Polityka

POWYBORCZA REFLEKSJA, CZYLI JACKOWO KULĄ U NOGI?

Po 13 października okazało się, że Polacy znad Sekwany i Tybru, ci z małej wyspy Honsiu i z dużej – z Albionu, a nawet zza wielkiej wody, głosowali za demokracją. Wyspą, na której wygrał PiS, było Jackowo – nieformalna polska dzielnica Chicago.

Katarzyna Wyszomierska

Wszędzie było pospolite ruszenie. Na Facebooku, TT czy Instagramie jeszcze przed otwarciem pierwszych lokali wyborczych za oceanem, internauci o polskich korzeniach deklarowali udział lub zachęcali do skorzystania z prawa do głosowania. A potem lawiną ruszyli do urn i … do netu, aby pokazywać ogromne kolejki przed ambasadami czy konsulatami, foty z dziećmi jak wrzucają kartę do głosowania lub filmiki zachęcające do skorzystania z prawa wyborczego. To musiało odbić się na frekwencji.

PKW odnotowała najwyższą od 30 lat frekwencję – 61,74% (w 2015 roku w całej Polsce – 50,92%). Uprawnionych go głosowania poza Polską 13 października było 349 810 osób, wydano 316 464 kart, co dało ponad 90 % frekwencję! W stosunku do 2015 roku nastąpił blisko dwuprocentowy wzrost (87,64%).

Szliśmy na rekord.

Ponad 11 tys. osób zarejestrowało się we Francji. Tylko w jednym punkcie – w ambasadzie w Paryżu – zrobiło to ponad 3 i pół tysiąca osób. W Lyonie podobnie jak w innych miastach gotowość do udziału w wyborach zgłosiło zdecydowanie więcej osób niż w 2015 roku! Stowarzyszenie ADDP (Stowarzyszenie na rzecz Obrony Demokracji w Polsce) powstałe na bazie KOD, prowadziło działania zachęcające społeczność polonijną, aby zarejestrować się przed wyborami, poznać kandydatów i oczywiście oddać prawidłowo głos – tłumaczy Joanna z ADDP. Podobnie działaliśmy podczas niedawnych wyborów do Europarlamentu.

Jak okazało się w 13 komisjach we Francji frekwencja była znakomita. Podobnie jak w komisjach zlokalizowanych w 41 brytyjskich miastach. W samym Londynie było ich 11. Warto dodać, że w Wielkiej Brytanii wg danych oficjalnych mieszka 950 tys. naszych rodaków, ale ambasada polska informuje, że może być ich o 40 tys. więcej.

Rano w komisji zlokalizowanej na „spolszczonym” w ostatnich czasach Ealingu w Londynie głosowało zaledwie kilka osób, ale o 14:30, jak mówi pan Wojtek mieszkający na Wyspach od stanu wojennego, stało się w kolejce 20 minut. „A potem już było coraz więcej ludzi i pobiliśmy rekord frekwencyjny” mówi. „Ta kolejka przypomniała mi czasy komuny, od której uciekłem. Chcemy czy nie chcemy, jesteśmy narodem politycznym. Sporo znajomych zdecydowało się tak jak ja głosować na demokrację, bo nie możemy patrzeć na to co dzieje się nad Wisłą”.

Pytany o to, czy Polonia powinna zabierać głos w sprawach krajowych, jest wyraźnie poruszony, a nawet zdenerwowany. „Ja wyjechałem, gdy Jaruzelski zamykał ludzi w więzieniach, więc nie ze swojego wyboru. Od niedawna mieszkają ze mną dorosłe wnuki, które nie chcą żyć w państwie rządzonym przez PiS. W ojczyźnie nie tylko łamie się zasady, ale prawo i ludzi! Wnuczka zaczęła studia w Imperial College London, i dlatego tu jest, ale wnuk przyjechał z powodu braku odpowiedniej pracy i coraz częstszych ataków w Polsce na „innych” – oboje mają ciemniejszy kolor skóry i oboje bali się o swoją przyszłość. Przyznam, że dawno nie byłem na wyborach, ale teraz musiałem opowiedzieć się za Polską szanującą każdego człowieka. Żeby wnuki mogły wrócić do kraju.”

Czy czują klimat demokracji?

