Społeczeństwo

MĄDRY CZŁOWIEK W POLITYCE

Życie społeczne zawsze dawało kobiecie jakiś fragment przestrzeni do zagospodarowania. Rzecz w tym, że ta przestrzeń nie zawsze była taka sama – raz ograniczała się do pokoju z kołyską i małżeńskiego łoża, raz kładła się do stóp kobiecych całymi krainami i społecznym uwielbieniem.

Dorota Ceran – Ceran.press

Już w starożytnym Egipcie kobiety dowiodły, że potrafią rządzić armiami, państwami pełnymi zarozumiałych kapłanów, bogactwem możnych i biedą poddanych. Pierwszą szerzej znaną i opisaną na kartach historii kobietą, która wzięła na siebie obowiązek zarządzania systemem miejsko-państwowym, była Kubaba. Kubaba – warto zapamiętać to imię, jako że należało do kobiety silnej, radzącej sobie już w 2500 r. przed naszą erą z zarządzaniem mezopotamskim miastem Ur.

Potem pojawiały się inne wielkie, dzielne i często groźne kobiety spełniające się jako władcy, wojownicy, czasami – najeźdźcy. Zenobia, królowa Palmyry, która pogoniła legiony rzymskie i tym samym zyskała miano „żelaznej damy starożytnego wschodu”, Katarzyna Wielka w Rosji, Elżbieta I … Jak widać, skaczemy coraz większymi susami po historycznych błoniach, ponieważ panie zjawiały się niczym kamienie milowe w męskiej, politycznej przestrzeni.

Kobiety nie angażowały się przez lata choćby z tego względu, że nie miały czynnych, ale przede wszystkim biernych praw wyborczych. Choć ich wpływ na decyzje panów był z pewnością w wielu środowiskach niebagatelny.

W krajach islamu, czy w innych krajach o tradycyjnym pojmowaniu rzeczywistości, kobiety współczesne rzadko znajdują swoje miejsce w polityce państwowej, samorządowej czy choćby w biznesie. Jednak kiedy już się pojawią, są wybitne, jak niezapomniana Hinduska Indira Ghandi, Siri Bandaranaike ze Sri Lanki czy Sühbaataryn Yanjmaa z Mongolii. Gdyby nie były niezwykłymi ludźmi, nigdy nie przebiłyby się przez mur męskich uprzedzeń. Ale czy tylko męskich? Czy oskarżając wyłącznie mężczyzn o niechęć do ustąpienia miejsca kobietom zawsze mamy rację? Obserwując postawy kobiet na przestrzeni wieków, można zaryzykować, że większość z nich wcale nie miała ochoty na zajęcie tego miejsca, broniąc tego prawa swoim córkom, synowym i siostrom.

Dzisiaj kobiety niewykształcone, nie mające oparcia w równie niewykształconym środowisku, często poddawane jego presji, a nierzadko przemocy, ani myślą o karierze. Żadnej. Ani politycznej, ani ekonomicznej, ani artystycznej. Dla nich największym osiągnięciem jest niejednokrotnie spokojnie przeżyty dzień. To nie jest jednak ich wybór.

Są takie, które życzą sobie, by dać im święty spokój, pozwolić wychowywać dzieci, zapewnić byt i bezpieczeństwo. Tego szukają u boku swoich mężczyzn, których wspierają w dążeniu na szczyty. To jest ich wybór i należy go w całej rozciągłości uszanować.

Są i te, które kosztem rodziny, dzieci, związku, budują swoją pozycję w biznesie czy na politycznych salonach. Są trochę szczęśliwe, a trochę zagubione. Żal im synka czekającego bezskutecznie w piżamce na całusa przed snem.

I są te, które pogodziły wszystkie swoje światy. Jak na przykład Ursula von der Leyen. Konserwatystka, należąca do protestanckiej wspólnoty religijnej, matka siedmiorga dzieci, kobieta spełniona w każdym calu. Swoje doświadczenie jako matka i żona przeniosła jako minister na pracę na rzecz szeroko rozumianej rodziny. Szeroko, znacznie szerzej niż widzą to niektórzy politycy i niektórzy obywatele w Polsce.

Jednak kobiety przez całe wieki były traktowane po macoszemu w przestrzeni publicznej. Do dzisiaj w wielu środowiskach nadal są. I to postrzegam nie tyle jako niesprawiedliwość (choć to oczywiste jest) ale po prostu jako zwyczajne marnotrawstwo. Jednocześnie daleka jestem od gloryfikacji pań obejmujących różne kluczowe stanowiska. Bo nie wystarczy być kobietą, by być dobrym politykiem, menedżerem, koordynatorem. Przypomnę tylko, że Beata Szydło, Beata Mazurek, Anna Zalewska, Jolanta Turczynowicz-Kiryłło, Danuta Holecka, Joanna Lichocka, Krystyna Pawłowicz, to też kobiety. Nie przesadzajmy zatem z twierdzeniem, że rola kobiet w polityce polega na łagodzeniu przekazu czy cywilizowaniu dialogu. Bo tak nie jest.

Z drugiej strony, nie powtarzajmy jak mantry, że „Polska nie jest gotowa na kobietę-prezydenta”, bo to też fałszywa teza. Zwłaszcza źle brzmi, kiedy podnoszą ją środowiska liberalne, które powinny przyjąć jako oczywistość, że w pałacu prezydenckim, w parlamencie, samorządzie, szkole, biurze, szpitalu, sklepie, potrzebni są po prostu ludzie mądrzy, uczciwi i przygotowani do swoich ról. Kobiety i mężczyźni.


fot. pixabay.com
„Nasze Czasopismo” nr 04,05/2020