Ekonomia

Z TARCZĄ CZY NA TARCZY?

Zarządzanie kryzysowe, tak krajem jak i firmą, jest jedną z najciekawszych i najlepiej sprawdzających kompetencje przywódcze form zarządzania. Mimo przygotowywanych różnych procedur i planów ciągłości działania, kryzysy „skupiają” się głównie na obnażaniu luk i robieniu szkód nie tam, gdzie były spodziewane.

Robert Adam Okulski

Ogólnoświatowa pandemia COVID-19 spowodowała ogromne problemy natury medycznej, sparaliżowała życie społeczeństw i zatrzymała gospodarki. Przedsiębiorcy znaleźli się w krytycznym położeniu, zarówno na skutek spadku popytu na poszczególne dobra i usługi, jak i ustawowego braku możliwości prowadzenia biznesu. Sytuacja przedsiębiorców polskich, szczególnie małych i średnich, przekłada się w bezpośredni sposób na zatrudnione przez nich osoby. To ponad 2 miliony firm, dających utrzymanie swoim właścicielom i pracę dla prawie 75 proc. pracowników. Upadając, pokryją kraj zalewem bezrobocia i biedy. To zagrożenie spowodowało pierwsze, a później powszechne już wołanie do rządu o wsparcie.

Gospodarki o wiele bardziej liberalne, nie podejrzewane o skłonności do interwencjonizmu, jak Wielka Brytania, USA, czy trochę bardziej protekcjonistyczne Niemcy, zareagowały w tym samym przypadku niezwykle sprawnie. Najbardziej potrzebujący, drobni przedsiębiorcy otrzymali już na rachunki bankowe pomoc finansową, bez jakiejkolwiek biurokracji, bałaganu prawnego i niepewności czy ją dostaną.

Tymczasem w Polsce cztery miesiące po wybuchu pandemii w Chinach, mimo pojawienia się pierwszego oficjalnego przypadku zakażenia, rząd potrzebował dodatkowego miesiąca do zaproponowania tzw. „Tarczy antykryzysowej”. Ta, napisana tradycyjnie „na kolanie”, regulacja jest w pierwszej kolejności marketingowym przekazem o wysokości wsparcia. W drugiej – zagmatwaniem przepisów po to, aby jak najmniej osób je zrozumiało, a jak najwięcej bało się skorzystać. Bałagan podsycają niezgodne z zapisami ustaw objaśnienia urzędników, w tym prezes ZUS.

Ulgi podatkowe, których nie ma

Wbrew oczekiwaniom, firmy nie otrzymały prostych w realizacji ulg podatkowych, a pracownicy bezpośrednich dofinansowań postojowych. Zaproponowano rozwiązania, które moim zdaniem niekoniecznie współdziałają z obowiązującymi przepisami prawa:

• Dla części mikroprzedsiębiorców (do 9 ubezpieczonych, zgłoszonych w ZUS) kuriozalne „zwolnienie z zaległości ZUS” oznacza konstrukcję zmuszającą przedsiębiorcę do niezapłacenia składek, powstania długu wobec ZUS, a następnie jego umorzenie „w drodze łaski”. Przy takim przepisie kto uczciwie już zapłacił składki ZUS nie dostanie ani grosza wsparcia w tym zakresie. O wiele czytelniej byłoby po prostu „zlikwidować” obowiązek składkowy ZUS na te 3 miesiące. Warto dodać, że w kolejnym wariancie ustawy, rozszerzono uprawnienia do tej dziwnej ulgi dodając podobną ochronę dla średnich firm, zatrudniających 10-49 ubezpieczonych, ale tylko w zakresie 50 proc. wartości niezapłaconych składek.

• Obietnicę niekarania w przypadku złożenia po terminie deklaracji PIT zamiast „zwykłego” przesunięcia terminu o miesiąc. „Niekaranie” nie oznacza jednak braku konieczności zapłaty karnych odsetek.

