Społeczeństwo

CZARNY KWADRAT

CZARNY KWADRAT

Piotr Surmaczyński (Londyn)

W 1915 roku w St. Petersburgu Kazimierz Malewicz przedstawił swój najsłynniejszy obraz „Czarny kwadrat na białym tle”. Dzieło nieprzedstawiające. Początek ery minimalizmu w malarstwie. 100 lat później w polskiej polityce pojawił się Jarosław Kaczyński i dokonał swoistej, zapewne nieuświadomionej, adaptacji pomysłu Malewicza. Zaproponował wyborcom kompletne NIC. Polityczne nic na niczym. Polityczna abstrakcja, ale już nie minimalizm.

Obecnie nam panujący do niczego bowiem nie dążą, żadnej idei nie reprezentują, nie mają innego celu jak władza. Są jak ów czarny kwadrat na białym tle. Celem tej władzy jest jedynie utrzymanie się przy władzy. Jak najdłużej i za każdą cenę. Cały aparat państwa, od ministerstw, sądów, parlamentu, uniwersytetów po stójkowych na rogach ulic służy tylko jednemu celowi – utrzymaniu się Jarosława Kaczyńskiego u sterów.

Jak szalona lokomotywa, Polska pędzi ku „dobrej zmianie”. Co w zasadzie oznacza dobra zmiana? Na czym polega, skoro złodziej został ministrem spraw wewnętrznych, dewianci prawią o moralności, a patologia staje się normą? Zaś partie polityczne, które przekornie nazywają się opozycyjnymi, pozostają przy tym bierne. Już nie ma PO, nie ma Lewicy. Nawet Wiosna nie przynosi nadziei. Dookoła są tylko czarne kwadraty na białym tle. Wkroczyliśmy w przestrzeń poza abstrakcją. Nikt w polityce polskiej już niczego nie reprezentuje. Żadnych wartości. A obywatele tego kraju, niczym widzowie na wystawie Malewicza, nic nie rozumieją. Dlaczego? Bo to abstrakcja. Choć część potakująco kiwa głową, bo tak wygodniej. Łatwiej przytaknąć, niż powiedzieć, że się nowoczesnej sztuki nie rozumie.

Niektórzy jednak nie stoją i nie patrzą. Nie przytakują. Tylko mówią wprost „król jest nagi”. Tak jak robi to Adam Mazguła. Nie gapi się bezmyślnie w czarny kwadrat na białym tle. Kontestuje. Jest niczym postać z innej tradycji malarskiej.

W Filadelfii, mieście w którym powstała amerykańska konstytucja, w muzeum sztuki, wisi 17-wieczny obraz Piotra Pawła Rubensa zatytułowany „Prometeusz skowany”. W odróżnieniu od twórczości Malewicza, barokowe malarstwo Rubensa jest pełne znaczeń i sensów. Prometeusz nękany jest przez orła, który z dziobem wbitym w bok tytana wyżera mu wątrobę. Jednak postać na obrazie nie jest ofiarą orła. Prometeusz wygrał z bogami, stworzył człowieka, dał mu ogień. Tytan swoim cierpieniem płaci cenę za zuchwałość wobec bogów. Patrząc na obraz Rubensa dostrzegamy poświęcenie i szlachetność. Tacy powinni być politycy nie tylko dzisiaj – w każdej epoce. Szczególnie w tym świecie opanowanym przez czarne kwadraty.

I Adam Mazguła reprezentuje właśnie takie wartości. Jedyny z polskich postaci sceny politycznej, który jako żołnierz walczył z bronią w imię Ojczyzny podczas wojny w Iraku. Jeden z niewielu oficerów, który powiedział czarnym kwadratom głośno i wyraźnie: „nie”. Jeden z wielu wspaniałych Prometeuszy opozycji obywatelskiej, który za swą zuchwałość wobec „bogów” jest szykanowany i szkalowany. Patriota, intelektualista, mąż, ojciec, dziadek. Jednym słowem przyzwoity i odważny człowiek. Wielki szacunek panie Pułkowniku.


Tekst jest wstępem do najnowszej książki Adama Mazguły pt.”W Poczuciu odpowiedzialności”