Społeczeństwo

POLOWANIE Z NAGONKĄ

Kiedy Tomasz Grodzki był w latach 2006, 2010 i 2014 wybierany z list Platformy Obywatelskiej na radnego szczecińskiej rady miejskiej, nikt nie zgłaszał żadnych zastrzeżeń. Był czynnym lekarzem związanym naukowo z Wydziałem Lekarskim Pomorskiej Akademii Medycznej. W 2010 obdarzony tytułem profesora nauk medycznych leczył, operował, zarządzał … i nikt nigdy nie skarżył się ani na jakość udzielanej przez profesora posługi medycznej, ani na jego morale.

Dorota Ceran

Kiedy w 2015 roku uzyskał mandat senatora IX kadencji też była cisza wokół pana profesora. Żadnych pomówień, żadnych poszkodowanych, zdruzgotanych, oburzonych. Żadnych psów gończych.

Nastał rok 2019. Profesor Tomasz Grodzki zostaje senatorem. Najpierw zaczyna się kuszenie, obiecanki, bo brakuje dwóch senatorów do wyrównania stawki, trzech do uzyskania przewagi. Może się zgodzi? Może przyjmie propozycję zostania ministrem zdrowia w rządzie PiS? “To nie jest żadna korupcja polityczna, tylko to są normalne rozmowy” – powiada wówczas minister Andrzej Dera. Grodzki jest innego zdania.

Apel na łowy zagrała Agnieszka Popiela z Uniwersytetu Szczecińskiego, która napisała na Facebooku: “(…) Jak moja Mama umierała, to trzeba było dać 500 dolarów za operację. Podobno na czasopisma medyczne. Faktury ani rachunku nie dostałam. Nigdy tego nie zapomnę”. Potem jednak prostuje: “Żeby było uczciwie. Nigdy nie powiedziałam, że wpłata była warunkiem operacji. Nie! Mama była w normalnej kolejce do zabiegu. Wpłaciłam, bo czułam presję psychiczną”. No to jak było, droga pani profesor? Być może podstawową prawdą jest tu fakt, że w wyborach prezydenckich w 2015 zasiadała pani w szczecińskim komitecie poparcia dla Andrzeja Dudy? Powstaje więc pytanie – rozpoczęła pani polowanie z nagonką sama z siebie, czy ktoś pani tę metodę zasugerował?

Potem do polowania dołączyli już prawdziwi profesjonaliści – Radio Szczecin, TVP, „Do Rzeczy”, niezalezna.pl, „Sieci”, „Gazeta Polska” … Nie, nie będę przywoływała tych wszystkich wpisów, sugestii, oczerniania wprost, ponieważ się brzydzę. Jednak mimo odrazy na chwilę przyjrzę się działaniom telewizji niegdyś publicznej. Otóż, najpierw w „Wiadomościach” zaczęli pojawiać się jacyś ludzie podobno dotknięci profesorską korupcją. Był wśród nich pan Romuald, który opowiedział o przekazanych na rzecz Grodzkiego 400 zł w 1994 roku, co opiewało na dzisiejszą sumę czterech groszy. Autorom paszkwilu nawet nie chciało się ustalić faktów, tak są pewni, że „ciemny lud to kupi”, jak zwykł mawiać ich szef.

Profesor zgłosił pozwy, ponieważ wie, że pomówienia są wyłącznie elementem nagonki. Nawiasem mówiąc, zupełnie inaczej, niż panowie Macierewicz i Morawiecki, którzy jakoś nie palą się do konfrontacji z Tomaszem Piątkiem w sądowej sali.

Autorzy telewizyjnych newsów (nie jestem w stanie nazwać ich dziennikarzami) z niebywałą swobodą żonglują wszystkimi możliwymi metodami: zjadliwymi, kłamliwymi offami, przywoływaniem wypowiedzi jakichś dziwnych, niepotwierdzonych rozmówców, codziennym powtarzaniem tych samych treści. Są one montowane od nowa, offy czyta raz ten, raz inny autor, by materiał sprawiał wrażenie świeżego. Wykorzystywane są dokładnie te same ujęcia z wykorzystaniem ogromnej liczby ujęć archiwalnych, co kłóci się z zasadą tworzenia newsa.

Pan profesor z pewnością nie jest człowiekiem, którego można przestraszyć, który ugnie się pod ciężarem tych wszystkich pomówień, oskarżeń i zwyczajnych świństw. O to się nie boję. Siłą człowieka uczciwego jest bowiem sama uczciwość. Choć z pewnością bardzo boli, gdy jest szargana, opluwana, wystawiona do nieczystej walki.

Boję się natomiast, że te wszystkie pomówienia, ta mroczna atmosfera może paść na podatny grunt, może wyzwolić pokłady nienawiści, sprawić, że słowa zamienią się w czyn. Jednak wówczas będzie za późno.


fot. Peter Beym
„Nasze Czasopismo” nr 02,03/2020