Społeczeństwo

Z MACZUGĄ NA MAMUTA W XXI WIEKU

Były czasy, kiedy myślistwo stanowiło (obok zbieractwa) podstawową formę zdobywania przez człowieka
pożywienia. Niektórzy czują, że era człowieka pierwotnego trwa do dziś. Tak przynajmniej można wnioskować
z tłumaczeń uzasadniających kultywowanie tradycji zabijania zwierząt.

Jacek Władysław Bartyzel

 

Człowiek jest istotą wszystkożerną, a więc w skład naturalnej diety większości ludzi (choć nie wszystkich) wchodzi mięso i inne produkty pochodzenia zwierzęcego. Zanim tysiące lat temu rozwinęło się rolnictwo, polowania – z wykorzystaniem prymitywnych narzędzi – służyły zaspokajaniu głodu. Człowiek był więc zwykłym drapieżnikiem, takim jak wilk czy lew, którego działalność łowiecką trudno było rozpatrywać w kategoriach etyki.

Brutalna rozrywka

Dziś, gdy produkowanej żywności jest pod dostatkiem, argument zdobywania poprzez łowiectwo pożywienia czy zaspokajania innych niezbędnych potrzeb dawno stracił rację bytu. Oczywiście, warunki hodowli zwierząt i tak zwany dobrostan pozostawiają wiele do życzenia i wymagają daleko idących zmian. Myślistwo jednak nie pełni już praktycznie żadnej społecznie usprawiedliwionej roli.

Polowania są przede wszystkim brutalną rozrywką. Zwierzęta tracą życie, zazwyczaj w ogromnym cierpieniu, tylko po to, by mysliwy osiągnął chwilę ekscytacji, zrobił sobie selfie ze zwłokami, a następnie wypatroszył niewinne zwierzę i jego skórę wypchał czy powiesił na ścianie poroże. Element żywieniowy stanowi co najwyżej dodatek do morderczej rozrywki.

Usprawiedliwiający te prymitywne zabawy posługują się specyficzną nowomową. Krew cieknąca z ciała rannego zwierzęcia to dla nich „farba” a zadanie rany w brzuch, po której zwierzę może konać w męczarniach, to niewinne „trafienie w miękkie”. Do tego dochodzą szokujące tradycje: norowanie, w którym specjalnie szkolone psy myśliwskie szczują i płoszą lisy z nor, a często także je zagryzają; pokot, który polega na prezentacji zwłok czy rytuały związane z pasowaniem na myśliwego za pomocą krwi. Wreszcie powszechny jest udział dzieci w polowaniach, co prowadzi do oswajania ich z zabijaniem, niszczenia empatii i w końcu obojętności wobec cierpienia.

Równi i równiejsi

Prawa zwierząt są czymś oczywistym w nowoczesnym społeczeństwie. Etyka nakazuje nie zadawać cierpienia. Współczesna wiedza na temat systemów nerwowych nie pozwala ograniczać tego wyłącznie do ludzi – zwierzęta przecież też odczuwają ból, cierpienie i emocje. Nie można więc braku empatii tłumaczyć ignorancją, nawet jeśli łączy się z archaiczną tradycją. Niestety, właśnie argumenty oparte na tradycji sprawiają najczęściej, że prawa zwierząt się ignoruje, a przywileje myśliwych chroni prawnie.

Ignorowane są też prawa ludzi niebędących myśliwymi. Na początku roku cichaczem wprowadzono przepisy pozwalające myśliwym wejść na prywatną ziemię bez zgody właściciela, a przeszkadzanie w polowaniu (np. spacer po lesie) stało się karalne.

Zmiany te dokonały się przy okazji ustawy dotyczącej realnego zagrożenia – walki z chorobą ASF. Tyle że środki są zupełnie nieadekwatne do celu, a służą raczej usprawiedliwieniu kolejnych polowań hobbystów. Gdyby faktycznie pewną ilość zwierząt trzeba było uśpić z powodów sanitarnych, zadanie powierzono by wykwalifikowanym weterynarzom,
a nie „kultywatorom tradycji”.

Czy jest nadzieja na więcej empatii?

Myśliwi czują się bezkarni – media donoszą o kolejnych przypadkach wyganiania spacerowiczów z lasów – często na mocy nowych przepisów – a nawet groźbach postrzału. Kiedy błędy legislacyjne zostaną naprawione, trudno powiedzieć. Z pewnością minie jeszcze trochę czasu, zanim ludzie nauczą się humanitarnie traktować zwierzęta. Już teraz jednak trzeba przypominać, że myślistwo nie jest formą rozrywki godną aprobaty we współczesnej cywilizacji.


„Nasze Czasopismo” nr 02/2018
fot. pixaby.com