Gospodarka

GOSPODARKA PO EPIDEMII

Obecny, spowodowany epidemią, kryzys będzie miał doniosłe konsekwencje ekonomiczne, społeczne i polityczne. Państwa wysoko rozwinięte uświadomiły sobie, że uzależniły się od jednego dostawcy. Obecny podział: Chiny – fabryka świata, Ameryka Północna i Europa Zachodnia – dostarczyciele wynalazków i technologii, reszta globu – dostawcy surowców i półproduktów może ulec zmianie.

dr Dariusz Maciej Grabowski

Być bogatym oznacza swobodę wyboru, a nie uzależnianie się od przypadkowych lub narzucanych przez innych czynników. Wywołany przez epidemię kryzys uświadomił, że bycie bogatym to bycie bezpiecznym w sensie biologicznym, ekonomicznym i kulturowym oraz poczucie politycznego bezpieczeństwa wewnętrznego i zewnętrznego.

Uśpiona czujność

Lata rosnącego dobrobytu po II wojnie światowej uśpiły czujność i wyobraźnię przywódców państw bogatych, a rola państwa została zdeprecjonowana na rzecz wielkich korporacji. Dziś, w dobie kryzysu, państwo ponownie wysuwa się na plan pierwszy, bo to na instytucje państwowe zostanie nałożony obowiązek pokonania kryzysu. Na nowo zdefiniowane zostaną działy gospodarki, których rolą będzie zagwarantowanie suwerenności państwom bogatym, a wolności i bezpieczeństwa – ich obywatelom. Dążenie do samowystarczalności dotyczyć będzie przede wszystkim rolnictwa i żywności, energetyki, ochrony zdrowia, przemysłu obronnego, dostępu do informacji, jej przesyłania i kontroli, dostępu do zasobów i surowców strategicznych oraz badań naukowych.

Konsekwencją będzie nowy, międzynarodowy podział pracy i dążenie do uniezależnienia się od jednego dostawcy. Przebudowany zostanie handel międzynarodowy, transport, reguły globalnej konkurencji. Historia gospodarcza uczy, że kryzysy skutkują koncentracją kapitału i własności, zwiększaniem przewagi ekonomicznej i dominacji silnych nad słabszymi. W wymiarze politycznym sformułowane zostaną nowe zasady dominacji i podległości państw i narodów.

Dylematy Polski

Samowystarczalność produkcji żywności w krajach bogatych oznaczać będzie dodatkowe nakłady na rolnictwo oraz uruchomienie mechanizmów finansowych, kredytowych, podatkowych i innych, które uniezależnią te kraje od importu żywności. Towarzysząca temu urbanizacja spowoduje wzrost udziału żywności przetworzonej. Walka w światowym rolnictwie toczyć się będzie o obniżkę poziomu kosztów produkcji żywności dla masowego klienta, a te zależą od technologii upraw, tempa wprowadzania postępu technicznego, wielkości gospodarstw, odległości od rynków zbytu, jakości ziemi i od klimatu. Powstaną dwa główne rynki produktów rolnych. Pierwszy i największy adresowany do masowego klienta, gdzie nie jakość żywności, ale koszt jej wytworzenia i cena będą decydowały o akceptacji przez rynek. Drugi – obejmujący klienta zamożnego, szukającego zdrowej, ekologicznej żywności, bez względu na jej cenę.

Dziś w walce o rynek surowców i półproduktów rolnych przewodzi USA. Dołączą do nich Rosja, Ukraina, Chiny, Indie. Polskie rolnictwo nie powinno konkurować tam, gdzie dominuje gospodarka wielkoobszarowa, zwłaszcza, że dokona się gwałtowny postęp w technologii obsługującej rolnictwo. Rolnictwo, nawet najnowocześniejsze, długo jeszcze będzie cechować niższa wydajność pracy niż w przemyśle oraz wolniejszy postęp techniczny. Dlatego specjalizacja Polski w eksporcie rolnym powinna być skoncentrowana na produktach ekologicznych o wysokiej jakości i marży handlowej. Eksportować trzeba, ale bez pośredników w handlu międzynarodowym, bo to oni przechwytują dominującą część wytworzonej nadwyżki.

Zapotrzebowanie na energię szybko wzrośnie, a o sposobach jej produkcji zdecydują głównie politycy. Głos ekologów nawołujących do odchodzenia od paliw kopalnych zostanie skonfrontowany ze zdaniem tych, którzy uważają, że utrata samodzielności energetycznej, uzależnienie od zewnętrznych dostawców oznaczać będzie podporządkowanie w wymiarze ekonomicznym i politycznym. Polska powinna na nowo sformułować priorytet obrony suwerenności energetycznej opartej o własne surowce.

