Społeczeństwo

CO TAM PANIE, PO BREXICIE?

Nasze rodzime grożenie Polexitem traktowaliśmy jako żart towarzyski. Dziś jesteśmy w przeddzień wyjścia z UE jednego z jej najpotężniejszych członków.

Karolina Romańska

Od prawie 10 lat trwa w Europie moda na nacjonalizm. Od swego zarania, na Unię Europejską działały rozmaite siły zewnętrze i odśrodkowe. Zawsze natomiast było jasnym, że w jedności siła; że zjednoczona Europa to Europa pokoju i dobrobytu; że niezależnie od stopnia naszej zażyłości, wszyscy mamy interes w tym, by ze sobą współpracować i razem tworzyć byt większy niż tylko suma jego członków. Było to najzupełniej logiczne i rozsądne. Cóż jak nie Europa? Szaleństwem jest dobrowolne odłączanie się od zespołu.

Zjednoczone Królestwo, warte 2,6 tryliarda dolarów, z prawie dwukrotną populacją niż Polska, odpowiadająca za ca 10% wartości corocznego budżetu UE, zmierza ku drzwiom wyjściowym. Dopóki na czele rządu stoi Boris Johnson, Brexit jest kwestią czasu. Możemy spekulować na temat korzyści takiej decyzji dla samych Brytyjczyków; wiele zależy od ostatecznego kształtu umowy wyjścia oraz od tego czy ona będzie czy nie. Sytuacja jest dynamiczna. Jak natomiast będzie wyglądał krajobraz unijny po wyjściu Zjednoczonego Królestwa? Jak będzie wyglądał krajobraz Polski? Czy jakkolwiek odczujemy to wyjście? Śmiem twierdzić, że tak – i to dotkliwiej niż się spodziewamy.

Należy rozróżnić sfery oddziaływania Brexit’u na Polskę. Jedna to gospodarka, druga to geopolityka. Z gospodarczego punktu widzenia, z chwilą gdy UE straci jednego ze swych płatników netto, oznaczać to będzie konieczność zrewidowania kwot funduszy strukturalnych. Polska jest poważnym beneficjentem netto tych funduszy, szczególnie w dziedzinie rolnictwa. Nieobecność Wielkiej Brytanii przełoży się więc wymiernie na spadek dopłat. Istnieje co prawda możliwość by strony porozumiały się co do współpracy na podobnych zasadach “stowarzyszeniowych”, jak między UE a Norwegią. Zakłada to wtedy dalszy udział we wspólnym budżecie i dalsze płacenie składek; ale ponieważ Wielka Brytania już od dawna żąda rewizji funduszy przeznaczanych na rolnictwo, to jej składki mogą ostatecznie zostać przeznaczone na inne cele.

“Co prawda Unia, nawet po Brexicie, będzie najpewniej chciała współpracować na polu gospodarczym z Londynem tak jak z Norwegią, jednak mogą zmienić się zasady wpłacania składek do budżetu. Wielka Brytania może wynegocjować choćby, że jej pieniądze zostaną przeznaczone na innowacje, a nie na dopłaty dla polskich rolników.”

Dalej – Zjednoczone Królestwo jako trzeci największy odbiorca polskiego eksportu w ramach swobodnego przepływu towarów i usług, nie będzie już mogło importować z Polski tych samych ilości co poprzednio – o ile nie zapanują zasady “norweskie”. Niezależnie jednak od tego jak będzie wyglądał ostateczny model współpracy, będzie musiał istnieć stan przejściowego zawieszenia, który siłą rzeczy odbije się na polskim eksporcie.

Wreszcie – Polonia na Wyspach. Twardy Brexit jest coraz mniej prawdopodobny, ale należy pamiętać, że decyzja o wyjściu z UE została podjęta na fali uczuć anty-imigracyjnych. Brytyjczycy od dawna skarżyli się, że ich system socjalny jest nadużywany przez m.in. polskich obywateli, więc zwolenników odcięcia ich od “benefitów” nadal nie brakuje. Dla wielu Polaków oznaczałoby to poważny problem z utrzymaniem się. Jest to mało prawdopodobne, gdyż wiązałoby się to z reperkusjami wobec brytyjskich obywateli na Kontynencie. Chęć ograniczenia napływu obcych jest jednak jeszcze na tyle silna na Wyspach, że zamiast ograniczenia praw do zasiłków, bardziej realne jest ukrócenie programów wymiany uniwersyteckiej typu Erasmus. Podobne radykalne środki podjęła swego czasu Szwajcaria.

Na dzień dzisiejszy Brexit zakłada też, że według odrzuconej już przez liderów UE brytyjskiej propozycji “planu z Chequers”, Wielka Brytania po Brexicie nie będzie już częścią strefy wolnego przepływu osób.”

