Felieton

DEMOKRACJA TO WIĘCEJ NIŻ GŁOSOWANIE – SKOŃCZMY UDAWAĆ GREKA!

Demokracja sprowadzona do głosowania to system, w którym o sprawach, na których zna się mniejszość, decyduje większość – a zamiast wiedzy i doświadczenia zaczynają decydować emocje.

 

W powszechnym odczuciu istotą demokracji są wybory. Tak już mamy, że pojęcia i idee pochodzące jeszcze ze starożytnej Grecji rozumiemy na opak. Olimpiada to był czteroletni okres między Igrzyskami. A nam się myli z samymi Igrzyskami. Demokracja to była publiczna debata, a nam się myli z głosowaniem.

Demokracja to wzajemny szacunek, słuchanie, przekonywanie, szukanie porozumienia i zgody. W drodze debaty powstają rozwiązania lepsze i skuteczniejsze, uwzględniające szersze spektrum poglądów, aspiracji i oczekiwań. A przede wszystkim znacznie więcej realnych uwarunkowań. Debata, dyskusja, rozmowa, spór czy nawet czasem kłótnia, prowadzą do lepszego zrozumienia i ostatecznie do zgody, a przynajmniej współpracy.

Demokracja oparta na debacie to system, w którym eksperci mają szansę przekonać laików do swoich propozycji i rozwiązań i w którym projekty bądź pomysły lepiej przemyślane i omówione mają większe szanse.

Oczywiście, demokracja to system sprawowania władzy, a zatem jest kwintesencją polityki. Polityka to w dużej mierze emocje. Gdyby można było wprowadzić jednoznaczne i czytelne kryteria oceny programów politycznych czy ustalania, kto jaki urząd powinien sprawować, wyborców mogłyby zastąpić komputery. Na podstawie dostarczonego algorytmu podejmowałyby decyzje dla powszechnego dobra i korzyści. To utopia.

Ale jednak dobrze byłoby, gdyby te emocje wynikały z debaty i zgłębienia tematu, a nie wyłącznie z przepychanki i walki o władzę. Coraz trudniej jest obronić różne dziedziny życia przed niczym nieskrępowanym subiektywizmem. Dzisiaj programy nauczania układa się na podstawie woli politycznej, pojawiają się nie poparte żadnymi dowodami skuteczności„terapie”, które zdobywają salony, a nawet niektóre uczelnie medyczne. Niebawem może się okazać, że kierowców autobusów nie będzie się wyłaniać w drodze egzaminów i weryfikacji umiejętności, tylko w drodze głosowania. Partia rządząca już proponuje, by sądownictwo poddać władzy społecznej ­­– widać nie liczy się znajomość prawa i doświadczenie w rozstrzyganiu sporów, lecz właśnie emocje. Czy za chwilę w powszechnym głosowaniu będziemy wybierać kardiochirurgów do poszczególnych operacji?

Sprowadzenie demokracji do głosowania to tak, jakby medycynę sprowadzić do sprawnego posługiwania się skalpelem. Mówi się ostatnio o pewnym mordercy, który wiele lat temu zdjął sprawnie skórę ze swojej ofiary. W świecie, w którym odrzucimy debatę i wiedzę mogłoby się okazać, że to on miałby największe szanse na stanowisko ordynatora oddziału chirurgii. Z drugiej strony, gdyby go powierzyć społecznie wyłonionym sędziom, mógłby zostać skazany na ukamienowanie albo inne ciężkie tortury.

Nie!. Głosowanie nie jest istotą demokracji. To dyskusja, debata, wymiana poglądów, spory i kłótnie są tym, co zostawili nam starożytni Grecy.

To dlatego tak szkodliwe są rządy „Prawa i Sprawiedliwości” (celowo w cudzysłowie, bo to nazwa sprzeczna z tym, co ta partia głosi i robi). Skończyła się debata. Nie ma forum, gdzie swobodnie toczyłaby się dyskusja. Została zastąpiona monologami. Jest monolog partii, który powoli zyskuje formalny atrybut nieomylności oraz są inne monologi, których w zasadzie nikt nie słucha. Partia nie słucha, bo nie potrzebuje innego głosu. Inni monologujący też nie słuchają, bo sami wiedzą najlepiej. A im więcej różnych monologów, tym łatwiej wyjść na prowadzenie. Nieważne, kto słucha. Ważne, żeby żaden inny monolog nie był bardziej popularny.

Demokracja i debata to umiejętność słuchania ze zrozumieniem. Kiedy się tego nauczymy?


„Nasze Czasopismo” nr 11/2017