Społeczeństwo

WOKÓŁ ŚWIĘTA ZMARŁYCH

Pierwszego listopada, jak co roku, wszyscy wybiorą się na cmentarze do grobów swoich bliskich. Tradycja, niegdyś wyłącznie katolicka, stała się powszechną.

Maria Klawe-Mazurowa

Pochówki w czasach przedchrześcijańskich były na ogół pochówkami popielicowymi, czyli w urnach – popielicach składano do ziemi prochy palonych na stosie zwłok. Wprowadzenie chrześcijaństwa w X wieku nie zmieniło tego obyczaju, mimo że Kościół wydał mu zdecydowaną walkę. Nauka Kościoła mówiła o Sądzie Ostatecznym, na którym mieli się stawić powstali z grobów, w swoich cielesnych postaciach. Palenie zwłok tej wizji nie odpowiadało. Ale dopiero około połowy XI wieku zaczynają na ziemiach polskich przeważać groby szkieletowe, wskazujące na zaniechanie ciałopalenia.

Pierwsi chrześcijanie chowali swoich zmarłych na wyodrębnionych cmentarzach, położonych, zgodnie z wcześniejszą teorią o nieczystości zwłok, extra muros – poza miastem. Z czasem chowano tam również męczenników i świętych, dla których stawiano kaplice. Wierzono, że obok pochowani, stawali się też uświęceni i mogli liczyć na lepsze potraktowanie na Sądzie Ostatecznym. Kto mógł, starał się więc o złożenie zwłok swoich bliskich w samej kaplicy.

Z czasem cmentarze zaczęto zakładać w obrębie osad, obok istniejących świątyń, ale też coraz częściej chowano zmarłych w ich wnętrzu. W X wieku, kiedy na ziemiach polskich powstały pierwsze rotundy i eremy, Kościół – przez zakazy kolejnych władców i postanowienia soborów – miał już za sobą walkę z takimi praktykami. Utrwalił się zwyczaj, pochówków w świątyni kapłanów i panujących. Zwykli zaś śmiertelnicy chowani byli na cmentarzu.

Pogrzeb osób możnych zyskiwał do XVII wieku coraz większą oprawę. Sprowadzony malarz malował na blasze portret nieboszczyka, który przybijano do szczytu trumny. Po złożeniu trumny do krypty, portret pozostawał w kościele. Na wysokim, zdobionym katafalku umieszczano trumnę i rozpoczynano egzekwie. Odgrywający zmarłego dziękował w kwiecistej mowie żałobnikom za przybycie, wjeżdżał do kościoła na ulubionym koniu nieboszczyka i spadał z niego koło katafalku. Miało to symbolizować śmierć bohatera uroczystości. Krewni i znajomi wygłaszali mowy pochwalne pod jego adresem, a służba łamała jego miecz i strzały. Po zakończeniu tych obrzędów trumnę składano do krypty a żałobnicy udawali się na trwającą kilka dni stypę.

Pogrzeby biedoty były znacznie prostsze. Już od średniowiecza na cmentarzach kopano ogromne groby zbiorowe. Kiedy się zapełniały, zasypywano je ziemią i kopano następne. Z braku miejsca, proces ten powtarzano wielokrotnie. Trumny dla ubogich zmarłych pojawiły się znacznie później. Kopiąc nowe groby grabarze natrafiali często na kości poprzednio pochowanych. Efektem takich znalezisk były tworzone tzw. ossaria, w których zbierano wykopane czaszki i kości, czasem robiąc z nich wystrój kaplic np. w Kutnej Horze w Czechach, czy w Kudowie Zdroju w Polsce.

W XVIII wieku zaczęto usuwać cmentarze z miast. Już w 1780 roku powstał zamiejski Cmentarz w Płocku. 18 lutego 1792 r. urzędowym rozporządzeniem Komisji Policji Obojga Narodów, miejskie cmentarze przy kościołach zostały zamknięte. Stopniowo wszystkie miasta wyprowadziły cmentarze poza wały.

W XIX wieku obok skromniejszych mogił pojawiły się okazałe grobowce mieszczańskie, często przebijające przepychem dawne magnackie kaplice grobowe. Na cmentarzach protestanckich nagrobki były na ogół nieco skromniejsze.

