Prawo

NIEODPŁATNA POMOC PRAWNA W PRAKTYCE

Środa rano, godzina 7.45. Śpieszę się na dyżur prawnika w punkcie Nieodpłatnej Pomocy Prawnej. W autobusie rozmyślam o tym, kto dzisiaj przyjdzie, ile osób, czy wystarczy czasu dla wszystkich chętnych? To tylko cztery godziny – tyle otwarty jest punkt. Godzina 7.55, wchodzę do urzędu, ulga… dzisiaj brzydka pogoda, nikt jeszcze na mnie nie czeka.

Po chwili słychać już pukanie, wchodzi ponad osiemdziesięcioletnia kobieta. Mówi, że mieszka sama, zapracowane dzieci nie mają czasu zaglądać, a ona otrzymała propozycję uzyskania korzystnej ceny prądu po podpisaniu aneksu do umowy, na co oczywiście przystała. Po dwóch miesiącach okazało się, że cena wcale nie jest obniżona, wręcz przeciwnie – jest zobligowana do płacenia dwóch rachunków. Jednego na konto dotychczasowego dostawcy, a drugiego na konto firmy, z którą podpisała ,,aneks”. Najbardziej martwi ją fakt, że za rozwiązanie umowy przed terminem należy zapłacić karę umowną 1000 zł. Z emerytury nie starcza na wszystko, na pewno nie na taki ekstra wydatek.

Uspokajam ją, że na ogół udaje się takie sprawy rozwiązać korzystnie dla poszkodowanych. Z podobnym problemem przychodzi do nas ok. 40 proc. interesantów, wiemy już, co robić. Sporządzamy pisma, zawiadamiamy urzędy, bo to oczywiste wprowadzenie w błąd, umowa jest nieważna. Większość z rzekomych ,,pośredników” zgadza się na odstąpienie od umowy bez obowiązku zapłaty kary umownej, co również jest spowodowane karami nakładanymi na nich przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Jednak, aby doszło do nałożenia kary na podmioty stosujące niedozwolone praktyki, poszkodowani muszą wykazać się obywatelską postawą i oprócz pisma do „pośrednika w dostawie prądu” powinny zgłaszać sprawę do UOKiK.

Po godzinie wszystkie pisma są przygotowane, wszystkie wraz z instrukcją które, gdzie i w ilu egzemplarzach należy wysłać. Nasi klienci muszą podjąć działania we własnej sprawie, nie możemy dopełnić za nich wszystkich czynności.

Do godziny 11.45 bezustannie wchodzą kolejne osoby potrzebujące pomocy. Czuję, że myślę coraz wolniej. Każdy przypadek wymaga zapoznania się z dokumentacją, powiązania indywidualnej sprawy z aktualnymi przepisami i orzecznictwem. Muszę być uważna i skupiona, błąd może mojego klienta dużo kosztować. W dodatku wielu interesantów to gaduły (takie jak ja), które nierzadko opowiadają o sprawie poczynając niemal od chwili narodzin. Takim sposobem znam drzewa genealogiczne niektórych mieszkańców warszawskiej Woli i ich ciekawe doświadczenia. Wielu z nich to powstańcy i osoby pamiętające II wojnę światową. Nie mam już dziadków, ich opowieści sprawiają mi prawdziwą przyjemność.

Kiedy przed godziną 12 puka następny klient, myślę że zostało tylko siedem minut dyżuru i nie zdążymy zbadać sprawy. Jednak do gabinetu wchodzi znajoma emerytka, która przed 2015 r. odziedziczyła długi skarbowe, nie wiedząc o tym. Powiedziałam jej na ostatniej wizycie, że sprawa raczej jest beznadziejna, ale skoro ma prawo do złożenia odwołania, to koniecznie musimy z niego skorzystać.

Prawnicy z punktów nieodpłatnej pomocy prawnej nie reprezentują klientów przed urzędami czy sądami, więc w tym przypadku nie mogliśmy zbadać dokumentacji znajdującej się w urzędzie skarbowym, nie było też na to czasu. Jedyne, czego mogliśmy się trzymać, to przedawnienie, mimo że urząd skarbowy dokonywał czynności go przerywających.

Uśmiech na twarzy klientki podpowiadał mi, że wydarzyło się coś przyjemnego. Faktycznie, odebrała odpowiedź od Dyrektora Izby Skarbowej, który dopatrzył się wielu nieprawidłowości i nakazał ponowne rozpatrzenie sprawy z uwzględnieniem jego wytycznych, czyli jest nadzieja, że nie obciążą jej 15 000 zł za zobowiązania podatkowe zmarłego kuzyna. Zawsze warto walczyć o swoje, nawet jeśli wydaje się, że nie ma nadziei.

Ewa Kacprzak-Szymańska


„Nasze Czasopismo” nr 11/2017