Społeczeństwo

DŻIHAD ZBROJNY JAK HYDRA LERNEJSKA

W 2017 r. tzw. Państwo Islamskie utraciło wszystkie punkty oporu na kontrolowanym niegdyś terytorium. A przecież ledwie dwa lata temu zajmowało niemal połowę obszaru Iraku i Syrii. Wielu ludzi odetchnęło z ulgą, jednak IS to nie przyczyna kłopotów, ale skutek!

Maciej Milczanowski

 

Nie chcę przekonywać, że ISIS, zamachy w Europie i USA, globalny terroryzm to wszystko wina „złego Zachodu”. Ale też nie zgodzę się z poglądem, że USA i tzw. koalicja antyterrorystyczna w celach humanitarnych dokonała inwazji w Afganistanie, Iraku, Libii, bombardowała Jemen, wspierała bojówki w Syrii. Prawda nigdy nie jest tak prosta, jak chcielibyśmy ją widzieć.

To właśnie w wyniku tej skłonności do upraszczania wszystkiego prezydent Francji Francois Hollande, dwa lata temu wysyłał bombowce, aby w odwecie za zamachy w Paryżu zniszczyć mocodawców tych zamachów w samozwańczej stolicy ISIS – Al Rakka. Takim stawianiem sprawy uwłaczał inteligencji własnych obywateli. Chyba nikt nie miał wątpliwości, że bombardowaniami nie był w stanie dosięgnąć żadnego z nich, a ginęli głównie cywile. Przecież nawet skomplikowane działania wywiadowcze, prowadzone miesiącami albo i latami, zakończone uderzeniem trudno wykrywalnych z ziemi dronów, często kończą się fiaskiem.

Fałszywa diagnoza

To, co w istocie robiono, to była „wojna medialna”, w której ważny był wyłącznie przekaz. Brzmiał on mniej więcej tak: „stolica ISIS jest w Al-Rakka, bojownicy ISIS zaatakowali Paryż, stolicę Francji, więc my Francuzi uderzamy symetrycznie w ich, ISIS, stolicę”. Tym samym próbowano sprowadzić problem ISIS do konfliktu konwencjonalnego – symetrycznego, podczas gdy natura tej wojny jest asymetryczna. W tych pojęciach kryje się cały absurd dzisiejszej ulgi, jaką odczuwamy na wieści o zniknięciu ISIS.

ISIS w istocie zniknęło niemal z mapy świata i to jest niezaprzeczalny sukces. Niemniej jednak, gdy lubimy mówić o tym, że „łatwiej zabić człowieka niż jego ideę” w kontekście pięknych wartości zachodnich, to zapominamy, że nośne idee są także produktem innych kultur. Dla monarchii francuskiej w końcu XVIII w. rewolucja była nie mniej zła, niż dla kultury zachodniej i zdecydowanej większości muzułmanów jest dziś ideologia ISIS. Zawsze można spojrzeć na problem z różnych perspektyw. Podobnie jak terror jakobinów stał się zmorą także dla wielu Francuzów niezwiązanych z monarchią, tak i teraz ideologia dżihadu w wersji radykalnej jest zmorą wielu muzułmanów, m.in. na Bliskim Wschodzie i w Europie.

Prześladowane mniejszości

Jeśli jednak nie znikną przyczyny takiej popularności dżihadu zbrojnego (kital) w wersji, jaką posługuje się ISIS, ich ideologia będzie przejmowana przez kolejne grupy ekstremistyczne. Samo ISIS było przecież klonem Al-Kaidy, ta znów była pochodną ekstremistów islamskich działających w latach 90. na Bliskim Wschodzie. Po ISIS pojawi się kolejna „głowa hydry”, jeśli nadal społeczności sunnickie w Iraku i Syrii nie będą miały swojej reprezentacji politycznej w tych krajach. Do tej pory dla zmniejszenia chaosu marginalizowano i próbowano kontrolować sunnitów na tych terytoriach, podobnie zresztą jak szyitów na innych (jak w Jemenie albo w Iraku przed 2003 r.), a to cyklicznie prowadzi do powstawania kolejnych organizacji przejmujących nielegalnie rolę, której wyzbywa się państwo – a więc reprezentacji potężnej mniejszości religijnej. Takie organizacje są oczywiście wspierane przez zainteresowane państwa co pozwala nim na rozszerzanie własnych wpływów.

