Polityka

POLITYCZNA WOJNA TYTANÓW NA COVID-19

Mimo wielu problemów i kłopotów, z jakimi borykają się aktualnie Stany Zjednoczone Ameryki, elita amerykańskich decydentów wciąż uważa, że przywódcza rola ich kraju w świecie jest sprawą oczywistą. Pomimo koronawirusa, wzrastającego gwałtownie bezrobocia i radykalnego spowolnienia gospodarczego, prezydent Donald Trump pozostaje wierny swojemu wyborczemu sloganowi: America first (and only America first).

Prof. Mirosław Matyja

Choć może to brzmi w aktualnych warunkach dziwnie, to każdy kryzys ma zawsze swoje dobre strony. Jak pod lupą pokazuje prawdziwą sytuację, czasem nawet z całą jej brutalnością. Dotyczy to systemów politycznych i ekonomicznych, całych społeczeństw, oraz relacji między państwami. Obecny kryzys, mimo że nie stanowi on punktu zwrotnego w polityce globalnej, wskazuje na pewne zarysowujące się na horyzoncie kierunki zmian w ramach międzynarodowego układu sił polityczno-ekonomicznych. Pokazuje ułomności w kierowaniu światem przez USA oraz zdecydowane wkraczanie Chin na globalną scenę polityczną. Kryzys podkreśla także, w jaki sposób rywalizacja tych dwóch mocarstw wpływa na światowa politykę. Konkurencja amerykańsko-chińska i spór handlowy między Waszyngtonem a Pekinem nie jest niczym nowym. Pandemia ujawnia dodatkowo, w jaki sposób ten antagonizm wpływa obecnie na wszystkie obszary, nawet rzekomo apolityczne, takie jak chociażby funkcjonowanie służby zdrowia w obydwu krajach.

Werbalna wojna

Z ostatniego globalnego kryzysu finansowego z lat 2008/2009, zarówno Chiny jak i USA wyciągnęły podobne, pozytywne wnioski. Tym razem jednak oba państwa nie tylko są niezdolne do współpracy, ale od tygodni toczą absurdalną wojnę werbalną. Pekińska propaganda rozpowszechnia teorię spiskową, że wojsko amerykańskie spowodowało epidemię w Wuhan. Natomiast prezydent Donald Trump zupełnie niepotrzebnie nazwał patogen „chińskim wirusem”. Oprócz tego prezydent USA twierdzi, zgodnie z jedną z tzw. teorii spiskowych, że wirus został wyklonowany w chińskim laboratorium w Wuhan.

W takiej sytuacji Covid-19 stal się elementem międzynarodowej walki politycznej. Przywódcy chińscy szybko i sprytnie zrozumieli, jak zamienić początkową porażkę związaną z epidemią w szansę w ich dążeniach do globalnej dominacji. Ich maszyna propagandowa przedstawia rzekome zwycięstwo nad wirusem jako dowód przewagi chińskiego systemu polityczno-ustrojowego. Państwo Środka pokazuje, jak skutecznie stawić czoła wyzwaniu, jakim jest koronawirus – ma to stanowić przesłanie dla zachodnich demokracji. Dostawy materiałów medycznych do różnych krajów miały dodatkowo pokazać i podkreślić znaczenie Chin i ich wpływy w skali globalnej.
Ta chińska ofensywa propagandowa wyjaśnia poniekąd amerykańską reakcje, którą potęguje narcystyczny styl rządzenia prezydenta Donalda Trumpa. Konserwatyści w Waszyngtonie przekonani są, że Chiny chcą systematycznie osłabiać światowe przywództwo Ameryki. Dlatego minister spraw zagranicznych Mike Pompeo, a później Donald Trump oskarżyli chińskich komunistów o początkowe zatuszowanie epidemii, zagrażając w ten sposób życiu niezliczonej liczby ludzi na całym świecie.

Propaganda i rzeczywistość

Chińscy przywódcy polityczni wykazują znaczną odwagę (albo polityczną głupotę), przedstawiając zwalczenie w Chinach koronawirusa jako element wyższości ich dyktatorsko-komunistycznego systemu politycznego. W rzeczywistości Covid-19 ujawnił słabości chińskiego autorytarnego systemu. Przez wiele tygodni władze w Pekinie próbowały zignorować niebezpieczeństwo, nie słuchając ostrzegawczych głosów i zamykając instytut badawczy, który jako pierwszy rozpoznał wirusa. Rygorystyczna cenzura, wydalenie krytycznych zagranicznych dziennikarzy oraz fakt, że Pekin nawet zaprzecza chińskiemu pochodzeniu wirusa, pokazuje jednoznacznie negatywną stronę dyktatury pekińskiej. W każdym razie nie ma dowodów na to, że państwa demokratyczne są mniej przygotowane na takie wyzwania. Iran i Rosja to tylko dwa przykłady państw autorytarnych, które nie potrafiły znaleźć szybkiej odpowiedzi na wyzwania związane z Covid-19.