• Uznaniowe i w ramach ograniczonego budżetu dofinansowanie do wynagrodzeń pracowniczych, wymagające jednak dobrej kondycji finansowej przedsiębiorstwa. Rozwiązanie polega na tym, że skorzysta z niego ten, kto będzie pierwszy, lub ten kto ma odpowiednich znajomych. Przedsiębiorca wykazujący przesłanki do upadłości, czyli taki, któremu wsparcie najbardziej jest potrzebne, wykluczony jest z możliwości dofinansowania. Co gorsza, składając uznaniowy wniosek musi dalej płacić wynagrodzenie pracownikom, nie wiedząc, czy dostanie wsparcie, czy nie. Jednym z ciekawych zabiegów marketingowych „Tarczy antykryzysowej” jest takie żonglowanie podstawami świadczeń i procentami wsparcia, aby wyglądały na gigantyczne. Tymczasem przedsiębiorca, który stracił 80 proc. obrotu może dostać wsparcie aż do 90 proc. wynagrodzeń, ale często, po licznych zastrzeżeniach i ograniczeniach będzie to około 200 zł więcej, niż dla tego ze spadkiem obrotu o 15 proc., dostającego „tylko” 40 proc., ale od innej podstawy.

• Przyznano jednorazowe postojowe przedsiębiorcom, którym obroty spadły o 15 proc. i wykonawcom umów cywilnych. Nowa ustawa rozszerzy je na kolejne dwa miesiące. Całkowitym skandalem i brakiem pojęcia o regułach ekonomii jest jednak limitowanie części wsparcia obrotem przedsiębiorcy (ok. 15,6 tys. zł). Przedsiębiorcy żyją przecież z marży. Dla sklepikarza obrót, który spadł z 20 na 16 tys. zł, po opłaceniu towaru, pozostawia maksymalnie ok. 5 tys. zł z których nie da się opłacić czynszu, pracownika, księgowości i innych kosztów tak, aby cokolwiek zostało na rachunku. Temu przedsiębiorcy dofinansowanie nie przysługuje. „Samozatrudnionemu” – po ograniczeniu przychodów do 15 tys. zł, zwolnieniu z ZUS i zapłaceniu podatku – zostaje miesięcznie ok. 12 tys. zł. Takiego przedsiębiorcę nasz rząd zdecydował się wspierać.

• Przedsiębiorcy mogą liczyć na jednorazową pożyczkę 5 tys. zł, która „łaskawie” będzie umorzona dla kontynuujących zatrudnienie, a w nowej ustawie – dla każdej firmy, która nie zamknie działalności. W krajach zachodnich tego typu „podstawowe” wsparcie to, co najmniej kilkanaście tysięcy EURO.

Wszystkie formy pomocy okraszone są oczywiście rozbudowaną biurokracją w postaci licznych wniosków i oświadczeń, wraz z obowiązkiem podawania danych, którymi i tak urzędy w znacznej mierze dysponują, lub takich, które w danej sprawie nie powinny ich interesować.

Utrudnienia, czyli codzienność przedsiębiorcy

Oprócz innych, drobnych i niewiele znaczących zapisów, poza ochroną najemców głównie w centrach handlowych, ustawa „wspierająca przedsiębiorczość” przemyciła przy okazji kilka skandalicznych rozwiązań. Znajdziemy zarówno kompletnie nie związaną z tematem pomocy dla przedsiębiorców, próbę zmiany prawa wyborczego, jak i ewidentne utrudnienia w prowadzeniu działalności gospodarczej. Dotyczy to przede wszystkim wydłużenia okresu wydawania interpretacji podatkowych czy wstrzymanie terminów przedawnienia. Owszem – wstrzymano także kontrole – co nie dotyczy w żadnym wypadku tzw. „czynności sprawdzających”. Urzędnicy grzebią, tak jak grzebali, w dokumentacji firm, śmiejąc się w głos z uchwalanych przepisów.

O jakości prawa świadczyć może fakt, że już w piątym dniu po jego przegłosowaniu złożony został nowy projekt, mający za zadanie załatać legislacyjne luki. Został uchwalony w połowie kwietnia ale jego wartość obrazuje fakt szykowania już projektu „Tarczy 3”.

