Obywatelskiego Rozwoju (FOR) – cudowne „zrównoważenie” budżetu opiera się na dochodach jednorazowych (które mają stanowić równowartość ok.1% PKB) i dotyczy wyłącznie budżetu państwa, który stanowi połowę całego sektora finansów publicznych i na podniesieniu składek ZUS, przede wszystkim dla najlepiej zarabiających (co ma stanowić równowartość 0,8% PKB).

Jednorazowe dochody mają pochodzić z likwidacji OFE – na skutek czego do budżetu trafi 15-proc. podatek od wartości składek tych osób, które zdecydują się przelać swoje składki emerytalne na prywatne indywidualne konta emerytalne. Natomiast jeśli ktoś zdecyduje się przekazać swoje składki z OFE do ZUS, to cała przekazana suma pozwoli zmniejszyć w przyszłym roku dotację do ZUS.

Jednocześnie projekt budżetu zakłada skokowy wzrost składek emerytalnych na skutek planowanej likwidacji rocznego limitu wpłat tych składek na ZUS, wynoszących dotąd wysokość 30-krotności przeciętnego wynagrodzenia. Jak wyliczyli analitycy FOR –w efekcie tego zabiegu płaca osób zarabiających ponad 5,7 tys. zł netto miesięcznie będzie powyżej tego progu obciążona aż 52% podatków i składek. Efekt netto likwidacji limitu wysokości składek jest szacowany na dodatkowe 5,2 mld zł wpływów do ZUS.

Ponadto projekt budżetu przewiduje podniesienie akcyzy na alkohol i papierosy oraz wielu innych podatków.

W „zrównoważonym” budżecie nie zmieściła się już trzynasta emerytura. Co z tego wynika dla polskiej gospodarki i polskich przedsiębiorców? Rząd, projektując budżet, zdecydował się na bezpośrednie wspieranie konsumpcji w postaci gigantycznych transferów społecznych, zamiast wspierać potencjał gospodarczy poprzez obniżanie kosztów pracy, co jest szczególnie ważne w obliczu nadchodzącego spowolnienia gospodarczego w gospodarce światowej.

Wyższe składki na ZUS oraz wprowadzenie emerytalnych planów kapitałowych będą stanowiły dla przedsiębiorców nowy, dodatkowy koszt, co może ograniczać skłonność do inwestowania, a to zła wiadomość z punktu widzenia budowania potencjału gospodarki na przyszłość.

Wysokie podatki dla przedsiębiorców i najlepiej zarabiających specjalistów będą zniechęcały do pracy w Polsce najbardziej wykwalifikowanych specjalistów, od których pracy w dużym stopniu zależy innowacyjność gospodarki. Taka zmiana będzie także zniechęcać do rzetelnego płacenia składek ZUS i może prowadzić do przesuwania przynajmniej części działalności do szarej strefy.

W efekcie – po wyeliminowaniu dochodów jednorazowych i uwzględnieniu całości wydatków, deficyt wyniesie 1,3% PKB – czyli pozostanie daleko od trwałej naprawy finansów publicznych.

Kolejnym rządom pozostaną do sfinansowania gigantyczne sztywne wydatki socjalne, na które jednorazowych wpływów raczej nie będzie.

I zapewne dlatego rynki finansowe nie potraktowały projektu budżetu poważnie – czego dowodem jest fakt, że słabnący złoty po ogłoszeniu tego cudownego projektu wcale się nie wzmocnił.

Jak oceniają analitycy FOR – „niewykorzystanie silnej koniunktury gospodarczej w gospodarce światowej w ostatnich 4 latach do zrównoważenia budżetu pozwala sądzić, że nie jest to priorytet rządu PiS. W ostatnich
4 latach większość nowej przestrzeni fiskalnej stworzonej przez szybki wzrost gospodarczy rząd wydał zamiast przeznaczyć na trwałą naprawę finansów publicznych. W rezultacie osiągnięte ograniczenie deficytu sektora finansów publicznych było tylko nieznacznie większe od średniej UE, pomimo relatywnie wysokiego deficytu w punkcie startu w 2015 roku. W najbliższych latach hamującej koniunktury gospodarczej w Europie i następnych latach spadającej w Polsce podaży pracy podsycanej przez obniżenie wieku emerytalnego, konsolidacja finansów publicznych będzie coraz trudniejsza”.

Reasumując: projekt „zrównoważonego” budżetu to „kiełbasa wyborcza” i to dla niefachowców, a co z niego zostanie – zdecydują wyborcy 13 października.


fot. pixabay.com
„Nasze Czasopismo” nr 10/2019