Społeczeństwo

WEWNĘTRZNE WIĘZIENIE

Słowo „depresja” pochodzi z języka łacińskiego: depressus – niski, poniżony. W geografii to teren o niskim położeniu, w meteorologii – niż baryczny. Wśród ludzi przypadki opisywanej w literaturze depresji jako melancholii (spleen) pojawiają się od kiedy istnieje gatunek ludzki.

Agnieszka Gołas

Depresję nazywamy potocznie dołem, kryzysem psychicznym, bardziej lub mniej intensywnym, dłuższym bądź krótszym obniżonym nastrojem. Według znacznej części psychiatrów, depresja, to choroba, podczas której w mózgu zaburzone jest wydzielanie substancji chemicznych, głównie serotoniny i noradrenaliny. Nie wiadomo wciąż jedynie, czy ich niski poziom jest przyczyną, czy też skutkiem depresji. Są jednak tacy lekarze, którzy interpretują to jako zakończenie fazy walki, pewnego rodzaju protestu po utracie: kogoś, czegoś, jakichś wartości, po nieziszczeniu się życiowych oczekiwań i potrzeb. Jeżeli więc wartości tej nie udaje się w żaden sposób odzyskać, powinien nadejść czas żałoby, a gdy ten wymknie się spod kontroli (trwa zbyt długo lub nasila się), przychodzi depresja. Coraz też powszechniejsza w opinii publicznej staje się interpretacja depresji, jako reakcji organizmu na przedłużający się stres, gdy mózg odmawia współpracy wobec niemożności udźwignięcia wyzwań życiowych.

Na depresję cierpią wszyscy ludzie (ale także zwierzęta): młodzi, coraz częściej nawet w wieku kilkunastu lat, starsi oraz seniorzy u kresu swych dni. Ci ostatni, jak można przypuszczać, czują się już niepotrzebni, nie widzą perspektyw, przytłacza ich choroba i rosnące trudności w poruszaniu się. Nie wszyscy z nich potrafią zastosować na co dzień tak modne dziś zalecenie „wiecznej młodości”, korzystania z życia, nie poddawania się starości. Cywilizacja proponuje im naukę nowych umiejętności, uprawianie sportów, potańcówki dla starszych, czy pomaganie innym. W dawnej tradycyjnej rodzinie, która już nie istnieje, stary człowiek spędzał dni patrząc w okno, kołysząc się w bujanym fotelu. Często mieszkał w tym samym domu, co kolejne pokolenia, przychodziły do niego wnuki, a dzieci prosiły o radę. Wyobrażam sobie, że taki stary człowiek pełnił kiedyś funkcję „rodzinnego mędrca” i nikt go nie pomijał, a brak aktywności i bezruch odbierany był przez wszystkich jako coś całkowicie naturalnego, zgodnego z wiekiem. Dziś starsi ludzie mieszkają i chorują samotnie. Często ignorowani przez rodzinę, nie są dla nikogo autorytetem, mają niskie emerytury i brak im środków do życia. Trudno więc się dziwić ich chronicznie obniżonemu nastrojowi, który medycyna nazywa depresją starczą.

