Społeczeństwo

POJEDZIEMY NA ŁÓW…

Czy już wkrótce powitanie Darz bór stanie się tajemnym zawołaniem nowej grupy wykluczonych?
Anna Schwerin

 

Od pewnego czasu zalewają nas artykuły piętnujące polowania, myśliwych i ich haniebne, barbarzyńskie zachowania, m.in. smarowanie się krwią zabitego zwierzęcia, gryzienie serca jelenia, zdjęcia dzieci nad zwłokami saren i jeleni, itp. W podobnym, nieprzyjaznym dla myśliwych tonie reklamowany jest film „Pokot”, mimo że jest to uniwersalna opowieść o złych ludziach z małomiasteczkowej elity, którzy wykorzystują swoją pozycję do brutalnego dręczenia słabszych od siebie (w tym, a nie wyłącznie, zwierząt).

Kierując się współczuciem łatwo wziąć za pewnik argumenty obrońców przyrody, zgadzając się, że strzelanie do bezbronnych dzikich zwierząt (nie wspominając o podobno przypadkowych postrzeleniach psów) jest nieetyczne. Ale… czy takie samo potępienie wywołują ukryte przed naszym wzrokiem przemysłowe hodowle drobiu, ryb, bydła i trzody chlewnej? Czy karmienie ślicznych sarenek (umownie) na wybiegach przy restauracjach nie powoduje refleksji, że za chwilę odnajdziemy je jako pozycję w menu? A jak często sięgamy, zwłaszcza przed świętami, po pakowane próżniowo steki i gulasz z jelenia, pasztet z zająca, kiełbasę z dzika?

Jest to także pytanie o naszą wiedzę na temat kultury łowieckiej i jej miejsca w polskiej historii. Królowa Bona poroniła, gdy ruszył na nią w Puszczy Niepołomickiej niedźwiedź, ksiądz Robak zastrzelił szarżującego niedźwiedzia (Adam Mickiewicz „Pan Tadeusz”), a opis polowania na dzika (wraz z cytowaniem piosenki „Siedzi sobie zając pod miedzą”) w operze Stanisława Moniuszki „Straszny Dwór” zapowiada przyjazd gości i w efekcie sympatyczną komedię omyłek. A gdyby tak przypomnieć popularną baśń o Królewnie Śnieżce?

„A że była tak piękna, ulitował się strzelec i powiedział: Uciekaj więc, biedne dziecko! Dzikie zwierzęta i tak cię pożrą
– pomyślał sobie, ale jakoś lżej mu się zrobiło na sercu, bo żal mu było ją zabić”.
I tu pojawiają różne warianty tej samej historii, w zależności od źródła:
… a spotkawszy po drodze zająca, zabił go, wyjął mu serce i przyniósł królowej na dowód, że zabił Śnieżkę.
… gdy z zarośli wyskoczył młody warchlak, przebił go swym nożem, wyciął płuca i wątrobę i jako dowód zaniósł królowej.”

Baśń w obu przypadkach tak sugestywnie podkreśla szlachetną postawę myśliwego, że los zwierząt staje się nieistotny – są one tylko drobnym epizodem w rozgrywce między dobrem a złem.

Myśliwi są wśród nas i jedyną wskazówką do ich „identyfikacji” może być rasa towarzyszącego psa: posokowiec, seter, wyżeł, spaniel, jamnik, terier. Do grupy psów myśliwskich należy nawet najbardziej łagodny, przyjacielski labrador, wyhodowany specjalnie do aportowania zastrzelonego ptactwa.
Warto postawić sobie pytanie, kim są współcześni myśliwi, dlaczego decydują się na przystąpienie do egzaminów łowieckich. A co sądzić o paniach, które coraz chętniej i częściej wkraczają z bronią do lasu? O tzw. Dianach, zrzeszających się w Klubie Polskich Dian, organizujących wspólne kobiece polowania? Myśliwym zarzuca się hipokryzję (dokarmiają zwierzynę, a potem do niej strzelają), rozjeżdżanie pól, bezkarność wobec prawa, a przede wszystkim żądzę mordu bezbronnej zwierzyny.