Niespłacony dług opozycji parlamentarnej

Narzekając na działania obecnego rządu, warto przyjrzeć się także aktywności opozycji parlamentarnej. Przedsiębiorcy nie będąc zaskoczeni wrogim nastawieniem do nich „przewodniej siły narodu”, chcieliby przynajmniej oczekiwać wizji wsparcia ze strony opozycyjnych partii politycznych. Niestety wydaje się, że poza oczekiwaniem części opozycji, aby to przedsiębiorcy wsparli ją w wyborach, nie wydaje się ona być zainteresowana posiadaniem skierowanego w ich stronę programu. Posłowie i senatorowie opozycyjni, wprowadzali liczne, z góry wiadomo, że skazane na odrzucenie poprawki, ale z ust „liderów” nie padła choćby próba zdefiniowana własnego programu wsparcia przedsiębiorczości. Walka programowa o wyborcę nie jest pożądaną częścią gry partyjnej większości opozycji. Być może wynika to z miałkości poglądów, niechęci do zajmowania własnego stanowiska, albo ze zwykłego uprawiania polityki ograniczonej do dbania o to, aby „przede wszystkim nie podpaść” lub „nie budzić kontrowersji”. To jednak jest brak wizji, co stanowi najgorszą z możliwych cech przywódcy.

Oczekiwane wsparcie w dobie koronawirusa

Już na początku kryzysu spróbowałem zdefiniować, jakiego wsparcia potrzebują polscy przedsiębiorcy. Ta grupa społeczna, jak nikt inny rozumie słowa Margaret Thatcher: „Nie ma czegoś takiego jak publiczne pieniądze. Jeśli rząd mówi, że komuś coś da, to znaczy, że zabierze tobie, bo rząd nie ma żadnych własnych pieniędzy”. Nie jest więc w żadnym stopniu zainteresowana chaotycznym rozdawnictwem własnych, bo pobranych przedtem w licznych daninach, pieniędzy. Przedsiębiorcy powinni domagać się od rządu i opozycji parlamentarnej wprowadzania rozwiązań korzystnych dla swojej grupy zawodowej, tworzącej do tej pory 60 proc. PKB naszego kraju. Plan minimum to cztery obszary:

• Pozostawienie kapitału w firmach tak, żeby posiadały środki na przetrwanie i odbudowę. To działanie dotyczy obciążenia składkami ZUS i podatkami.

Składki ZUS w głównej mierze miały być naszym zabezpieczeniem na przyszłość. Abstrahując od realności tej obietnicy, najważniejsza dzisiaj dla firm jest teraźniejszość zagrożona brakiem płynności finansowej. Podobnie z poborem podatku dochodowego. Jaki jest cel zbierania daniny, która później ma być rozdana przez biurokratów na pokrycie socjalnych obietnic partii rządzącej, a nie jest przeznaczana dla faktycznie potrzebujących wsparcia? Dla dokapitalizowania firm wystarczające byłoby pozostawienie do ich dyspozycji podatku VAT, czyli wstrzymanie jego poboru. To rozwiązanie zostało przyjęte np. przez najbliższy w Europie idei leseferyzmu rząd Wielkiej Brytanii.

Należy bezwarunkowo zwolnić przedsiębiorców z ZUS i podatków, przyznać im choćby chwilowe prawo do dysponowania własnymi pieniędzmi. Podatki i „składkopodatki” własne (nie wliczając pracowniczych) to często znaczący odsetek dochodów drobnych przedsiębiorców. Dokapitalizowane w taki sposób przedsiębiorstwa znakomicie poradzą sobie same.

• Wyrównanie (rekompensata) ciężarów walki z epidemią, nałożonych w imię interesu publicznego. Rekompensaty należą się już wąskiej grupie przedsiębiorstw najbardziej poszkodowanych sytuacją kryzysową. To w większości firmy, które zostały zmuszone do całkowitego zaprzestania prowadzenia działalności, a decyzję o zakazie ich funkcjonowania podjęto ustawowo, dla dobra wspólnego. Zamknięto branże turystyczną i hotelarską, kulturalno-rozrywkową i eventową, gastronomiczną, współpracującą z nimi część transportu i podobne. Przyznano im rekompensaty, które będą wypłacone z zasobu wspólnego, czyli budżetu państwa. To nie jest kwestia interwencjonizmu, tylko przepisów kodeksu cywilnego i zwykłej przyzwoitości.