W Mediolanie jak zwykle było sporo Polaków, także tych zwiedzających z zaświadczeniami. Turystów nie zabrakło także w Rzymie, ale wśród głosujących większość to Polonia. W „wiecznym mieście” mieszka sporo sióstr zakonnych i księży z Polski, więc w kolejce przed ambasadą widoczne były habity i sutanny. Monika, która przybyła do Włoch 18 lat temu, mówi, że nigdy takich tłumów nie było.

Pytana o to, czy Polonia powinna głosować, żachnęła się tylko. „Wyobraźmy sobie, że można głosować tylko w Polsce: odbieramy prawa w ten sposób osobom takim jak ja, które robią interesy w obu krajach i mieszkają na zmianę raz tu, raz tu. Odbieramy też głos pracownikom czasowo przeniesionym przez pracodawcę, a przecież wiele jest teraz firm międzynarodowych. Bez głosu zostaliby turyści, którzy na chwilę wyjechali. Odbieramy też możliwość decydowania o Polsce osobom, które planują powrót na stałe do kraju.”

Amerykański sen …

Głosujący w konsulacie generalnym na Manhattanie w ciągu dnia stali w ogromnej kolejce, przy okazji oglądając wystawę fotografii zawieszoną na ogrodzeniu. Pan Jacek, który był obserwatorem z ramienia Koalicji Obywatelskiej, potwierdził rekordową ilość osób zarejestrowanych, a potem głosujących w Nowym Jorku. „Ktoś mi mówił nawet, że stał 3 godziny” mówi. „Niektórzy przeznaczyli pół dnia na wyprawę do najbliższego punktu wyborczego; ja sam przejechałem 200 mil.”

Jedyny lokal wyborczy w San Francisco, w którym Polacy mogli głosować to Polish Club of San Francisco, czyli Dom Polski – miejsce wielu imprez polonijnych. Pani Monika w „Mieście Aniołów” od dwóch lat jest zatrudniona w korporacji mającej swe siedziby w wielu miejscach świata. Na wybory wzięła córki. „Nie wyobrażam sobie, żeby nie głosować i nie wyobrażam sobie, że miałabym sama pójść do lokalu” dodaje młoda mama, która pochodzi z Dolnego Śląska. „Chcę moim córkom dać dobry przykład. W 2015 roku też je zabrałam na głosowanie, ale mieszkaliśmy wtedy w Huston. Może zabrzmi to bardzo górnolotnie, ale demokracja i Polska są dla mnie ważne i chcę, żeby były ważne dla moich dzieci. Głosowałam, bo chciałam mieć pewność, że będę mogła wrócić za kilka lat do rodzinnych stron. Nie rządów nacjonalistów, satrapów, ludzi łamiących prawo, złodziei.”

W prawie wszystkich komisjach na amerykańskiej ziemi Koalicja Obywatelska wygrała w stosunku dwa do jednego. Były jednak wyjątki …

… i Jackowo

Działacz polonijny, który chce zachować anonimowość, tłumaczy fenomen wyspy „Jackowo” na mapie niesamowitego wyniku demokratów za granicą. „Nie ma co ukrywać; wstyd nam przynosi „Jackowo” ” dodaje komentując wyniki w komisji nr. 230 w Chicago. „Tu mocny jest kościół, swoją ulicę ma Lech Kaczyński, tu znajduje się masa sklepów z polską żywnością, co chwilę przyjeżdżają tu politycy PiS. Można stąd nie wyjeżdżać i czuć się jak w kraju. I to jest chyba klucz do zrozumienia wyników wyborów. Oni nie chcą „nowego”, „innego”, „nieznanego”.”

Dopowiada, że nie widział tu żadnego kandydata prodemokratycznego, a w mediach zdominowanych przez starą Polonię, goszczą tylko ludzie pokroju Macierewicza i Rydzyka. Stąd taki wynik głosowania! Pytany, czy należy odebrać prawa wyborcze polskim obywatelom mieszkającym w Jackowie, ale też w innych rejonach świata poza Polską, odpowiada zdecydowanie „Nie! My korzystamy z przysługującego nam prawa i nikt go nie może odebrać!”


fot. pixabay.com
„Nasze Czasopismo” nr 11,12/2019 i 01/2020