Kultura

NIE TYLKO CHOPIN I MONIUSZKO

Jubileusz odzyskania niepodległości stwarza szansę na pokazanie światu niemal całkowicie zapomnianych, choć znakomitych polskich kompozytorów.

Anna Schwerin

 

Z ciekawością i nadzieją czekam na wydarzenia kulturalne w nadchodzącym roku, których część będzie oczywiście związana z obchodami 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości. Interesujące zapowiedzi, i to ze strony Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, pojawiły się już jesienią.

Otóż w wyniku ministerialnej decyzji powstała nowa instytucja – Polska Opera Królewska, powołana trochę jako koło ratunkowe dla brutalnie zwalnianych artystów Warszawskiej Opery Kameralnej, ale także z zamiarem przywrócenia historycznych zasług Polski w popularyzacji dzieł operowych. Brzmi pretensjonalnie? Pozornie tak, ale z ręką na sercu – ile osób zna historię opery w Polsce? A ta sięga znacznie głębiej niż powszechnie znane XIX-wieczne „dzieła narodowe” Stanisława Moniuszki HalkaStraszny Dwór, czy zdobywający sceny operowe Król Roger Karola
Szymanowskiego?

Okazuje się, że Warszawa była pierwszą stolicą europejską po północnej stronie Alp, w której działała stała scena operowa (1637-1648) czyli utrzymująca na etatach (wg współczesnych kryteriów) zespół śpiewaków, muzyków, pracowników technicznych. Jej fundatorem był król Władysław IV Waza, który jako młodzieniec podróżował po Europie (incognito!) w celu zdobycia wiedzy i nabrania ogłady. Wizytę królewicza we Florencji dwór Medyceuszy uczcił operą Uwolnienie Ruggiera z wyspy Alcyny kompozytorki (!) Franceski Caccini. Decyzja Władysława Wazy była natychmiastowa – zamówił dwa podobne dzieła (religijne i świeckie), aby również w Warszawie móc się cieszyć nową, kosztowną rozrywką.

Wielkim orędownikiem przywracania pamięci o życiu muzycznym na dworze Wazów był Stefan Sutkowski (1932- 2017), który na scenie WOK wskrzesił po wiekach wspomnianą operę Franceski Caccini, a także ją nagrał.

Polecam państwu zapoznanie się z dziełem, bo oglądając czy słuchając Uwolnienia Ruggiera z wyspy Alcyny można przekonać się (nawet symbolicznie), czego słuchano w XVII-wiecznej Warszawie i zrozumieć, że muzyka polska to nie tylko Chopin i Moniuszko. Zespołowi Polskiej Opery Królewskiej życzę sukcesów w przywracaniu nieznanych dzieł polskich kompozytorów oraz tego, aby nie zabrakło funduszy na bieżącą działalność, bo o poziom artystyczny jestem spokojna.

Kolejną ideą, która znalazła wsparcie finansowe MKiDN przy okazji obchodów 100-lecia odzyskania niepodległości, jest uruchomienie wieloletniego projektu Dziedzictwo Muzyki Polskiej (www.dziedzictwomuzykipolskiej.pl). Jeżeli tylko nie zabraknie woli politycznej i pieniędzy, to uda się zlikwidować część muzycznych białych plam, zwłaszcza że swoje siły połączyły dwie znakomite instytucje: Polskie Wydawnictwo Muzyczne (nuty, biografie) oraz Narodowy Instytut Fryderyka Chopina (koncerty i nagrania).

Zwieńczeniem prac ma być Portal Muzyki Polskiej, obejmujący spectrum dotychczasowej i aktualizowanej wiedzy
o naszej kulturze muzycznej na przestrzeni wieków. Na pierwszy ogień pójdą muzycy epoki zaborów (1795-1918). Jest to naturalny wybór, ponieważ już od lat NIFC upowszechnia dzieła polskich kompozytorów tej epoki festiwalem Chopin i jego Europa oraz serią płyt Muzyka czasów Chopina.

Wśród wykonawców zachwyconych utworami Juliusza Zarębskiego, Franciszka Lessla, Ignacego Feliksa Dobrzyńskiego, Józefa Nowakowskiego
i Józefa Krogulskiego są takie gwiazdy jak Martha Argerich, Nelson Goerner czy Howard Shelley, którzy po zapoznaniu się z nieznanymi utworami włączyli je do repertuaru.

Czyż można wyobrazić sobie lepszy sposób promocji? Może wreszcie poznamy oraz docenimy nasze muzyczne dziedzictwo i z dumą będziemy powtarzać za Józefem Władysławem Reissem, który ponad 70 lat temu, w mroku okupacji, pisał szkic Najpiękniejsza ze wszystkich jest muzyka polska.


„Nasze Czasopismo” nr 01/2018
fot. pixaby.com