Czeka nas zatem powrót do wiz i paszportów, a także kontroli celno-paszportowych. Powyższe przykłady należą raczej do czarniejszych scenariuszy, które były bardziej prawdopodobne do momentu gdy Boris Johnson nie przekonał Rady UE do wprowadzenia zmian do “ostatecznej” umowy Brexit’u, wynegocjowanej przez Theresę May. Czekając na decyzję UE o przedłużeniu terminu wyjścia, wydaję się, że zapanowała odwilż, emocje opadły, a rozsądny “rozwód” jest jednak możliwy. Pozostawia to więc tylko kwestię zmian w geopolityce.

UE jako całość i Wielka Brytania dogadają się, bo jest to w ich interesie. Nie zmienia to jednak faktu, że dla takiego kraju jak Polska zmiany, jakie zajdą w równowadze sił po wyjściu Wysp, będą bardzo daleko idące. Przede wszystkim, do tej pory Zjednoczone Królestwo okazywało się częstym sojusznikiem dla Polski; konserwatywne rządy u nas i u nich często tak samo oceniały różne kwestie, jak chociażby niechęć do pogłębionej integracji, oczywisty opór przed federalizacją. Tymczasem, od kilku lat, odkąd Europa zapadła na epidemię nacjonalizmu i populizmu, coraz częściej przebijają się do mediów sygnały, że wśród państw osi UE (Benelux, Francja, Niemcy i Włochy – czyli oryginalnych sześciu założycieli) rośnie potrzeba zacieśnienia współpracy. Europa dwóch prędkości przestaje być określeniem politycznie niepoprawnym, a nabiera nowego sensu i jawi się jako odpowiedź na palącą potrzebę. Peryferia UE – Zjednoczone Królestwo, Polska, Węgry – ostentacyjnie grawitują na zewnątrz. Założyciele wspólnoty być może zrozumieli, że nastąpił “imperial overstrech” – czyli imperialny przerost, gdzie wielkość UE jest już niewspółmierna do możliwości mechanizmów ją scalających. Być może było błędem tolerowanie odstępstw od zasad, którym Założyciele niegdyś pieczołowicie hołdowali (inflacja w Grecji, zapaść na Węgrzech, przyjęcie do Schengen nowych członków wyłącznie ze względów politycznych, tolerowanie odstępstw od acquis communautaire, w tym braku poszanowania dla niezależności mediów i sądów). Nowa UE odpłaca im się teraz niegodziwością, neofaszyzmem i pogardą dla zasad współżycia społecznego, dla których kiedyś porzuciłaby rodzimy kraj.

Brak Wielkiej Brytanii w UE oznacza też dla Polski koniec taryfy ulgowej ze strony Niemiec. Nasi zachodni sąsiedzi, od zawsze związani powrozami historii tak z Francją jak i ze Zjednoczonym Królestwem, byli przez te dwa kraje w mniejszym lub większym stopniu ograniczani. Francja już nie jest tą Francją, którą była za Charles’a de Gaulle’a; prezydent Macron być może aspiruje do roli męża stanu, ale musi najpierw zapanować nad własnym krajem, zanim Niemcy potraktują go jak równego sobie. Jedynym “hamulcowym” dla Niemiec była dotychczas Wielka Brytania. Miała ku temu oręż w postaci rodzimej waluty i wieki doświadczenia. Jeśli kraje osi faktycznie zawrą porozumienie o zacieśnianiu współpracy, nic nie powstrzyma Niemiec przed przeforsowaniem poważnych ograniczeń w wypłatach funduszy unijnych dla Polski. Przyszła Przewodnicząca Komisji, Ursula van der Leyen, już dała do zrozumienia, co będzie dla niej priorytetem.

Nie można też zapomnieć o Rosji. W tej układance pozostaje ona na peryferiach, ale nie ogranicza to jej siły rażenia. Po kompromitacji międzynarodowej opinii publicznej oraz dyplomacji po aneksji Krymu, po wyborze Donald’a Trump’a na prezydenta USA, po pojawiających się jak grzyby po deszczu ogniskach separatystycznych w krajach nadbałtyckich, w Mołdawii, a teraz także i w hiszpańskiej Katalonii, można uznać, że rosyjska wojna hybrydowa ma się nieźle. Wielka Brytania w UE nie jest Rosji do niczego potrzebna. Rosja i Wyspy też mają długą historię porozumiewania się ponad Kontynentem, a członkostwo Zjednoczonego Królestwa w UE tylko temu przeszkadzało.

Historia – a już wybitnie historia Polski – pokazuje, że jeśli “umiesz liczyć, licz na siebie.” Perspektywa Brexit’u na razie się odsuwa, ale nie znamy dnia ani godziny. W naszym żywotnym interesie jest wypracować sobie na tyle silną pozycję międzynarodową, by w razie potrzeby potrafić przyciągnąć do siebie sojuszników i skutecznie reagować na to co wydarzy się w Europie po odejściu Wielkiej Brytanii. Dynamika zmian będzie tylko nabierać tempa.


fot. pixabay.com
„Nasze Czasopismo” nr 11,12/2019 i 01/2020