Ekonomia

PLAN BALCEROWICZA BLASKI I CIENIE

Niedługo będziemy obchodzić trzydziestą rocznicę planu opracowanego przez zespół Leszka Balcerowicza zwanego Planem Balcerowicza. A oto kilka refleksji z nim związanych.

Andrzej Zaleski

Podejmując w latach osiemdziesiątych grę intelektualną dotyczącą tego, co trzeba zrobić, aby Polska mogła się rozwijać, zapewne Leszkowi Balcerowiczowi nie śniło się, że już niedługo będzie musiał swoje i swojego zespołu przemyślenia wprowadzać w życie.

Na mocy wyroków historii Leszkowi Balcerowiczowi przyszło wziąć się za bary z rzeczywistością końca lat osiemdziesiątych. A rzeczywistość była jak z koszmarnego snu. Pieniądz był teoretyczny a gospodarka w stanie zapaści działała jak w filmach Stanisława Barei.

Leszek Balcerowicz, jakby przy pomocy czarodziejskiej różdżki, a nie przemyślanej strategii, z dnia na dzień zmienił teoretyczny pieniądz w prawdziwy. Dla gospodarki to był szok. A składała się ona z trzech segmentów. Gospodarki państwowej zorganizowanej w większości w postaci przedsiębiorstw. Uspołecznionej działającej przeważnie w formie spółdzielni oraz prywatnej czyli rzemiosła, drobnego handlu i usług. O ile gospodarka prywatna w nowej rzeczywistości sobie poradziła i zaczęła się rozwijać, to gospodarka państwowa i uspołeczniona doznała totalnej zapaści, na co złożyło się kilka przyczyn.

Kadra kierownicza nie umiała zarządzać firmami w nowych warunkach. Była nastawiona na wykonywanie planu. Nie miała pojęcia, że podstawowym zadaniem firm nie była produkcja samochodów, tramwajów, traktorów czy maszynek do mięsa, a produkcja pieniędzy. Prawdziwych pieniędzy a nie teoretycznych. Bardzo mało przedsiębiorstw czy spółdzielni dysponowało produktem, który można było sprzedawać na rynku po opłacalnych cenach, w warunkach otwartej na świat gospodarki. Firmy, które miały taki produkt, były zbyt obciążone bieżącymi wydatkami, co prowadziło do swoistego drenowania i tak szczupłej ilości prawdziwego pieniądza. W szczególności dotyczyło to podatku od nieruchomości oraz od ponadnormatywnych wypłat wynagrodzeń.

Leszek Balcerowicz i jego zespół zapewne zadawał sobie sprawę z istniejących zagrożeń, jednak myślano, że gospodarka jakoś sobie poradzi. Ale generalnie sobie nie poradziła. Jako remedium forsowano prywatyzację. Ale cóż, w praktyce tylko teoretycznie. Prywatyzacja, czy pracownicza, czy obywatelska, w opisanych wyżej warunkach, bez pieniędzy, nie mogła się powieść. Poza wyjątkami, większość firm w ten sposób sprywatyzowanych upadła.

Szkoda, że nie wybrano innej drogi. Należało wyciągnąć wnioski z faktu, że państwo działa w dwóch różnych obszarach. Obszarach władzy – imperium i obszarze prawa własności. Państwo, w obrębie imperium, zdało egzamin. Zasady gospodarowania, tak jak je Plan Balcerowicza ustawił, pomimo różnych zawirowań, działają do dzisiaj. Usiłuje im co prawda zaszkodzić „dobra zmiana” ale miejmy nadzieję, że się obronią.

Państwo zawiodło jako właściciel. Nie realizowało obowiązków spoczywających na właścicielu. A można było:

  1. Ustalić listę przedsiębiorstw, które dysponowały sprzedawalnym produktem. Na przykład zakłady w Ursusie, które dysponowały zarówno produktem, jak i parkiem maszynowym zdolnym do zrobienia produktu odpowiedniej jakości. Natomiast takich zakładów nie było w segmencie motoryzacji. Zakłady w Starachowicach, Jelczu, Warszawie nie dysponowały ani produktem, ani odpowiednimi mocami produkcyjnymi.
  2. Wytypowanym Zakładom należało umożliwić pozbycie się zbędnego majątku, zwłaszcza nieruchomości oraz nadmiernej ilości pracowników, bez drenażu posiadanych środków. W momencie osiągnięcia płynności finansowej i dodatniego wyniku finansowego można było myśleć o prywatyzacji.
  3. Pozostały majątek należało sprzedać. Oczywiście nie byłoby to łatwe, gdyż doprowadzenie do fazy generowania pieniędzy, a nie niepotrzebnych nikomu produktów, wymagało zainwestowania znaczących środków. Podejmowane działania w tym zakresie były zbyt mało konsekwentne.
  4. Przeprowadzenie całej operacji nie byłoby możliwe bez przyzwolenia społecznego. Z ludźmi „szło się dogadać”. Ale trzeba było z nimi rozmawiać z zachowaniem ich podmiotowości i godności. Wie o tym każdy właściciel. A tego zabrakło. Ludzie nie rozumieli, a część i teraz nie rozumie, ani potrzeby wprowadzenia samego Planu, ani jego skutków, a zwłaszcza konieczności zmian w strukturze własności. Żyjąc w świecie jak z filmów Stanisława Barei, nie pojmowali, że świat ten zbankrutował i nie zdawali sobie sprawy, do dzisiaj nie zdają, ze skutków bankructwa.

Jest oczywistym, że prowadzenie firm w warunkach gospodarki rynkowej jest bardzo trudne, ale możliwe. Tylko wszyscy musimy zdawać sobie sprawę, że celem wszelkiej działalności gospodarczej jest generowanie nie produktów czy usług, a pieniędzy. I tego nas uczy Plan Balcerowicza.


fot. pixabay.com
„Nasze Czasopismo” nr 11,12/2019 i 01/2020