Społeczeństwo

REPARACJE

Czy żądanie od Niemiec reparacji za straty z II wojny światowej naprawdę ma sens?
Joanna Burnos

 

Ta kwestia jest ostatnimi czasy jednym z głównych wątków debaty publicznej. Walka o duże pieniądze zawsze rozpala wyobraźnię i budzi kontrowersje. Emocje, które są podsycane przez obóz formułujący roszczenia, z pewnością utrudniają czysto merytoryczne spojrzenie na kwestię reparacji. Całą dyskusję należy przecież prowadzić w zgodzie z faktami historycznymi oraz zasadami prawa międzynarodowego. Trudna przeszłość Polski i apekt moralny w duskusjach tego typu zawsze jednak grają olbrzymią rolę. Większość prawników i historyków z oceną szans na uzyskanie reparacji od Niemiec nie  ma najmniejszego problemu. Natomiast w każdej profesji znajdą się osoby, które mają zdanie odmiennie, piszą ekspertyzy na polityczne zamówienie bądź powołują się na swego rodzaju klauzulę sumienia. Czy tak jednak wolno nam prowadzić politykę zagraniczną? Nikt bowiem nie powinien mieć wątpliwości, że temat reparacji jest jej częścią. Fakty wyglądają następująco: Polska na mocy porozumień poczdamskich miała prawo do 15 proc. reparacji należnych ZSRR, ale 23 sierpnia 1953 r. przyjęte zostało „Oświadczenie rządu PRL“, w którym to Polska zrzekła się reparacji od Niemiec w związku z II wojną światową, podobnie jak ZSRR zresztą. Ust. 5 wspomnianego oświadczenia brzmi: „(…) dla uregulowania problemu niemieckiego i w uznaniu, iż Niemcy w znacznym stopniu uregulowały swe zobowiązania z tytułu roszczeń odszkodowań wojennych, rząd polski zrzeka się z dniem 1 stycznia 1954 r. spłaty odszkodowań na rzecz Polski“. Naturalnie, słychać głosy kwestionujące suwerenność państwa polskiego w tamtym okresie. Podnoszony jest argument „przymusu ekonomicznego“ wywieranego przez ZSRR. Chodzi o deputat węglowy, który mieliśmy wysyłać za naszą wschodnią granicę. Należy jednak zwrócić uwagę, że PRL była uczestnikiem stosunków międzynarodowych, członkiem ONZ. Jeżeli uznalibyśmy, że nie było to państwo suwerenne, unieważnieniu uległyby wszystkie umowy, także te potwierdzające przebieg granic. Wszelkie dywagacje w tym zakresie rodzą wiele niebezpiecznych konsekwencji. Warto poza tym podkreślić, że inne państwa również zrzekły się reparacji ze swoich stref okupacyjnych, nie tylko ZSRR od NRD. Nie sposób też pominąć jeszcze jednej kwestii. Niemcy wypłaciły indywidualne odszkodowania poszczególnym grupom na zasadzie ex gratia, czyli z dobrej woli. Nie były do tego zobligowane prawnie, ale uznały to za słuszne. Aby doszło do wypłat reparacji, potrzebna jest wola obu państw. Niemcy wyraziły przekonanie, że zaspokoiły roszczenia indywidualne, a na gruncie prawnym sytuacja jest jasna – deklaracja rządu polskiego z 1953 r. Ponadto, 25 marca 1996 r. Polska złożyła deklarację o wyłączeniu spod jurysdykcji Międzynarodowgo Trybunału Sprawiedliwości w Hadze wszelkich sporów wynikających z faktów lub sytuacji sprzed 25 września 1990 r. Granie tematem reparacji może zaszkodzić naszym relacjom międzynarodowym. Wprawdzie Niemcy jakoś specjalnie nie przejęły się roszczeniami, które wysuwały wcześniej Grecja i Włochy, a nawet wykazały solidarność w kryzysie uchodźczym, ale po co polski rząd ma utrwalać swą nieprzewidywalność i narażać nasz kraj na śmieszność. Pamiętajmy, że Niemcy były największym promotorem polskiej akcesji do Unii Europejskiej, a na drodze do Wspólnoty otrzymaliśmy od nich dziesiątki miliardów euro wsparcia. Należy zatem postawić pytanie: po co odgrzewać ten temat? Otóż obecny rząd liczy się z ograniczeniem funduszy z Unii Europejskiej (m.in. w wyniku łamania zasad państwa prawa) i będzie używał „walki o reparacje“ do tłumaczenia swego blamażu na arenie międzynarodowej i zastopowania inwestycji w Polsce. Niestety, to aż tak proste.


„Nasze Czasopismo” nr 10/2017
fot. Joanna Burnos