Nowy podział pracy

Światowa batalia o nowy, międzynarodowy podział pracy w przemyśle nie będzie kulturalnym, salonowym sporem, ale bezwzględną wojną o dostęp do surowców, dominację w produkcji i podział rynków zbytu. Państwa najbogatsze powrócą do koncepcji odbudowy bądź budowy od podstaw działów przemysłu zdominowanych dotychczas przez producentów z Azji. Decyzje, które branże wybrać, zapadną w gronie polityków, przedsiębiorców, finansistów i naukowców. Preferowane będą branże, gwarantujące wysokie tempo postępu technicznego, niską uciążliwość ekologiczną i konkurencyjność kosztów. Bogate państwa i koncerny mogą prowadzić działania polegające na przekazywaniu krajom słabszym tych branż przemysłu i procesów produkcyjnych, które charakteryzuje niska zyskowność, szkodliwość dla środowiska, wolny postęp techniczny i wysoki udział niewykwalifikowanej pracy żywej. Nasilone zostaną działania uzależniające poddostawców i podwykonawców od wytwórców produktów finalnych dominujących w produkcji i w handlu.

Strategia suwerenności ekonomicznej wymusi na państwach i koncernach zwiększenie nakładów na badania i rozwój, a także budowę systemu wsparcia podatkowego, kredytowego, finansowego i prawnego inwestycji. Towarzyszyć temu będzie kupowanie talentów z państw o niższym poziomie rozwoju, co przyspieszy proces migracji ludzi młodych, energicznych i wykształconych do krajów bogatych.

Polskie „być albo nie być”

Polska jest przykładem gospodarki, która od 1989 roku nie wykorzystuje szansy stawania się nowoczesnym państwem przemysłowym. Trzydzieści lat temu, podobna demograficznie do Polski, Korea Południowa była bardziej zacofana gospodarczo. Dziś liczy 52 miliony mieszkańców, a jej symbolem są światowe marki, takie jak Samsung, Hyundai, Kia i inne. W Polsce jest zapaść demograficzna, a naszym dominującym symbolem pozostaje warsztat naprawiający stare, używane samochody. Rok 2020, za sprawą epidemii, jest dla Polski szansą, ale potrzebna jest co najmniej dziesięcioletnia strategia. Jej punktem wyjścia powinny być trzy cele, których realizacja powierzona zostanie ekspertom. To oni powinni skonkretyzować i wziąć odpowiedzialność za końcowy efekt wieloletniej strategii proeksportowej, zwiększenia i premiowania nakładów na oświatę, naukę, badania i rozwój oraz radykalnej przebudowy ustroju państwa wyzwalającego potencjał twórczy obywateli, organizacji społecznych, przywracającego i zwiększającego kompetencje samorządu terytorialnego i gospodarczego.

Czynnik pracy

W Polsce, za sprawą polityki rządu odrywającej wysokość płacy minimalnej od realiów gospodarczych i premiującej brak aktywności zawodowej, głoszona jest teza, że nasza przewaga konkurencyjna wynikająca z niskich kosztów pracy to przeszłość. Polityka socjalna rządu nie musi jednak oznaczać wzrostu kosztów pracy. Rosną one w efekcie wysokiego opodatkowania płac, bo im niższa płaca, tym wyższe jej opodatkowanie sumą podatków bezpośrednich i pośrednich. Ponad 95 proc. pracujących Polaków płaci podatek dochodowy w pierwszej grupie, ale nabywa dobra konsumpcyjne i usługi obłożone 23 proc. VAT-em i często wysoką akcyzą. To powoduje wzrost kosztów robocizny w Polsce.

Strategia proeksportowa nakazuje wprowadzenie kwoty wolnej od opodatkowania równej co najmniej 12-krotności średniej miesięcznej płacy netto. Konieczne jest obniżenie VAT na szereg dóbr konsumpcyjnych pierwszej potrzeby, a w budownictwie mieszkaniowym zastosowanie stawki zerowej. Realna płaca polskiego pracownika wówczas wzrośnie, a jego koszt dla przedsiębiorcy obniży się. Pozwoli to na poprawienie konkurencyjności polskich firm na rynku międzynarodowym.

Z opodatkowania należałoby jednocześnie zwolnić oszczędności i premiować je wysoką stopą procentową. Zyski i dywidendy inwestowane w działalność gospodarczą powinny być odpisywane od dochodu, a wydatki na konsumpcję luksusową i transfer zysków za granicę opodatkowane bardzo wysoko.

Potencjałem, do którego należy się zwrócić są nasi rodacy, którzy wyemigrowali za chlebem. Dla tych, którzy zdecydują się wrócić do Polski i zainwestować swoje oszczędności w kraju, konieczne jest stworzenie systemu zachęt i zwolnień podatkowych na okres od 3 do 5 lat.

