Prawo

MOŻEMY ODCZAROWAĆ REPRYWATYZACJĘ

Reprywatyzacja w Warszawie jest jednym z najbardziej palących problemów. Będzie osią kampanii wyborczej do samorządu w roku 2018.

Andrzej Zaleski

 

Na mocy dekretu z 26 października 1945 r. o własności i użytkowaniu gruntów na obszarze m.st. Warszawy, wszelkie grunty i budynki na obszarze Warszawy przeszły, z dniem wejścia w życie dekretu, na własność gminy m.st. Warszawy, z możliwością uzyskania przez właścicieli lub ich następców prawnych prawa wieczystej dzierżawy lub odszkodowania.

Dwa dekrety

Tak z grubsza stanowił dekret. W praktyce było różnie. Generalnie można określić, że zapisane w dekrecie prawa właścicieli do wieczystej dzierżawy lub odszkodowania nie były respektowane. Sytuację właścicieli pogorszył dekret z 21 grudnia 1945 r. o publicznej gospodarce lokalami i kontroli najmu. Wprowadzał przymusowe zawieranie umów najmu na podstawie przydziału z tak zwanego kwaterunku.

Przydział był decyzją administracyjną, na podstawie której osoba w niej wymieniona, z mocy prawa, zawierała umowę najmu z właścicielem lokalu wskazanego w przydziale. Wszystkie istotne elementy umowy, takie jak wysokość czynszu czy możliwość jej rozwiązania, były regulowane przez prawo. Przydział był podstawową formą uzyskania mieszkania. Dotyczył prawie wszystkich mieszkańców Warszawy starających się w tamtych latach o mieszkanie.

Z czasem ochrona lokatorów mieszkających na podstawie umów najmu zawartych w wyniku przydziału stopniowo malała, aż w końcu została całkowicie zniesiona. Relacje między właścicielem lub jego spadkobiercą czy następcą prawnym a lokatorem zaczęła regulować niewidzialna ręka rynku. Powstała możliwość w określonych sytuacjach, wyrzucenia lokatora na bruk.

Gdy właścicielem budynku był podmiot publiczny, najemcy byli jakoś chronieni. Inaczej sytuacja wygląda z właścicielami prywatnymi – nie tylko z tymi, którzy odzyskali nieruchomość w wyniku reprywatyzacji, ale także z tymi, którym budynków nie zabrano. Dochodziło i dochodzi do drastycznych podwyżek czynszu i wyrzucania dotychczasowych lokatorów.

Rozumienie prawa

Na sytuację lokatorów nałożyło się ideologiczne podejście do prawa, związane ze zmianą ustroju oraz brak zrozumienia, co to jest prawo, u części osób prawo stosujących.

W rezultacie, bez jakiejkolwiek refleksji i zastanowienia, dokonywano reprywatyzacji, oddając w prywatne ręce grunty i budynki, gdy tylko wydawało się, że sprawa z czysto formalnego względu nadawała się do rozstrzygnięcia. Ani urzędy, ani sądy nie uwzględniały zapisu, że Polska jest demokratycznym państwem prawnym urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej ani tego, że nie można czynić ze swojego prawa użytku, który byłby sprzeczny ze społeczno-gospodarczym przeznaczeniem tego prawa lub z zasadami współżycia społecznego.

Nie wzięto pod uwagę, że prawo to coś więcej, aniżeli formalne przepisy. Są to nie tylko normy zawarte w obowiązujących przepisach, ale także normy wynikające z naszego łacińskiego dziedzictwa oraz, w pewnych sytuacjach, normy moralne, które wprowadzamy jako normy prawne poprzez istniejące furtki – klauzule generalne określone w art. 2 Konstytucji RP i art. 5 kodeksu cywilnego.

Stosowanie prawa oznacza umiejętność odkodowania norm zawartych w tych trzech systemach. Tej umiejętność zabrakło osobom stosującym prawo w sprawach reprywatyzacyjnych.

O tej zasadzie powinni pamiętać wszyscy ci, którzy w przyszłości będą podejmować decyzje w sprawach reprywatyzacji. Wówczas jest nadzieja, że nie powtórzy się obecna sytuacja, w rezultacie której, w sposób drakoński, zostali skrzywdzeni lokatorzy, a spadkobiercy właścicieli lub ich następcy prawni w oczach opinii publicznej postrzegani są jako przestępcy bogacący się na krzywdzie ludzkiej.


„Nasze Czasopismo” nr 01/2018
fot. pixaby.com