Trudno już obecnie spekulować, czy aktualna pandemia doprowadzi do przesunięcia środka ciężkości politycznej dominacji w świecie z zachodu na wschód – są to niewątpliwie przedwczesne spekulacje. Jest wątpliwe, aby Chiny przejęły w najbliższych latach role światowego lidera – mimo ich „zwycięstwa” w czasie koronowego kryzysu. Mimo, że przewodniczyli Radzie Bezpieczeństwa ONZ w marcu, to jednak nie wykorzystali tej okazji do skoordynowania działań Rady na zaistniałą sytuację. Nie da się ukryć, ze światowe przywództwo wygląda inaczej.

Nie zmienia to faktu, że USA obecnie tracą grunt pod nogami jako światowy dominator. Wirus zainfekował tam kilkanaście razy więcej ludzi niż w Chinach – przynajmniej jeśli wierzyć oficjalnym statystykom. Ta porażka USA w ramach chińsko-amerykańskiej konkurencji ma wiele wspólnego z osobą prezydenta Donalda Trumpa, który „cierpi” z powodu chorobliwej pewności siebie, manipuluje społeczeństwo fałszywymi informacjami i wykazuje otwartą pogardę dla wiedzy ekspertów. Takie zachowanie podważa reputację USA za granicą, a tym samym zdolność do utrzymania roli międzynarodowej lidera przez to mocarstwo.

Brak woli przywództwa USA

Trzy razy w ciągu ostatnich dwudziestu lat Ameryka stała się epicentrum globalnego kryzysu: 2001, 2008 i obecnie. W 2001 roku USA zmobilizowały szerokie koalicje ze swoimi sprzymierzeńcami. Po atakach terrorystycznych z 11 września 2001 roku Amerykanie cieszyli się ogólnoświatową solidarnością i zawarli liczne sojusze na rzecz walki z terroryzmem. W odpowiedzi na kryzys finansowy w 2008 roku doprowadzili do utworzenia G-20, jako nowego forum dla kluczowych gospodarczych liderów świata.

Tym razem jednak USA nie posiadają ani woli, ani zdolności przejęcia funkcji przewodniej. Jest to sporym zaskoczeniem, ponieważ udało im się skoordynować międzynarodowe wysiłki w czasie poprzednich epidemii. Poprzednik Donalda Trumpa, Barack Obama, zorganizował międzynarodową akcję w 2014 roku, aby powstrzymać epidemię eboli. Natomiast George W. Bush osiągnął sukces dzięki swojej inicjatywie walki z AIDS w Afryce.

Jednak w czasie kryzysu związanego z koronawirusem Waszyngton zachowuje się kontraproduktywnie, obiera własną drogę, krytykuje Chiny i WHO, zamiast dążyć do zjednoczenia świata w walce z wirusem. Bez porozumienia się z europejskimi partnerami, Donald Trump nałożył zakaz wjazdu do USA dla Europejczyków. Poza tym w marcu USA przewodziły grupie G7 i nie zdołały nawet skłonić ministrów spraw zagranicznych tej grupy do uzgodnienia wspólnego oświadczenia w sprawie Covida-19.

Rywalizacja Waszyngton-Pekin

Obecny kryzys niewątpliwie potęguje konfrontację Waszyngtonu z Pekinem, a po zakończeniu pandemii nie będzie zapewne lepiej. Chiny są, jakby nie było, pierwszym i jedynym państwem od upadku ZSRR, który zagraża globalnemu prymatowi USA. Rywalizacja między obydwoma państwami jest tym bardziej ryzykowna, ponieważ rozgrywa się na różnych płaszczyznach. Waszyngton obawia się o prymat wojskowy na Pacyfiku. Słusznie uważa, że wiodąca rola Ameryki w zakresie nowoczesnych technologii jest zagrożona, a uzależnienie od importu chińskich towarów staje się coraz bardziej wyraziste. Dodatkowy problem wynika z faktu, że Chiny stanowią kontrmodel liberalnego systemu Ameryki.

Możemy sobie w tej sytuacji pozwolić na analogie do zimnej wojny, ale Chiny są innym rodzajem przeciwnika niż ZSRR. Państwo Środka nie jest jeszcze w stanie przewodzić własnemu blokowi państw, a poza tym Chiny są zależne ekonomicznie od Ameryki . Oba kraje są nadal najważniejszymi partnerami handlowymi dla siebie. Ta współpraca nie może zostać zerwana ad-hoc, nawet jeśli niektóre łańcuchy produkcyjne zostały przerwane ze względu na pandemię.

Jak będzie po opanowaniu koronawirusa?

Wszystko zależy z jednej strony od waszyngtońskiej administracji, która powinna zmienić ton z aroganckiego na dyplomatyczny w stosunku do Pekinu. Z drugiej strony Chiny powinny zakończyć szkodliwą propagandę dotyczącą ponoć „wyższości” ich autorytarnego systemu politycznego nad amerykańską wersją demokracji liberalnej.

Chiny muszą sobie też uświadomić fakt, że droga do przejęcia globalnego przywództwa przez to państwo jest długa i usłana amerykańskimi cierniami.