Pochylić się należy nad przeludnioną obecnie polską wsią, której potrzebna jest polityka zatrudnienia. Mamy ponad 900 tysięcy gospodarstw poniżej 10 hektarów, ale są one najczęściej nietowarowe. Dlatego należy wdrożyć rozwiązania, które przyciągną znaczne grono mieszkańców wsi do pracy poza rolnictwem. Dzięki temu szybko wzrośnie wydajność pracy w rolnictwie, będziemy mieli tańszą żywność, niższe koszty utrzymania robotnika w mieście, wyższą aktywność zawodową całego społeczeństwa i niższe wydatki na świadczenia społeczne.

Nadal nierozwiązane są problemy zatrudnienia ponad miliona obcokrajowców nielegalnie pracujących w Polsce. Nie można udawać, że „nie ma tematu”. Potrzebne są akty prawne, które usankcjonują pobyt i zatrudnienie obcokrajowców, a także sprawią, że zaczną oni płacić podatki w Polsce. Niech zaczną widzieć sens w wydawaniu i inwestowaniu tu swoich dochodów. Przykładem Stany Zjednoczone, gdzie osoba inwestująca otrzymuje prawo pobytu, pracy, jednocześnie tam właśnie płacąc podatki. Polska musi, do czasu aż odzyska niezbędną dynamikę przyrostu demograficznego, stać się atrakcyjna dla pracowitych i wykształconych imigrantów.

Rola NBP

Szczególna rola przypada sektorowi bankowemu i bankowi centralnemu. NBP dysponuje długą listą narzędzi ekonomicznych i administracyjnych, które mogą wywołać proeksportowe działania po stronie banków, przedsiębiorstw i instytucji finansowych. NBP jednak od lat realizował politykę antyeksportową i pomimo wysokiego tempa inflacji nie korygował kursu walutowego. W efekcie rosły koszty produkcji polskich przedsiębiorstw, spadała opłacalność eksportu i pogarszała się konkurencyjność. Tymczasem kurs walutowy preferencyjny dla eksporterów to podstawowe narzędzie strategii szybkiego rozwoju polskiego przemysłu i całej gospodarki.

NBP nie prowadzi polityki dyscyplinowania banków komercyjnych, by wymusić dostępny i tani kredyt. Dziś różnica między stopą oprocentowania kredytu a lokaty wynosi ponad dziesięć procent. Trzeba też pomyśleć o powstaniu Banku Polskiego Eksportera, który udzielałby kredytów inwestycyjnych polskim firmom, tak potrzebnych do ich rozwoju.

Polityka rządu

Dzięki prowadzonej przez państwo polityce cen urzędowych, koszty produkcji rodzimych przedsiębiorstw powinny być konkurencyjne w stosunku do zagranicy. W Polsce dzieje się dokładnie odwrotnie, dlatego cena energii elektrycznej jest wyższa w Polsce niż w Niemczech. W najbliższych latach kluczowa powinna więc być rola UOKiK i ministerstw w kształtowaniu i kontroli cen. Polityka rządu powinna z jednej strony skutkować obniżaniem kosztów zewnętrznych (niskie ceny dóbr i usług zależnych od państwa), a z drugiej zwielokrotnieniem korzyści wynikających ze sprawnej infrastruktury i atrakcyjności dla inwestorów. Program budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego wraz z towarzyszącymi inwestycjami musi zostać odłożony w czasie, a środki przeznaczone na jego budowę należy skierować do przemysłu.

Na czas wychodzenia z kryzysu konieczne jest przygotowanie listy inwestycji sprzyjających eksporterom. Elementem strategii proeksportowej powinno być inwestowanie w gałęzie przemysłu, których skala produkcji koresponduje z rozmiarami rynku wewnętrznego. Tam, gdzie chłonność rynku wewnętrznego ze względu na liczbę i dochody ludności zapewnia opłacalną skalę produkcji oraz powstanie zaplecza naukowo-badawczego, należy stworzyć warunki, by taka działalność została podjęta. Polacy importują ponad milion używanych samochodów rocznie, a nowych kupują ponad 500 tysięcy. Przy takim popycie i dużej już dziś produkcji części zamiennych jest oczywiste, że należy stworzyć polski przemysł motoryzacyjny. To samo powinno się zadziać w przemyśle farmaceutycznym, elektromaszynowym, sprzętu medycznego, kosmetycznym i innych. Polską racją stanu jest stworzenie na nowo przemysłu związanego z gospodarką morską. Nie możemy dać się odepchnąć od morza. Strategia proeksportowa, handel, transport morski wychodzą temu naprzeciw.


fot. pixabay.com