Społeczeństwo

EFEKT KRÓLIKA

Anja Rubik zakończyła właśnie kampanię edukacyjną #sexed, .Nowoczesna jest w trakcie konsultacji ustawy „o prokreacji”, w Sejmie znajduje się projekt „Ratujmy Kobiety” z inicjatywy Barbary Nowackiej. Wszystkie posiadają wspólny element: edukację seksualną.

Aleksandra Śniegocka-Goździk

 

Nieobowiązkowa edukacja seksualna w Polsce została wprowadzona w 1993 r. ustawą „O planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży”. Na jej podstawie MEN opracowało program przedmiotu Wychowanie do życia w rodzinie, który od lat skupia się na tym, jak powiedzieć „nie”. A tymczasem Ministerstwo Zdrowia wydaje 2,7 mln złotych na kampanię – rozmnażajmy się jak króliki.

Jaki jest efekt polskiej edukacji seksualnej?

W 2015 r. 1027 dziewczynek 13-16 letnich zostało matkami. 50 proc. nastolatków uprawiających seks robi to bez zabezpieczenia. Izabela Jąderek w programie TVN „Czarno na białym” mówiła, że nastolatki coraz częściej decydują się na uprawianie seksu oralnego lub analnego, bo wydaje im się, że jest bezpieczniejszy, pozwala zachować dziewictwo, chroni przed niechcianą ciążą, a niektórzy twierdzą, że to nie jest seks.

Z tego samego programu można się było dowiedzieć, że pacjentami Kliniki Dermatologii i Wenerologii UM w Łodzi w ostatnich latach coraz częściej są nastolatki z chorobami przenoszonymi drogą płciową. Niektóre przyznały, że w ciągu roku miały kilka, a nawet kilkanaście kontaktów seksualnych.

Niezależność od rodziców, więcej spędzonego czasu ze znajomymi, kultura konkubinatu – to wszystko jest faktem. A rola lekarzy, psychologów, oraz specjalistów z zakresu edukacji seksualnej jest często doceniana w razie chorób, molestowania czy gwałtu.

Kto uczy nasze dzieci?

Grupa edukatorów Ponton sporządziła raport, z którego wynika, że za przedmiot najczęściej odpowiedzialni są katecheci, nauczyciele WF-u, języka polskiego, na końcu biologii. 79,2 proc. nastolatków biorących udział w badaniu przyznało, że podczas zajęć nie mogli zadawać pytań. Problem przemocy w szkołach jest pomijany.

W innym badaniu, tym razem CBOS, 88 proc. ankietowanych uznało, że za edukację seksualną powinni odpowiadać rodzice. Jednocześnie 72 proc. z nich przyznało, że nie ma na to czasu. 64 proc. Polaków chciałoby, żeby ich dzieci, gdy dorosną, postępowały moralnie, o religijności mówiło 34 proc. ankietowanych. Cechy, jakie chcielibyśmy, by posiadały dzieci to: nieuleganie innym, umiejętność walki o własne interesy, inicjatywa i przedsiębiorczość oraz ambicja i dążenie do osiągnięcia przede wszystkim własnego szczęścia. Jedynie 38 proc. ankietowanych uważa za pożądaną umiejętność podejmowania ryzyka.

Jaka powinna być edukacja seksualna?

Inwestujemy w dzieci, w ich przyszłość, dodatkowe zajęcia, omijając temat, który może nasze starania zniweczyć lub przekreślić. Zostawiamy je bez przygotowania, narażając na choroby, agresorów, na konsekwencje niechcianej ciąży. Edukacja seksualna powinna być odpowiedzią na fałszywe informacje, które dzieci mogą znaleźć w Internecie i filmach (także pornograficznych).

Rozwiązaniem powinna być prewencyjna rola edukacji seksualnej, wyraźna informacja, że edukacja nie jest po to, by uczyć seksu, tylko żeby uczyć o jego konsekwencjach, odpowiedzialności, prawach i obowiązkach. Przez edukację powinniśmy rozumieć psychiczne i przyczynowo skutkowe wychowanie, rozmowy o przyjaźni, związkach, poczuciu bezpieczeństwa, pewności siebie i swoich praw. Powinna stać się obowiązkowa i interdyscyplinarna, ujęta w programie biologii, WOS-u oraz etyki/religii, przy czym niezbędna byłaby aktualizacja podstawy programowej, opracowanie nowych podręczników oraz przygotowanie specjalistów z tej dziedziny.

Powinniśmy zapewnić dzieciom możliwość świadomego wyboru drogi, którą chcą iść, z kim i na jakich zasadach, a przede wszystkim – żeby na tej drodze były bezpieczne i szczęśliwe.


„Nasze Czasopismo” nr 01/2018
fot. pixaby.com