Turystyka

BLISKI WCHÓD NA WŁASNĄ RĘKĘ

Dzięki polskiemu rządowi, i paru innym, zimy mamy takie, jakie mamy. Ani to zima, ani jesień czy wiosna. Jaka to przyjemność iść na lodowisko bez śniegu? Nawet grzane wino na jarmarku bożonarodzeniowym nie smakuje, gdy wokół taka aura.

Jarosław Gwoździowski

W porze naszej kalendarzowej zimy, nie będącej zimą, jest ciekawa możliwość. Można wybrać się na Bliski Wschód. Tanimi liniami dolecimy już do Izraela i Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Ja wybrałem królestwo Jordanii, do której z Modlina doleciałem samolotem Ryanair. Jeżeli uważnie poobserwujecie ceny, to uda wam się kupić niedrogie bilety lotnicze, nawet za dwieście złotych w obie strony za jedną osobę.

Wiza

Obywatele polscy, aby wjechać na teren Jordanii, potrzebują wizy, której koszt wynosi około dwustu złotych. Wizę kupić można na lotnisku, po przylocie z Polski. Jeżeli jednak wybierzecie inną trasę dotarcia do Jordanii, możecie tej wizy nie potrzebować.

Taką trasą jest lot do Eilatu w Izraelu. Dla tych, którzy chcą poopalać się na plażach Morza Czerwonego, jest to chyba lepsza opcja. Leżąca po drugiej stronie granicy Aqaba jest specjalną strefą ekonomiczną i w tym miejscu nie potrzebujemy wizy, aby przekroczyć granicę Jordanii. Można też rozważyć wykup karty Jordan Pass, który jest połączeniem wizy i biletu wstępu do większości atrakcji na terenie kraju. Najtańsza karta kosztuje około trzystu pięćdziesięciu złotych, ale warto ją kupić, bo wartych zobaczenia zabytków jest tutaj wiele.

Noclegi i transport

Noclegi znajdziemy w znanych serwisach internetowych. Ceny są umiarkowane: za sto kilka złotych mamy nocleg dla całej rodziny, czasami ze śniadaniem.

Do podróżowania po Jordanii najprościej wynająć samochód, co pozwoli nam na swobodę podróżowania. Można znaleźć przyzwoity już za osiemdziesiąt lub dziewięćdziesiąt złotych za dobę. Wsiadamy do środka, przekręcamy kluczyk, ruszamy w drogę i przeżywamy dwa zaskoczenia. W Jordanii, jak i chyba w większości państw arabskich podejście do przepisów ruchu drogowego jest specyficzne. Traktowane są one raczej jako sugestie, wskazówki lub cel do którego należy dążyć, ale którego nigdy się nie osiąga. Druga niespodzianka, tym razem miła, to przyzwoity stan dróg.

Zwiedzanie

Najbardziej znanym zabytkiem Jordanii jest Petra, którą zwiedzimy w jeden dzień. Są to ruiny miasta stworzonego przez Nabatejczyków. Był to lud, który nie miał tradycji budowniczych, ani też nie posiadał know-how z zakresu sztuki budowlanej. Wykuł więc miasto w skałach, korzystając z istniejących wzorców egipskich, rzymskich, hellenistycznych i innych. Petra jest znana oczywiście z tego, że jeden z jej zabytków – Skarbiec Faraona, został wykorzystany w filmie „Indiana Jones i ostatnia krucjata”, gdzie „zagrał” wyimaginowaną świątynię chroniącą Świętego Graala.

Choć Petra jest najbardziej znanym zabytkiem Jordanii, dla mnie ciekawszy jest Jerash. Są to doskonale zachowane ruiny rzymskiego miasta, gwarantujące kilkanaście kilometrów wędrówek przez cztery teatry, hipodrom i świątynie. Dzięki doskonale zachowanemu układowi miasta, w Jerash można przez chwilę poczuć się Rzymianinem.

Jordania okiem turysty

Jak wygląda życie w Jordanii i jacy są ludzie widziani oczyma turysty? Jordanię można scharakteryzować jako dość biedny kraj, w którym jednak istnieją znośne warunki życiowe. Pierwszą rzeczą, która przykuwa uwagę Europejczyka po przybyciu na miejsce, jest pewnego rodzaju beztroska, luz i po trosze chaos. Widać to po sposobie, w jaki Jordańczycy parkują swoje samochody, przechodzą przez jezdnię czy traktują przepisy drogowe.

W czasie naszej wyprawy zdarzyło się, że zabraliśmy autostopowiczki. Na chodniku stały dwie kobiety ubrane w tradycyjne muzułmańskie stroje, z dziećmi. Zatrzymaliśmy się i pokazaliśmy na palcach, że mamy trzy miejsca. Kobiet i dzieci było za dużo, ale mimo naszych znaków wsiadły do środka. Po przejechaniu około kilometra zatrzymał nas patrol policji. Była to rutynowa kontrola, ale w pierwszej chwili pomyśleliśmy, że albo jesteśmy w ukrytej kamerze, albo jest to jakaś „ustawka”. Policjant poprosił nas o paszporty i powiedział uprzejmie „Welcome to Jordan”. Gdy chciał już dawać znak do odjazdu, zauważył na tylnym siedzeniu kobiety z dziećmi i zapytał czy to rodzina. Odpowiedzieliśmy, że nie, że to autostopowiczki. Policjant zamienił z nimi kilka słów po arabsku. Dało się zauważyć, że bardzo ucieszył się, że pomogliśmy kobietom i pominął fakt nadmiaru pasażerów. Mandatu nie było, a przy okazji, dzięki tłumaczowi w osobie policjanta, dowiedzieliśmy się, gdzie kobiety chcą wysiąść i w jaki sposób nam to zakomunikują.


fot. Jarosław Gwoździowski
„Nasze Czasopismo” nr 04,05/2020