Oprócz cmentarzy chrześcijańskich, prawie równie liczne na ziemiach polskich były cmentarze żydowskie. W wielu ośrodkach cmentarze te były budowane obok miejskiej synagogi, ale w zasadzie obowiązywało zalecenie z Tory, że cmentarz powinien być oddalony od budynków mieszkalnych minimum o 50 łokci, ponieważ zwłoki są nieczyste. Obsługą cmentarza i organizacją obrządków pogrzebowych zajmowało się Bractwo Pogrzebowe, do którego przynależność uważana była za zaszczyt. Przedstawiciele Bractwa towarzyszyli umierającemu już w czasie agonii, a po śmierci zwłoki odwozili do domu pogrzebowego. Tam obmywano ciało i zawijano w całun, w którym miało być umieszczone w grobie. Trumny pojawiły się dopiero w drugiej połowie XIX wieku, narzucone urzędowo, jako zabezpieczenie ewentualnego siedliska zarazy. W ciągu 24 godzin odprowadzano zmarłego w kondukcie do grobu. Towarzyszyły temu płaczki i obyczaj darcia szat przez rodzinę. Każdy Żyd, na którego drodze pojawił się kondukt, miał obowiązek, choć przez chwilę, towarzyszyć zmarłemu w jego ostatniej drodze. Na cmentarzu istniały oddzielne kwatery dla mężczyzn i dla kobiet. Od XVII wieku ustawiano na grobach nagrobki w kształcie prostych macew lub sarkofagów.

Rodzinę obowiązywała przez tydzień po pogrzebie ścisła żałoba – bez pracy, jedzenia mięsa, picia wina i kontaktów seksualnych. Kolejne etapy żałoby, już mniej restrykcyjnej, miesięczny i roczny, nie kończyły pamięci o zmarłym. Co roku w dniu poprzedzającym rocznicę zgonu rodzina zapalała świecę, utrzymując płomień przez cały dzień, czytano modlitwy i wspominano zmarłego.

Te zwyczaje już pod koniec XIX wieku zaczęły ulegać w niektórych środowiskach rozluźnieniu. Tzw. postępowcy chcieli spoczywać przy swoich żonach, na nagrobkach umieszczać napisy w języku polskim obok hebrajskiego, upodabniać przebieg pogrzebu do pogrzebów chrześcijańskich. Ostatecznie np. w Warszawie wybudowano dla nich oddzielny dom pogrzebowy i wydzielono oddzielną kwaterę.

Na cmentarzach żydowskich nie wolno przekopywać starych grobów. Dotyczy to również wszelkich ekshumacji. Zgodnie z wierzeniami, nigdy nie należy naruszać integralności ludzkiego ciała. Dlatego
m. in. do grobu wkładano zawsze wszystkie przedmioty, na których znalazła się krew zmarłego. W związku z tym, w przypadku zapełnienia cmentarza, na groby nawożona jest gruba warstwa ziemi i rozpoczynana jest nowa warstwa pochówków. Dotyczy to, do dziś dnia, wszystkich czynnych cmentarzy żydowskich.

I na koniec parę słów o obrządkach pogrzebowych i o cmentarzach muzułmańskich, których na ziemiach polskich nigdy nie było dużo. Pojawiły się wraz z Tatarami, których osiedlano na Podlasiu. Na innych obszarach kraju cmentarze muzułmańskie związane były raczej z kwaterującymi tu oddziałami wojsk carskich. Muzułmańskie modlitwy przy ciele, w domu zmarłego, trwały zwykle wiele godzin i były przeplatane poczęstunkiem. Następnie ciało zawinięte w całun zawożono na cmentarz, składano do grobu na gołą ziemię i ponownie odprawiano modlitwy. Uroczystości pogrzebowe kończył słodki poczęstunek, rozdawany już często na cmentarzu.

Przez kolejne 40 dni ustawiano w oknach świece i modlono się w intencji zmarłego, a po ich upływie, ponownie zapraszano gości na wspólne modlitwy, czytanie Koranu i poczęstunek.

Mimo więc zmiennych okoliczności cel towarzyszących pochówkom obrzędów pozostawał na ogół niezmienny. Uczcić, a przynajmniej zachować pamięć o zmarłych.


fot. od góry:
1. Jeden z najstarszych nagrobków, na czynnym od 1792 roku, cmentarzu ewangelicko-augsburskim przy ulicy Młynarskiej w Warszawie, fot. Maria Klawe-Mazurowa
2. Secesyjny nagrobek z cmentarza żydowskiego przy ulicy Okopowej w Warszawie, z kwatery „postępowców”, fot. Maria Klawe-Mazurowa
„Nasze Czasopismo” nr 11,12/2019 i 01/2020