Depresja w każdym momencie życia może spaść na każdego z nas. Jest jej wiele rodzajów i nie ma sensu ich wyliczać. Osoba nią dotknięta żyje i cierpi w pełnej świadomości swojego stanu. Jest to wewnętrzne więzienie, z którego, właśnie dlatego, że nie pochodzi z zewnątrz, nie można uciec. W wywiadzie dla Newsweeka chory na depresję Zdzisław Najder opowiada o swoim życiu z depresją, o objawach, z którymi się zmaga, twardo utrzymując, że o tym należy bez wstydu głośno mówić. „Polacy są pod tym względem zacofani. Na świecie od dawna ludzie bez wstydu się przyznają do tego, że chorują na depresję. Nikt im nie wmawia, że nie wypada. Wręcz przeciwnie, trzeba mówić, by lepiej tę chorobę zrozumieć.” Najder mówi, że gubi się w mieście, doświadcza zjawiska „jamais vu”, przestał czytać, nie wciągają go nawet ukochane lektury, czuje się „zamknięty jak w garnku. Chciałbym z niego wyjść i normalnie żyć, ale nie mogę”, mówi. Choć jest ich świadomy, swoim przeżyciom nie nadaje jednak wielkiej wagi, używając do ich opisania delikatnych określeń: „To, że będę mówił, iż cierpię niewiele mi pomoże” i dla kontrastu cytuje Aleksandra Wata: „W czterech ścianach mego bólu nie ma okien ani drzwi”. Najder nie chce specjalnie grzebać w swoim umyśle: „Jak będę się nad tym zastanawiał, to już będę w czarnej dziurze. O depresji nie myśli się jak o złamanej nodze albo o chorobie zakaźnej. To jest jakaś część mnie, to jestem ja, nic nie przychodzi z zewnątrz, tylko ze środka. Nie mogę się od tego uwolnić.” Najder uważa też, że „depresja jest typową chorobą twórców, zwłaszcza pisarzy. Bo pisarz jest zwykle sam, tylko z kartką papieru. Jeżeli jest grafomanem, jest szczęśliwy, natomiast jeżeli nim nie jest, to zawsze przeżywa wątpliwości.”

Przeżywając depresję, inaczej odbieramy siebie samych i rzeczywistość niż ludzie zdrowi. Czasem jest to obezwładniające poczucie beznadziei, niekiedy towarzyszą mu poczucie winy, utraty, opuszczenia i złość. Nic nie cieszy, nic nie interesuje, nic nie wciąga. Zdarzają się również trudności z podjęciem jakiegokolwiek działania lub z wykonaniem zwykłego ruchu czy gestu. Bardzo często trudno jest rozpoznać depresję i zanim zapadnie właściwa diagnoza ludzie chodzą po lekarzach, skarżąc się na chroniczne zmęczenie, zaburzenia trawienia, ból mięśni, stawów, głowy, a nawet włosów!

Jak można pomóc człowiekowi w depresji? Na pewno nie mówiąc mu: weź się w garść, wstań, weź się za siebie! Zależy to od rodzaju przeżywanych emocji. Jeśli depresji towarzyszy stan osamotnienia, opuszczenia, na pewno pomoże mu obecność drugiej osoby, zainteresowanie, troska. Jeśli natomiast autopotrzeganie osoby w depresji polega na poczuciu winy i złości na siebie oraz pretensje do otoczenia, potrzebna jest terapia zmieniająca ten stosunek do siebie samego i do otaczającej rzeczywistości. Na przykład przeświadczenie, że „nigdy mi się nic nie udaje, jestem beznadziejny we wszystkim” w toku terapii można zmienić na bardziej realistyczne. Najlepiej służy temu terapia poznawczo-behawioralna, tak ostatnio mocno rozpowszechniona w psychologii.

Leki antydepresyjne są skuteczne tylko we właściwych, wspierających pacjenta okolicznościach. Jeżeli więc na przykład dla kogoś życie zawsze było udręką, pozostanie nią nawet przy wspomaganiu antydepresantami; jeżeli otoczenie nie zmieni się, niewiele można zdziałać. Farmakoterapia powinna więc być poparta zmianami w życiu i umożliwieniem wychwytywania pozytywnych sygnałów z otoczenia. Wówczas mózg będzie je miał skąd odbierać. W każdym też przypadku, nawet milcząca, nie ingerująca, ale wspierająca, obecność drugiego człowieka ma działanie terapeutyczne. Jestem tu, jestem dla ciebie i gdy tylko będziesz mnie potrzebował, pomogę ci.


fot. pixabay.com
„Nasze Czasopismo” nr 11,12/2019 i 01/2020