Felieton

ŚWIĘTO, OBOWIĄZEK CZY ZASZCZYT

Od prawie czterech lat wielu z nas aktywnie walczy o demokrację. Na ulicach, w mediach, w Internecie… Czy jednak dobrze rozumiemy, co to jest ta demokracja? Co jest jej istotą i co najważniejszym celem?

Mateusz Kijowski

Słusznie mówi się, że wybory są świętem demokracji. Ale nie są one jej istotą. Trzeba o tym mówić właśnie teraz, kiedy zbliżają się najważniejsze od 30 lat wybory. Skoro nie o wybory, to o co właściwie w tej demokracji chodzi?

Oczywiście mówimy o demokracji liberalnej. Nie oznacza to, że preferuje ona liberałów. Tak się nazywa najnowsza, najbardziej dojrzała forma demokracji. Tak, jak najnowszym podgatunkiem homo sapiens (człowieka rozumnego) jest homo sapiens sapiens (człowiek rozumny właściwy). Wcześniej istniały inne podgatunki – człowiek kromanioński (Homo sapiens fossilis) czy człowiek współczesny starszy (Homo sapiens idaltu). Przed demokracją liberalną istniały inne modele demokracji. Demokracja ateńska, demokracja bezpośrednia… Dzisiaj próbuje się tworzyć konstrukcję demokracji illiberalnej, czyli demokracji, która nie zawiera osiągnięć demokracji ostatnich osiemdziesięciu lat, a odwołuje się raczej do koncepcji totalitaryzmów powoływanych na podstawie demokratycznego mandatu pochodzącego z wyborów.

Podkłada się dzisiaj pod słowo demokracja znaczenie zbliżone do „dyktatury większości”. W takim modelu wybory są rzeczywiście istotą systemu. Większość osób o ciemnych oczach może przegłosować ograniczenie praw ludzi o oczach jasnych. Posiadający prawo jazdy mogą ustalić, że po ulicach można się poruszać tylko czterokołowymi pojazdami mechanicznymi. Większość niezaangażowanych religijnie może zakazać wszelkiego kultu religijnego w dowolnej formule i wyznaczyć surowe kary.

Dyktatura większości od dyktatury jednostki lub wąskiej grupy różni się nieznacznie – tylko tym, kto narzuca innym swoje zasady, swoje reguły i swoje ograniczenia.

W nowoczesnym świecie jedyną przyczyną dla narzucenia przez zbiorowość jednostce jakichś zasad czy norm może być dobro wspólne. Nie godzimy się na zabijanie czy rabunek, bo jeżeli je dopuścimy, to społeczeństwo przestanie sprawnie funkcjonować. Bo kiedy każdy będzie musiał sam się bronić, przestanie pracować na rzecz wspólnego dobra. A przecież dynamiczny rozwój wymaga zaangażowania i współpracy. Społeczeństwo, które nie angażuje swoich członków, które nie uczy współpracować przestaje być konkurencyjne wobec bardziej nowoczesnych społeczeństw. Można tu powtórzyć coś, co w zasadzie trzeba uznać już za truizm – zgoda buduje, niezgoda rujnuje.

Czym zatem jest demokracja liberalna? Co jest jej istotą? I jak się zachować w dniu jej święta – 13 października 2019 r.? To oczywiście ustrój państwa, sposób sprawowania władzy. Taki, w którym większość decyduje o kierunkach i metodach działania. Rządy większości z zachowaniem praw mniejszości. Demokracja liberalna narzuca na decydujących zobowiązania. Wiąże prawa z obowiązkami. A podstawowym obowiązkiem jest troska o słabszych, o mniejszości, o tych, którzy sami nie mają szans o siebie zadbać.

W najbliższych wyborach pamiętajmy, żeby wybierać tych, którzy nie chcą narzucać innym, jak żyć. Którzy nie głoszą jedynie słusznej ideologii, ale kierują się ideami i wartościami. Dobrze, żeby te wartości i idee były zbieżne z naszymi.

Ale jest jeszcze jedno kryterium. Dla mnie ostateczne – wynik wyborów. Wynikiem wyborów jest rząd utworzony po wyborach przez większość parlamentarną. Ponieważ wybory zawsze praktycznie rozstrzygają się niewielką różnicą, decydujące dla mnie jest, aby żaden głos za demokracją nie został zmarnowany. W 2015 r. zmarnowało się 2.400.000 głosów na siły prodemokratyczne. Jak zrobić, żeby wszystkie trzy koalicje wolnościowe przekroczyły próg wyborczy? To zadanie dla Was, szanowni wyborcy. Pokażcie, że Wam zależy!


fot. pixabay.com
„Nasze Czasopismo” nr 10/2019