Do podobnych procesów dochodzi w wielu innych państwach. Bunt Tuaregów w Mali, Beduinów w Egipcie, klanów przeciwnych Kadafiemu w Libii czy też szyitów w Jemenie powodują, że w każdym z tych przypadków pojawia się organizacja (czasem to Al-kaida, ISIS lub inne podobne), która oferuje wsparcie zbrojne, finansowe i organizacyjne w zamian za przejęcie jej ideologii i podporządkowanie jej kierownictwu. Zawsze w takich sytuacjach marginalizowane grupy, pozbawione wszelkich praw, dehumanizowane i wreszcie zbuntowane są skłonne do przyjęcia takiej pomocy, która nawet jeśli jest postrzegana jako zło, to z ich perspektywy jest to zło mniejsze niż bezpośredni ciemiężyciel.

Manipulowanie religią

Jednocześnie dżihad jest pojęciem, które rzeczywiście wywodzi się z Koranu, a zatem jest według wyznawców Słowem Bożym. To zdecydowanie ułatwia indoktrynację. Niewielu będzie skłonnych sprawdzić faktyczny kontekst i znaczenie tego pojęcia. Faktycznie w znaczeniu zasadniczym Dżihad to praca nad sobą samym po to, aby być lepszym człowiekiem. Jest to więc siła do pokonywania codziennych problemów, zachowywania pokory, dzielenia się z potrzebującym itd. Idea w dużej mierze zbieżna np. z filozofią stoicką.

Dżihad mniejszy natomiast to droga miecza, ale ograniczona do obrony przed najeźdźcą. Niemniej jednak, jak się okazuje, odpowiednia interpretacja pozwala na uzasadnienie ataków na WTC i Pentagon, czy zamachy w Paryżu. Tę skrajną ideologię dżihadu mniejszego głosi wielu przedstawicieli salafitów i wahabitów. Ci nie widzą ani na Bliskim Wschodzie, ani w Europie czy USA miejsca nie tylko dla innych religii, ateistów, ale także dla muzułmanów z innych odłamów Islamu. Wyznawcy salafizmu twierdzą, że salafijja to właśnie islam, a więc kto do nich nie należy, nie jest muzułmaninem. Trochę to przypomina doktrynę Świadków Jehowy, którzy także twierdzą, że tylko oni poznali prawdę i ci, którzy do nich nie dołączą, pójdą prosto do piekła.

Większość potępia ekstremistów

Warto zwrócić uwagę, że większość środowisk muzułmańskich nie tylko sprzeciwia się takiemu stawianiu sprawy, nie tylko potępiło wszelkie akty terroryzmu, ale też wspiera demokrację w Europie. Te właśnie środowiska są na celowniku zarówno ekstremistów salafickich, jak i radykalnych środowisk prawicowych. O tych umiarkowanych toczy się walka, bo ich jest zdecydowana większość, a jednocześnie ich postawa nie pasuje ani do narracji salafitów, ani skrajnej prawicy. Jest ona w tej kwestii podobna i mówi, że każdy muzułmanin ma być ekstremistą.

To muzułmanie, których dziadkowie wychowali się w Europie i którzy czasem nigdy nie byli na Bliskim Wschodzie, są siłą, która może zatrzymać odrastanie głów hydry. Ale poddani działaniom radykalnych obozów obu wymienionych stron są metodycznie spychani na margines ekstremizmu.

Autor jest historykiem, doktorem nauk humanistycznych,
byłym żołnierzem zawodowym,
zajmuje się teoriami przywództwa i strategii w kontekście konfliktów;
Centrum Zimbardo ds. Rozwiązywania Konfliktów,
Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie.


„Nasze Czasopismo” nr 02/2018
fot. pixabay.com