Społeczeństwo

JAK SUWEREN ZOSTAŁ PRZESTĘPCĄ – KRONIKA WYPADKÓW

W 2015 r. w wyborach parlamentarnych komitet wyborczy PiS otrzymuje poparcie 37,58 proc. głosów. Daje mu to 235 mandatów poselskich i 61 miejsc w Senacie. Mają większość. Rozpoczyna się powolny rozkład ustroju państwa i ograniczanie swobód obywatelskich.

Magdalena Klim

 

Grudzień 2016 roku

Pierwsze protesty i sprzeciwy wobec zmian wprowadzanych przez stronę rządową. Pamiętam tamten grudzień, Trybunał Konstytucyjny, Andrzeja Celińskiego, który prowadził pod rękę swoją staruteńką już mamę, Szamana, częstującego delicjami. I pamiętam starszego pana. Był pięknie elegancki i majestatyczny, pod płaszczem miał bonżurkę. Stał obok mnie z żoną, a ja mu powiedziałam, że mnie zachwyca, wygląda trochę jak mój pradziadek z portretu. Nigdy w życiu nie zaczepiłabym faceta w ten sposób na ulicy. Ale tam, wtedy, wszyscy mieli piękne twarze. Miałam wrażenie, że na ulicę wyszli inni ludzie. To była dobroć, życzliwość, radość, optymizm. To tworzy demokrację.

Potem były kolejne marsze, pikiety, protesty, manifestacje. Zawsze zaplanowane, ze scenariuszem, strażą, sceną. Tysiące ludzi na ulicach, których rząd nie słuchał; protesty, z których przedstawiciele władzy kpili.

Niezadowolenie jest coraz większe. Buta władzy też. Czterem osobom – działaczom Obywateli RP – prokuratura przedstawiła zarzuty dotyczące naruszenia miru domowego za wejście na teren Sejmu bez wymaganych przepustek. 16 grudnia z mównicy sejmowej padają słowa posła Michała Szczerby „Kochany Panie Marszałku, muzyka łagodzi obyczaje…” Dalszego ciągu już nie usłyszeliśmy, poseł został wykluczony z obrad, a posiedzenie przerwane.

Obrady wznowiono w Sali Kolumnowej, do której nie zostali wpuszczeni przedstawiciele mediów, posłom opozycji uniemożliwiono zgłaszanie wniosków formalnych, zastawiając krzesłami przejście w głąb sali i nie dopuszczając ich do głosu, a poprawki do ustawy budżetowej na 2017 rok przegłosowano blokami. Głosowano przez podniesienie ręki, a głosy były liczone ręcznie przez posłów – sekretarzy z PiS.

To te wydarzenia spowodowały, że tuż przed świętami ludzie porzucili pieczenie ciast, kupowanie prezentów i stanęli na mrozie pod Sejmem. Nocne wyjazdy posłów z Sejmu doprowadziły do pierwszych blokad. Policjanci z kamerami nie filmowali ogólnego przebiegu zgromadzenia, lecz zaglądali obiektywem w twarze poszczególnym osobom. Po kilku dniach Komenda Stołeczna Policji opublikowała portrety osób „poszukiwanych”.

W sali plenarnej Sejmu rozpoczął się protest okupacyjny posłów opozycji – Platformy Obywatelskiej i .Nowoczesnej. Na zewnątrz, na mrozie posłów wspierali obywatele.

Czerwiec 2017 roku i później

Forma protestu się zmienia i ewoluuje w coraz bardziej radykalnym kierunku. Marsze ludzi pełnych nadziei, uśmiechu, z pieśnią na ustach to już historia. W czerwcu 2017 r. pierwszy raz w proteście obywatelskim usiedliśmy na jezdni Krakowskiego Przedmieścia w czasie kontrmiesięcznicy smoleńskiej. To wtedy policja otoczyła protestujących, a potem zaczęła wynosić osoby siedzące.

Od tego momentu trudno już policzyć, ile osób zostało wyniesionych, ile wylegitymowanych, ile wezwanych na komendę, ilu postawiano zarzuty. Wstępne szacunki na podstawie liczby zgłoszeń do pomocy prawnej Obywateli RP mówią o ok. 900 osobach.

A jak to wygląda od strony demonstranta chodnikowego? Na początku policja wykonywała czynności w miarę możliwości delikatnie, kobiety pytano, czy nic się nie stało, czy wszystko w porządku. Z czasem gesty stają się coraz bardziej brutalne, dłonie w czarnych, skórzanych rękawicach coraz silniej zaciskają się na przedramionach, siniaki są coraz większe, włosy na bruku przydeptane. Osoby starsze, poruszające się o kulach zmusza się do stania przez dłuższy czas. W upalne dni lipca brak dostępu do wody w trakcie przedłużającego się, czasem do dwóch godzin, legitymowania.

Od połowy sierpnia właściwie nie ma dnia, żeby na którąś z warszawskich komend nie były wezwane osoby protestujące. Wzywanych nie pozostawiamy samych, pikietujemy przed komendami, jako wsparcie. I tu też pojawiają się szykany. W czasie jednej z pikiet przed komendą na Rydygiera pikietujący zostali wyniesieni na komendę, spisani i wezwani na tę komendę w charakterze osób, którym można postawić zarzuty.

Powinnam jeszcze wytłumaczyć, skąd się bierze to noszenie na rękach przez policję. Otóż w trakcie zgłoszonych, legalnych manifestacji oraz spontanicznych zgromadzeń policja interweniuje próbując albo wyprowadzić z demonstracji osoby o mocniejszej aktywności, przywódcze, albo osoby, które mają sprzęt nagłaśniający (zwykłe szczekaczki). Stawiamy bierny opór, siadamy na ulicy uniemożliwiając dostęp do tych osób lub blokując możliwość przesunięcia nas. To jest obywatelskie nieposłuszeństwo. Każde wyniesienie kończy się wypisaniem mandatu, którego nie przyjmujemy, stąd potem wezwania na komendę policji. Na komendzie odmawiamy zeznań, czego konsekwencją jest wyrok sądu w trybie nakazowym (bez wzywania obwinionych, bez rozprawy) – to jest etap, na którym większość się zatrzymała w oczekiwaniu na te wyroki. Jak już do nas dotrą, mamy 7 dni na odwołanie. Będziemy się odwoływać.

Zarzuty, 2017 rok

No i na koniec zarzuty, jakie są stawiane manifestantom. Podstawa prawna to najczęściej art 52 §2 pkt 1, art. 52, § 3 pkt. 2, art 90 kodeksu wykroczeń. Natomiast absurdalne jest podawanie na komendzie powodu wezwania. Tak się dzieje w przypadku wzywania za blokadę marszu Młodzieży Wszechpolskiej. Powód podawany przez policję – „…usiłowali zatrzymać patriotyczną demonstrację zorganizowaną dla uczczenia rocznicy Bitwy Warszawskiej…”

Czasami pojawiają się treści pasujące do humoru zeszytów „…zakłócał porządek publiczny w ten sposób, że w czasie uroczystości publicznych związanych z upamiętnieniem ofiar katastrofy smoleńskiej głośno krzyczał oraz używał urządzeń nagłaśniających, czym wzbudził zainteresowanie uczestników uroczystości, przez co zakłócił jej przebieg…”
Ale to czarny humor.


„Nasze Czasopismo” nr 01/2018
fot. Piotr Olczak