Kultura

ZAPOMNIANY BRAT JEZUSA

Polscy autorzy – badacze Nowego Testamentu i tropiciele herezji – wysunęli hipotezę, która może zachwiać podstawami chrześcijaństwa. Po latach zgłębiania pism, podań i legend doszli do wniosku, że Maryja powiła w Betlejem… bliźnięta.
Justyna Jeszkie

 

Jerzy Andrzej Masłowski (poeta, prozaik, dziennikarz) i Wojciech Michał Cegielski (psycholog) tę niezwykłą koncepcję opublikowali w niedawno wydanej powieści pt. „Lucyfera”. Książka jest co prawda psychologicznym thrillerem rozgrywającym się we współczesnej Prowansji, jednak przedstawione w niej fakty składają się na alternatywną wersję życia Jezusa Chrystusa.

I choć powieść reklamowana jest jako polska odpowiedź na „Kod Leonarda da Vinci”, to wydaje się, że „Lucyfera” jest bardziej pomysłowa, odważna i nieporównanie silniej przesycona metafizyką niż bestseller Dana Browna. O ile bowiem autor „Kodu…” w lwiej części posiłkował się hipotezami wcześniej znanymi i publikowanymi, m.in. w książce „Święty Graal, święta krew”, o tyle Masłowski i Cegielski, opierając się na historycznych źródłach, stworzyli własne, nigdzie wcześniej niepublikowane hipotezy, podważające prawdy zawarte w Nowym Testamencie i Pismach Apostolskich.

Dwa oblicza Jezusa

Autorzy książki, ustami bohaterów, zadają pytanie, na które chrześcijanie do dziś nie potrafią jednoznacznie odpowiedzieć: jak to możliwe, że Jezus został w ewangeliach tak różnie przedstawiony. Z jednej strony, jak chce Kościół, jest on łagodnym, natchnionym mistykiem miłującym bliźniego i każącym nadstawiać drugi policzek, z drugiej zaś strony mówi: „Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął” (Ewangelia wg św. Łukasza 12,49.). Niepokój budzą także inne jego słowa: „Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem, córkę z matką, synową z teściową i będą nieprzyjaciółmi człowieka jego domownicy” (Ewangelia wg św. Mateusza 10. 35-36). Jednak najbardziej szokuje zdanie, które wypowiada do apostołów: „Tych zaś przeciwników moich, którzy nie chcieli, żebym panował nad nimi, przyprowadźcie tu i pościnajcie w moich oczach” (Ewangelia wg św. Łukasza 19,11-28).

Te dwie sprzeczne osobowości Jezusa można, zdaniem autorów „Lucyfery”, wytłumaczyć tylko w jeden sposób: Maryja urodziła bliźnięta. Jezus, mający łagodny charakter, został kaznodzieją, jego brat-bliźniak – rewolucjonistą, który później stał się przywódcą zelotów – nacjonalistycznego ugrupowania planującego wyzwolić Żydów spod rzymskiej okupacji.

Jeśli to prawda, to jak nazywał się brat Jezusa i czy jest o nim jakakolwiek wzmianka? Otóż – zdaniem pisarzy – nazywano go Barabasz. Dzisiejsi uczeni nie są pewni pochodzenia tego imienia i niektórzy twierdzą, że prawdopodobnie był to młodszy brat Jezusa, zaś inni, bardziej rozmiłowani w herezjach, dowodzą, iż był to jego syn.

Zagadkowe płótno

Czy są jakieś dowody potwierdzające tę hipotezę? Św. Jan Chrzciciel, niedługo przed śmiercią, mówi: „Czy Ty jesteś tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać?” (Ewangelia wg św. Mateusza, 11,3). Naturalnie, zdanie to mogli zniekształcić kolejni kopiści, ale jego sens pozostał: Jan Chrzciciel nie był pewien, czy Jezus jest Mesjaszem. Czy zatem powiedział to, bo nie mógł rozpoznać bliźniaków?