Tylko czy nie mylimy myśliwych skupionych w Polskim Związku Łowieckim z kłusownikami działającymi bez żadnych zasad? A może znaleźliśmy sobie nową grupę do piętnowania, która – mimo pozwolenia na broń – jest bezradna wobec medialnego polowania
z nagonką? Zadziwiający jest jednak fakt, że myśliwi stanowią zamknięte środowisko i niechętnie zwierzają się ze swojej pasji osobom postronnym. Diana Piotrowicz, rzeczniczka prasowa PZŁ, postawę tę tłumaczy częstymi manipulacjami czy wypaczeniami ich wypowiedzi, stawiającymi ich w podwójnie złym świetle (wobec kolegów ze Związku i społeczeństwa). Nie zmienia to jednak faktu, że myśliwi wręcz walkowerem oddają pole przeciwnikom polowań, którzy przenoszą na nich zbiorową odpowiedzialność za błędne czy też absurdalne decyzje polityków. A przecież mają mocne argumenty odpierające zarzuty okrucieństwa i samowoli, np. w stawianiu tzw. ambon.

Jeden z myśliwych (prosi o zachowanie anonimowości) tłumaczy: zawsze trzeba prosić rolnika o zgodę. Jak jej nie udzieli, to nikt rozsądny ambony (koszt ok.1 000 zł)  nie postawi, bo następnego dnia właściciel gruntu przyjedzie traktorem i ją zniszczy. Ambony na polach stawia się głównie tam, gdzie są sadzone tak lubiane przez zwierzęta łowne kukurydza, pszenica, ziemniaki. Za zniszczone uprawy i szkody wyrządzone przez zwierzynę łowną  koło łowieckie dzierżawiące dany obwód łowiecki musi zapłacić rolnikowi odszkodowanie.

Aby uniknąć kolejnych szkód, strony się dogadują i dopiero wtedy myśliwi podejmują różne działania. Można postawić ambonę, zamontować różne odstraszacze, ogrodzić pole pastuchem elektrycznym, osobiście pilnować upraw w okresie wzrostu lub dojrzewania. Natomiast jeżeli do porozumienia nie dochodzi, to zgodnie z prawem myśliwi mają prawo odmówić wypłaty odszkodowania lub je ograniczyć. Zawsze też można dochodzić swoich praw na drodze sądowej. Taki mechanizm postępowania jest logiczny.

Negocjacje dotyczą w zasadzie każdego aspektu współistnienia mieszkańców, władz lokalnych i myśliwych na danym terenie. Koła łowieckie dzierżawią obwody  łowieckie, na których prowadzą gospodarkę łowiecką zgodnie z rocznymi planami łowieckimi  i wieloletnimi planami hodowlanymi sporządzanymi przy ścisłym współudziale przedstawicieli władz lokalnych, Lasów Państwowych i Polskiego Związku Łowieckiego. Właściciele ziemi mogą nie zgodzić się na organizację polowań na ich gruntach,  Jednakże zabraniając myśliwym wstępu muszą mieć świadomość, że nie otrzymają żadnej rekompensaty za szkody wyrządzone przez dzikie zwierzęta.

To prawda, myśliwym może zostać prawie każdy. Trzeba jednak zaliczyć roczny staż pod okiem doświadczonego myśliwego, następnie odbyć szkolenie na kandydata do PZŁ, zdać z pozytywnym wynikiem (min. 80 proc.) trzyczęściowy egzamin (pisemny, ustny, praktyczny strzelecki), wypełnić deklarację członkowską, wpłacić wpisowe, przejść szczegółowe badania lekarskie, złożyć podanie oraz inne wymagane dokumenty o wydanie pozwolenia na posiadanie myśliwskiej broni palnej.

Czy osoba, której nie zniechęci etap zdobywania wiedzy i uzyska uprawnienia, od razu może polować? Praktycznie tak, ale po ustrzeleniu pierwszego zwierzęcia, zgodnie ze zwyczajami łowieckimi, powinna wziąć udział w tzw. obrzędzie chrztu myśliwskiego (uklęknąć na lewym kolanie, a mistrz ceremonii na czole „Fryca” kreśli farbą ubitej zwierzyny znak krzyża i wypowiada słowa „Zgodnie z wielowiekową tradycją znakiem farby Cię znaczę i Darz Bór Ci życzę” lub „Zgodnie z wielowiekową tradycją pasuję Cię na rycerza św. Huberta, znakiem farby Cię znaczę. Bądź zawsze wierny kniei i dobrym obyczajom łowieckim, przestrzegaj prawa łowieckiego. Darz Bór Ci życzę”.

