Felieton

JEDNOŚĆ PONAD WSZYSTKO – A CO Z RÓŻNORODNOŚCIĄ?

Salon Niezależnych ustami Jacka Kleyffa śpiewał w 1976 roku piosenkę pod tytułem „Sejm”. Dzisiaj jest ona ponownie aktualna. Ale nie tylko w kontekście coraz bardziej nas otaczającej rzeczywistości (żeby posłużyć się słowami Wojciecha Młynarskiego). Do mnie dzisiaj szczególnie przemawia poniższy fragment:

Przedstawiciel paranoi
wstał, nikogo się nie boi.
Będzie chyba całkiem szczery
gdyż przy sobie ma papiery.

A na głowie ma czapeczkę,
w lewej ręce trzyma teczkę,
a na włosach ma wstążeczkę,
a na ustach ma piosneczkę.

O jedności w społeczeństwie
żeby jedność była wszędzie
bo w jedności tylko siła,
żeby tylko jedna była.

Jedna świnia, jedna krowa,
jedna dupa, jedna głowa,
Teraz będzie głosowane
siadł i puścił z pyska pianę.

Jedność… Tak wielu dzisiaj o nią apeluje. Nie będzie żadnej jedności. Bo najpierw musiałoby być jedno rozumienie jedności.
A o to chyba jeszcze trudniej dzisiaj niż o współpracę.

Żebyśmy już wspólnie odrzucili rodzącą się dyktaturę.
Żeby wszyscy się zgodzili na moje postulaty.
Żeby wszyscy zagłosowali na mnie.
Żeby wszyscy, którzy popełnili błędy, natychmiast publicznie się do nich przyznali i zniknęli.
Żeby wszyscy stanęli w jednym szeregu i pozbyli się ambicji.
Żeby…

Można tak długo. Na pewno znaleźlibyśmy wiele pomysłów na jedność, które nie spodobałyby się nam jeszcze bardziej niż te wymienione wyżej. Jak poznać, że rozważana definicja jest ułomna? Wystarczy wyobrazić sobie, że wygłosił ją nasz konkurent. Jeżeli przetrwa tę próbę, może być akceptowalna. Dalej warto jeszcze sprawdzić, czy mówi ona o przyszłości, czy odnosi się jedynie do tu i teraz, a zakorzeniona jest w przeszłości. Możemy znaleźć dobrą definicję jedności. Tylko… ilu z nas ją zaakceptuje? Czy nie będzie tak jak z prawdą albo z tylną częścią ciała – że każdy ma swoją?

Jest tylko jedna racja i my ją mamy. Moja jest tylko racja i to święta racja. Moja racja jest najmojsza. To oczywiście cytaty z „Dnia Świra” – kultowego filmu Marka Koterskiego. Ale czy tylko? Czy nie słyszymy ich w dzisiejszych codziennych nawoływaniach o jedność i współpracę?

Modelową jedność mamy w Korei Północnej. Nieźle z wprowadzaniem jedności radzą sobie Łukaszenka, Putin, Orban. Szybko uczy się Erdogan. To również umiejętność budowania poczucia jedności pomogła Partii (nie używam nazwy, bo dzisiaj – podobnie jak ponad 40 lat temu – praktycznie żyjemy w systemie monopartyjnym) przejąć niczym nieskrępowaną władzę w Polsce. Nie przemawiają do mnie wołania o jedność. Chyba że mówimy
o jedności celów. I że te cele mamy dobrze zdefiniowane. I że szanujemy różne drogi realizowania tych celów. Od kilkudziesięciu miesięcy podkreślam jednak znaczenie różnorodności. Nie da się zbudować nowoczesnego, liberalnego społeczeństwa i państwa bez uszanowania różnorodności.

Nie ma kategorii ludzi. Nie obowiązują typy ani stereotypy. Nie ma lepszych i gorszych sortów. Każdy człowiek jest inny i każdy zasługuje na szacunek. Ze swoimi problemami, dziwactwami i błędami. Z narracji ostatnich kwartałów można by wnosić, że każdy, kto jest niskiego wzrostu, kto nie ma rodziny i dzieci, konta w banku czy prawa jazdy, zasługuje na pogardę. Ale przecież to się mówi tylko po to, żeby wykazać swoją rzekomą wyższość. Żeby zbudować iluzoryczną jedność poprzez wskazanie wspólnego wroga.

Nie tędy droga! Każdy ma prawo do swojej drogi życiowej i do własnych wyborów. Prawdziwą jedność osiągniemy dopiero wtedy, kiedy wzajemnie uszanujemy swoją odrębność. Kiedy nikt nie powie „Pójdę z każdym, oprócz…” Kiedy każdy będzie mógł rozmawiać z każdym. Kiedy nie będziemy szukać tego, co dzieli, ale tego, co łączy. Jedność w różnorodności.

To jest utopia. Ale warto mieć dobry cel, nawet jeżeli jest on bardzo odległy.

Mateusz Kijowski


„Nasze Czasopismo” nr 01/2018