Ale są też inne, bardziej współczesne dowody. Autorzy „Lucyfery” dowodzą, że prawdę o bliźniakach znali wtajemniczeni, jednak w obawie przed oskarżeniem o herezję nie ujawniali swej wiedzy, a jeśli już to robili – posługiwali się alegoriami. Jednym z wtajemniczonych był, a jakże, Leonardo da Vinci, który wśród swych licznych dzieł namalował tajemniczy obraz pt. „Madonna wśród skał”. Według historyków, przedstawia on apokryficzną legendę o spotkaniu małego Jezusa i równie małoletniego Jana Chrzciciela. Miało do niego dojść w grocie, w której schroniła się uciekająca do Egiptu Święta Rodzina. Leonardo namalował obraz na zamówienie zakonników z Bractwa Niepokalanego Poczęcia do kościoła San Francesco. Gdy jednak ojcowie zobaczyli ukończoną pracę, natychmiast ją odrzucili i stwierdzili, że nie wolno jej pokazywać wiernym.

Cóż tak zaniepokoiło zakonników? Otóż chłopcy, z których jeden błogosławi drugiego, zostali przedstawieni niemalże identycznie – trudno wskazać, który z nich jest Jezusem, a który Janem. Według heretyckiej hipotezy, Leonardowi chodziło o zaznaczenie, że prawdziwym Mesjaszem był Jan Chrzciciel i to on udziela błogosławieństwa Jezusowi. Jednak, zdaniem autorów „Lucyfery”, Leonardo przedstawił na obrazie nie Jana Chrzciciela, ale bliźniaka Jezusa – Barabasza. Dlatego zakonnicy polecili malarzowi wykonać drugą wersję. Choć z tej drugiej wciąż nie wynika jednoznacznie, kto komu udziela błogosławieństwa, to jednak obraz zaakceptowano. Zdaniem polskich autorów, druga wersja została dopuszczona, bo obaj chłopcy zasadniczo różnią się wyglądem (pierwsza znajduje się w Luwrze, druga – w londyńskiej National Gallery).

Wiersz pełen niejasności

Są też inne dowody na istnienie bliźniaków. W Langwedocji, w miasteczku Rennes le Chateau, znajduje się kościół z tajemniczym ołtarzem – z jednej jego strony stoi posążek Maryi
z Dzieciątkiem, z drugiej – Józefa, także trzymającego Dzieciątko. Według oficjalnej wersji, ma to symbolizować, że Maryja i Józef z takim samym zaangażowaniem zajmowali się Jezusem. Jednak, zdaniem autorów, proboszcz Berenger Sauniere w taki alegoryczny sposób chciał pokazać prawdę o bliźniakach.

Z kolei w stolicy Prowansji Aix-en-Provence, w kościele św. Jana, znajduje się obraz nieznanego autorstwa, który przedstawia Maryję trzymającą na kolanach Jezusa i jednocześnie depczącą stopą główkę dziecka bliźniaczo do Jezusa podobnego (czyżby autorowi chodziło o to, iż Maryi zwiastowano, że jeden z bliźniaków będzie zły i przepełniony agresją?).

Na obrazie znajdującym się w kościele św. Trofima w Arles archanioł Gabriel zwiastujący Maryi, że pocznie Mesjasza, wyciąga w jej kierunku dwa palce, jakby chciał powiedzieć, że urodzi bliźnięta. Prawdę o bliźniakach mógł znać też Charles Peguy (1873-1914) – francuski poeta i dramaturg, który niedługo przed śmiercią napisał zagadkowy wiersz:

Ramiona Jezusa to krzyż Lotaryngii
I krew w tętnicy, i krew w żyle
I źródło łaski, i czysta fontanna
Ramiona Szatana to krzyż Lotaryngii,
Ta sama tętnica, i żyła ta sama,
I krew ta sama, i mętna fontanna*

Wspomniany w wierszu słynny krzyż lotaryński (w Polsce zwany jagiellońskim) ma dwie poprzeczne belki, jakby jego pomysłodawca chciał powiedzieć, że każda z belek przeznaczona jest dla jednego z braci. Miał go w herbie Rene Andegaweński – książę Lotaryngii, w której – według legend – zamieszkali potomkowie Marii Magdaleny i jej męża – Jezusa (a może Barabasza?).