Po nim następuje  prawdziwy sprawdzian – samodzielne wypatroszenie upolowanego zwierzęcia. W takiej chwili okazuje się, czy intencją wstąpienia do grona myśliwych nie była wyłącznie chęć legalnego posiadania broni.

Należy tu również podkreślić, jak ważnym elementem dla myśliwych jest przestrzeganie zasad kodeksu etyki myśliwskiej w stosunku do zwierzyny, uczestników polowań, psów, przyrody, ludności zamieszkującej łowiska. Dowodem na to jest chociażby natychmiastowa, ostra i potępiająca reakcja PZŁ na opublikowany w mediach społecznościowych film przedstawiający skandaliczne zachowanie członków jednego z kół myśliwskich.

Próbując zrozumieć fenomen współczesnych myśliwych można  oczywiście zajrzeć na stronę Polskiego Związku Łowieckiego, sięgnąć po miesięczniki
o tematyce łowieckiej („Łowiec Polski”, „Brać łowiecka”), czy też na portale związane z tradycjami łowieckimi. Są to jednak strony branżowe i jako takie z definicji nie spełnią roli edukacyjnej, a tej przede wszystkim nam – społeczeństwu – brakuje.

Lukę tę stara się wypełnić Muzeum Łowiectwa i Jeździectwa w Warszawie, które prowadzi zajęcia tematyczne dla osób w różnym wieku (od 4. roku życia). Są to Opowieści myśliwskie, Środowisko a wygląd zwierząt, Śladami zwierząt, Opowieści dworu ziemiańskiego.

Anna Posłuszna z Działu Przyrodniczo-Łowieckiego podkreśla, że myślistwo to nie jest hobby ludzi zamożnych, jak golf czy regaty. Jest to sposób życia
w bliskim kontakcie z przyrodą. Polega na dbałości o naturę i o równowagę środowiska zaburzonego rozwojem cywilizacji czy zagrożonego przenikaniem do nas obcych gatunków (norka amerykańska, szopy pracze). Przyznaje jednak, że nie zawsze tak było. Dawniej polowano dla mięsa, dla trofeów, dla rozrywki, co spowodowało wytępienie wielu gatunków. Przykładem są bobry, który były na granicy wymarcia, dlatego wprowadzono moratorium na ich zabijanie i populacja się odrodziła.

Ona sama była wprowadzana w arkana łowiectwa przez ojca. Jako osoba dorosła postanowiła, zgodnie z rodzinną tradycją, odbyć staż łowiecki, zdać wymagany egzamin i dołączyć do grona polujących pań. Jednocześnie dodaje, że bardziej od patroszenia pozyskanej zwierzyny przeraża ją widok poranionych przez wiejskie psy saren. Deklaruje również, że najprawdopodobniej nie użyje wobec zwierzyny broni. Najpierw jednak wypowie ważne słowa: Przystępując do grona polskich myśliwych ślubuję uroczyście przestrzegać sumiennie praw łowieckich, postępować zgodnie z zasadami etyki łowieckiej, zachowywać tradycje polskiego łowiectwa, chronić przyrodę ojczystą, dbać o dobre imię łowiectwa i godność polskiego myśliwego.”

W odpowiedzi usłyszy: „Darz bór!”


„Nasze Czasopismo” nr 11/2017
Hubertus w ZSRCKU w Piasecznie, fot. Piotr Kandyba

– Polski Związek Łowiecki liczy 120 160 członków,
– myśliwi należą do 2559 Kół Łowieckich i dzierżawią 4711 obwodów
– odszkodowania wypłacone za szkody wyrządzone przez zwierzynę w uprawach rolnych wyniosły 67 641 526 zł
– wydatki na rzecz poprawy warunków bytowania zwierzyny w ostatnim sezonie wyniosły 9 261 039,97 zł
– dodatkowe dokarmianie zwierzyny przez myśliwych kosztowało 23 024 522,49 zł

Źródło: PZŁ, dane za 2016 r.