• Wsparcie w działaniach osłonowych, podejmowanych na rzecz pracobiorców. Są to wszelkie działania pozostające w interesie pracodawców, ale w sposób podstawowy dotyczące pracobiorców, dotyczące wsparcia przedsiębiorców w utrzymaniu zatrudnienia. W pierwszej kolejności firmę w chwili przestoju może uratować zwolnienie pracowników. Ci, nie mogąc znaleźć zatrudnienia w kurczącej się gospodarce, przechodzą na „zasiłek”, obciążając dodatkowo budżet państwa, czyli nas wszystkich. Dochodzi do tego frustracja związana z pauperyzacją wielu środowisk. Zwolnienia będą stanowiły hamulec w procesie odradzania się gospodarki po kryzysie. Proces ponownego zatrudnienia i wdrożenia do nowych obowiązków, zabierze czas niezbędny do odbudowy potencjału gospodarczego. Aby tego uniknąć, jednym z najprostszych rozwiązań w czasie kryzysu, jest wsparcie zatrudnienia. To bardziej cywilizowana, niż zasiłki dla bezrobotnych, forma wsparcia pracowników, w zamian za zobowiązanie firm do utrzymania ich na stanowiskach. Samo zwolnienie wynagrodzeń z podatku dochodowego i ZUS i pozostawienie tych kwot do dyspozycji przedsiębiorcy to oszczędność 50 proc. kosztu umowy o pracę. Dodatkowa możliwość obniżenia wynagrodzenia, np. o kolejne 40 proc., za dopłatą połowy tej kwoty z budżetu (pracownik otrzyma wówczas „kryzysowe” 80 proc. wynagrodzenia) lub zmniejszenia godzin pracy, zredukuje obciążenia przedsiębiorców do takich, które z punktu widzenia biznesowego warto będzie ponieść.

• Zdjęcie obciążeń biurokratycznych, czyli czasowe odciążenie zarządzających firmami z obowiązków administracyjnych. Pozwoliłoby to przedsiębiorcom na zyskanie odpowiedniego czasu potrzebnego na rzetelne analizy sytuacji i podjęcie optymalnych działań. Obok szybkiej i czytelnej informacji od państwa, dotyczącej możliwości uzyskania wsparcia, oszczędność czasu byłaby realną korzyścią. To odciążenie mogłoby dotyczyć m.in. aktualnie prowadzonej sprawozdawczości skarbowej czy statystycznej, w praktyce neutralnej dla gospodarki. Przesunięcie czasowe takich obciążeń biurokratycznych pozwoliłoby na bardziej efektywne zarządzanie kryzysowe przez firmy.

Proponowane przeze mnie formy wsparcia, w odróżnieniu od rządowej opcji „Tarczy antykryzysowej” w większości przypadków – poza rekompensatą dla przedsiębiorców i wyrównaniem dla pracowników – zadziałałoby automatycznie i nie wiązałoby się z generowaniem jakichkolwiek wniosków czy dokumentów.


Robert Adam Okulski. Licencjonowany doradca podatkowy (nr 1030). Prezes zarządu Okulscy Księgowość Sp. z o.o. i Grupy Księgowej skupiającej 7 spółek księgowych i audytorskich. Propagator przedsiębiorczości. Wieloletni wykładowca Uczelni ASBIRO, wykładał także na Uczelni Łazarskiego, Akademii Leona Koźmińskiego, Politechnice Warszawskiej i.in. W latach 2013-2014 Ekspert podatkowy ZPP. Współtwórca grupy „Nowoczesna Przedsiębiorczość” nawołującej do prowadzenia liberalnej polityki proprzedsiębiorczej w Polsce.


fot. archiwum własne autora
„Nasze Czasopismo” nr 04,05/2020