(Nie)zrozumiały gest Judasza

Czy więc Mesjaszy było dwóch? Nie! Mesjasz był jeden. Ale który z bliźniaków nim był? Którego pojmano i stracono? Według autorów „Lucyfery”, Rzymianie wiedzieli o istnieniu bliźniaków i zamierzali aresztować Barabasza, gdyż to właśnie on nawoływał do powstania przeciwko Imperium. Bliźniacy zostali otoczeni przez żołnierzy na Górze Oliwnej i… nieoczekiwanie Rzymianie zostali postawieni przed trudnym wyborem, nie wiedzieli bowiem, którego z braci zakuć w kajdany. Pomógł im Judasz, składając słynny pocałunek na policzku Jezusa (do dziś chrześcijanie nie rozumieją, w jakim właściwie celu „zdrajca” to uczynił, skoro Jezus był powszechnie znaną osobistością, jednak w kontekście bliźniaków ów niezrozumiały gest staje się jasny). Jednak Rzymianie nie wiedząc, którego z braci aresztować, pojmali obu.

W tym miejscu zaczyna się największy dramat nie tylko bliźniaków, ale wszystkich chrześcijan, bo zagadką pozostaje, który z braci został ukrzyżowany. Na pewno wypuszczono jednego z nich: lud na wieść o aresztowaniu domagał się: „Strać Tego, a uwolnij nam Barabasza” (Ewangelia wg św. Łukasza 23, 18). Ale którego z nich uwolniono? To, że jeden ocalał, jest pewne i sugestię tę znaleźć można w różnych źródłach.

Jeśli ukrzyżowano Jezusa, chrześcijanie mogą spać spokojnie. Jeśli zaś ukrzyżowano Barabasza – odkupienie nie odbyło się,
a tym samym religia chrześcijańska chwieje się w posadach.

Mesjasz… była kobietą

Jednak dotychczasowe pytania blakną, bowiem, śledząc losy bohaterów „Lucyfery” dowiadujemy się, że nie ma większego znaczenia, który z braci umarł na krzyżu, bo żaden z nich nie był Mesjaszem! Mesjaszem zaś była… Maria Magdalena.

Magdalena – kobieta bogata, niezależna i wpływowa, zwana Apostołką Apostołów i Dobrym Pasterzem – troszczyła się o utrzymanie Jezusa i jego grupy. Pisma gnostyckie wspominają, że misja Jezusa zaczęła się w Betanii – majątku należącym do Marii Magdaleny.

W XVIII w. zakonnik z Sainte-Croix Polycarpe de la Riviere, wybitny uczony tamtych czasów, napisał rozprawę o Marii Magdalenie, która natychmiast trafiła na indeks ksiąg zakazanych. Warto przy tym zaznaczyć, że w ewangeliach gnostyckich twierdzi się, iż nauki Jezusa pochodzą od Magdaleny
i od Jakuba. Czy więc Magdalena mogła być Mesjaszem i wypełniając misję zleconą jej przez Boga robiła to rękami Jezusa? Dlaczego nie? Kto w tamtych czasach słuchałby nauk głoszonych przez niewiastę?

Nie sposób wymienić wszystkich zamieszczonych w książce pytań, domysłów i hipotez. Ale te, o których wyżej mowa, mogą zachęcić wielu badaczy, by próbować na nowo odczytać starodawne pisma.


„Nasze Czasopismo” nr 11/2017
*Tłumaczenie wiersza Jerzy A. Masłowski