Polityka

LIDER(KA) – POSZUKIWANY, POSZUKIWANA

Od przynajmniej kilku miesięcy socjologowie, rozmaitej maści publicyści i eksperci głowią się nad stworzeniem profilu lidera skrojonego na miarę potrzeb współczesnego świata.
Joanna Burnos

 

Czytaliśmy już, że musi być charyzmatyczny jak Putin, elokwentny jak Obama, przystojny jak Trudeau. Gdzieniegdzie przewinęły się też i panie – podkreślano konsekwencję Thatcher czy Merkel.

Profile idealnych liderów się mnożą, nasi politycy zacierają ręce, bo w ich mniemaniu mamy w Polsce odpowiedniki powyższych, a rzeczywistość jaka jest, każdy widzi… Społeczeństwo narzeka i stawia diagnozy: „Kryzys jest, kryzys przywództwa, lidera nie ma… wszyscy jacyś tacy bez charyzmy”.
I tu pojawia się pytanie: kto jest winny takiego stanu rzeczy? Bo przecież zawsze winnego trzeba znaleźć. No jak to kto? Zdaniem większości z nas – liderzy, którzy są samozwańczy, a tak naprawdę mało który potrafi pociągnąć za sobą tłumy. Nie zadowoli nas już lider, który zna dwa języki obce i jest nastawiony proeuropejsko. Teraz potrzebujemy „mistrza świata i okolic”! A do czego? Do załatwienia wszystkiego za nas samych. Niestety, taka jest gorzka prawda. Wzrosły nasze wymagania, poszerzyła się wiedza o świecie, ale często służy zaspokajaniu naszych własnych potrzeb, niechętnie się nią dzielimy z innymi. Nie mówiąc już o działaniu, czyli praktycznym wykorzystywaniu i stosowaniu zdobytej wiedzy i umiejętności.

Aby przywódca mógł się wyłonić, ktoś musi za nim podążać. Ten enigmatyczny „ktoś”, to Ty i ja. Ciężko to zrozumieć osobom, którym na co dzień niczego nie brakuje i tym, którym brakuje bardzo wiele. Ci pierwsi są zazwyczaj zbyt rozbestwieni, aby odrzucić hedonistyczne zapędy, ci drudzy zbyt sfrustrowani, żeby wykrzesać w sobie energię do działania na rzecz wspólnego dobra.

Świat się rozleniwia, choć paradoksalnie tempo życia wzrasta, procesy globalizacyjne wymuszają szybsze podejmowanie decyzji i natychmiastowe reakcje na zachodzące zmiany. Bywamy tym przytłoczeni, dziś niejednokrotnie trzydziestolatkowie są bardziej zmęczeni od swoich dziadków. Zajęci swoim małym wycinkiem rzeczywistości, odpuszczamy. To błąd.

Jeśli nie uświadomimy sobie, że należy działać tu i teraz i, że to my jesteśmy liderami – liderami opinii, liderami zmiany, liderami rozwoju, cenę za nasze lenistwo będą płacić nasze dzieci i wnuki.

Droga do kształtowania społeczeństwa liderskiego nie jest łatwa. My po niespełna trzydziestu latach życia w wolnej Polsce wciąż mamy prawo do swego rodzaju niedojrzałości przywództwa. Wałęsa nie załatwił przecież za nas wszystkiego, raz na zawsze. Co jest kluczem? Edukacja. Edukacja wartości, edukacja odwołująca się do rozwoju inteligencji emocjonalnej, kształtowania odpowiedniej postawy obywatelskiej.

Bycie wciąż niedojrzałą demokracją powinno stanowić jeszcze większą motywację do działania. Kształtowanie społeczeństwa liderskiego należy zacząć w naszych domach, szkołach, od rozmów z dziećmi, między partnerami, z sąsiadami. I nie chodzi tu o to, aby przeciągać kogokolwiek na swoją polityczną stronę, lecz o kształtowanie otwartości na wymianę myśli oraz krzewienie poczucia mocy sprawczej wśród obywateli. Musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, od czego zacząć budowanie społeczeństwa liderskiego. Odpowiedź jest zaskakująco prosta – od brania spraw we własne ręce! Obywatele, którzy mają poczucie sensu działania, niejednokrotnie sami stają się liderami, ale też chętniej za liderem, np. liderem politycznym, podążają. Takiej postawy można uczyć już bardzo małe dzieci, efekty będą widoczne szybciej niż myślimy. Wymaga to jednak zdecydowanego odrzucenia postawy biernej czy konformistycznej.

Koniec z martyrologią, czas próby wymaga od nas działania, nie rozpamiętywania! Wierzę, że Polacy potrafią się zmobilizować. Wiem, że będzie dobrze. Zobaczycie.


„Nasze Czasopismo” nr 11/2017