Społeczeństwo

GOŚĆ W DOM… CZY UCHODŹCY STANOWIĄ ZAGROŻENIE DLA POLSKI?

Co się stało, że przez ostatnich kilka lat ze społeczeństwa dość otwartego, staliśmy się jedynym krajem w Europie, który zamknął granice przed ludźmi uciekającymi przed wojną, ubóstwem czy prześladowaniami.

Piotr Stasiuk

Wiele razy, kiedy próbujemy choćby wspomnieć o problemie uchodźców słyszymy, że jest wiele innych ważniejszych tematów.

A przecież pomoc uchodźcom jest jedną z podstawowych cech humanitaryzmu, miłosierdzia. Co się z nami stało, że dla większości z nas, temat pomocy imigrantom to kwestia, o której lepiej nie mówić, przecież można stracić, można narazić się na krytykę, posądzenie o wspieranie ekstremistów, o chęć narażenia bezpieczeństwa Polek i Polaków.

Stosunek do cudzoziemców w potrzebie to jedna z cech naszego narodu, z której byliśmy i mam wielką nadzieję, że nadal będziemy dumni. Historycznie ujmując, kiedy Polska była otwarta, była silna tą otwartością. Setki lat temu kiedy w Europie szalała nietolerancja, nasz kraj był bezpieczną przystanią dla prześladowanych. Czy ludzie, którzy znaleźli tutaj swój dom zniszczyli naszą Ojczyznę? Nie, w większości to również oni tworzyli jej siłę. Z drugiej strony, kiedy nasi przodkowie zamykali się na innych, było więcej niepokojów czy zagrożeń, które wynikały z naszej wewnętrznej słabości. Zaryzykuję twierdzenie, że otwartość to element naszej duszy. Zabić duszy nie można, ale okaleczyć już tak. Narody o okaleczonej duszy, dążą do samounicestwienia, do wynaturzeń, które odbierają im siłę do życia.

Polska była od wieków krajem otwartym, nie tylko na Żydów, którzy uciekali przed prześladowaniami. Byliśmy krajem wielu kultur. Ta różnorodność jest naszym bogactwem. Wielość kultur nie przekłada się na nijakość, na społeczne wyjałowienie, wprost przeciwnie.

Skąd to nasze otwarcie na obcych, innych? Może stąd, że znamy los emigranta czy wypędzonego. Wiele razy nasi przodkowie, a może i my sami musieliśmy uciekać, opuszczać nasze domy, nasz kraj. Czasem za chlebem, z potrzeby wolności, unikając prześladowań, a najczęściej odnajdując nadzieję gdzieś daleko. Możliwe, że w wielu naszych rodzinach jest ktoś kto kiedyś wyjechał i nie mógł już wrócić. To my, Polacy wiele razy byliśmy uchodźcami i to my prosiliśmy o pomoc.

Dziesiątki tysięcy polskich dzieci znalazło schronienie w dzisiejszej Syrii i Iraku, nie tak dawno, niecałe osiemdziesiąt lat temu, podczas ucieczki z nieludzkiej ziemi. Później w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku, tysiące z nas jako uchodźcy zostało przyjętych w Austrii, Niemczech czy we Włoszech. Wiemy, co to znaczy tęsknota za domem, co to jest brak nadziei. My również umieliśmy pomagać, nie zamknęliśmy drzwi ludziom z ogarniętej wojną Czeczenii czy Dagestanu. Jeszcze kilka lat temu daliśmy schronienie tysiącom rodzin, nie tylko dach nad głową, ale coś co wydaje się od tego ważniejsze – nadzieję. Okazywaliśmy miłosierdzie, nie tylko przez deklaracje, ale również zwyczajnie, pozwalając ludziom tego potrzebującym zamieszkać u nas. Dać skrawek szczęścia, które czasem znaczy tylko zwykłe codzienne bezpieczeństwo na ulicy.

I coś się zmieniło. Nagle, nawet nie było czasu na refleksje i odpowiedź. Można próbować to tłumaczyć – uchodźców jest tak dużo, zniszczą naszą kulturę, tożsamość, przyniosą przestępczość, choroby zakaźne, terroryzm. Imigranci stali się jednymi z największych wrogów naszej Ojczyzny. Uciekinierzy z ogarniętej wojną Syrii, czy niespokojnej Afryki stali się jej największym zagrożeniem. Obrona przed „hordami” pustoszącymi nasz kraj stała się obowiązkiem „prawdziwych Polaków”. Uchodźcy są uosobieniem największego zła, przedmiotem fali nienawiści. W kilka tygodni miłosierdzie zostało zastąpione troską o czystość tradycji, tolerancję zastąpiono walką z wyimaginowanymi zagrożeniami. Część polityków zaczęła prześcigać się w napędzaniu spirali niechęci i otwartej nienawiści w stosunku do tych, którzy musieli uciekać i potencjalnie znaleźć schronienie w naszej Ojczyźnie. Niestety również i część duchownych, wbrew stanowisku papieża i prymasa Polski, przyłączyła się do fali niechęci wobec ludzi potrzebujących miłosierdzia, przez co dali świadectwo niezrozumienia, lub co gorsza zaprzeczenia chrześcijaństwu.

Dlaczego? Dlaczego Polska, tak niegdyś tolerancyjna, otwarta, stała się jedynym europejskim krajem, który odmówił przyjęcia uchodźców. Czy te kilka tysięcy ludzi pozbawionych wszystkiego zniszczy blisko czterdziestomilionowy kraj? Skąd tyle w nas strachu?

Nienawiść jest spoiwem ludzi słabych, jest konsekwencją strachu. Niestety nienawiść to również najprostsza metoda budowania kapitału politycznego, zawsze zatruwa i zabija zdrową tkankę społeczną. Jest ona paliwem władzy totalitarnej, bez nienawiści władza musi obywatelom coś zaoferować, tworzyć i budować. Mając wroga, pielęgnując nienawiść można społeczeństwo zjednoczyć, a do tego potrzebny jest podmiot nienawiści. Uchodźcy, szczególnie muzułmanie byli do tego idealni. Jak ich nie będzie, trzeba koniecznie znaleźć kogoś innego, inny obiekt nienawiści.

Otwartość. Nasza dusza została mocno okaleczona, nie możemy tego tak zostawić. Nawet jak z czasem problem, o zgrozo, nam spowszednieje, zostaną blizny na naszej duszy. Nie wolno milczeć, nie wolno myśleć, że nic się nie stało. Stało się bardzo wiele, będzie to nas bardzo dużo kosztować. To nie pierwszy raz, kiedy słabi ludzie próbują wykorzystać ciemną stronę mocy. I nie pierwszy raz z pewnością przegrają. Jest w nas więcej dobra niż zła. I choćby większość czyniła zło, a tylko niewielu dobro, to i tak zło będzie złem, a dobro dobrem. Każda i każdy z pewnością wie co może zrobić, aby nienawiści było choć trochę mniej. Przede wszystkim powinniśmy popierać i wybierać na ważne funkcje w naszej Ojczyźnie te osoby, które prezentują tradycyjne Polskie wartości: otwartość i tolerancję, tak aby Polska na powrót stała się częścią zjednoczonej Europy. Wspólnoty, która odpowiedzialnie rozwiązuje problemy dotykające poszczególne kraje. Europy, w której będziemy nie tylko korzystać z pomocy innych, będąc na jej uboczu, ale będziemy krajem ważnym, wpływającym na przyszłość naszego kontynentu.


fot. pixabay.com
„Nasze Czasopismo” nr 02,03/2020