Polityka

MŁODYM OKIEM NA POLITYKĘ

Z Kamilem Oździńskim, działaczem społecznym

rozmawia Kinga Wróblewska

 

Zacznijmy od początku. Kiedy zacząłeś interesować się polityką?

To jest trudne pytanie, bo polityką interesowałem się już od najmłodszych lat. Wiedziałem, kto jest premierem, prezydentem, kojarzyłem poszczególnych ministrów. Ale myślę, że decyzja o włączeniu się do polityki przyszła po 2014 roku, kiedy Platforma po prostu nie radziła sobie ze sprawowaniem władzy w Polsce. Od tego czasu coraz baczniej przyglądałem się sytuacji w kraju.

Co w Twoim przypadku było bezpośrednią przyczyną zaangażowania się w politykę?

Obserwowana przeze mnie niemoc Platformy Obywatelskiej w sprawowaniu władzy w Polsce. Najbardziej dostrzegałem ją, gdy premierem była pani Ewa Kopacz. Później wybory prezydenckie w 2015; Bronisław Komorowski nie był najgorszym prezydentem, ale nie potrafił wyeksponować swoich sukcesów. Uważał, że wybory wygra z marszu
w pierwszej turze. Tak się niestety nie stało. Prezydentem został Andrzej Duda. Widmo przejęcia władzy przez prawicę było nieuniknione. Nadszedł czerwiec 2015, kongres NowoczesnejPL. Postanowiłem pójść i zaufać Ryszardowi Petru. I się nie pomyliłem.

Jakie widzisz szanse na rozwój społeczeństwa obywatelskiego, biorąc pod uwagę młode pokolenie?

Młode pokolenie, parafrazując Pawła Kukiza, budzi się. Oczywiście, ruch Kukiz’15 potrafił zmobilizować młodych do partycypacji w życiu społeczno-politycznym, jednakże na skutek słabości tego ruchu młodzi dostrzegają inne partie, takie jak Nowoczesna, i w nich pokładają swe nadzieje.

Myślę, że aktywność młodych ludzi podczas ostatnich protestów, jest dobrym prognostykiem na przyszłość.

Co sądzisz o zainteresowaniu młodych ludzi sytuacją polityczną?

Od zawsze to zainteresowanie młodych było niskie. Ale warto tu podkreślić fenomen prawicy – potrafili zmobilizować ludzi młodych do aktywności w mediach społecznościowych. Wiesz, „Bóg, Honor i Ojczyzna” – z pozoru fajne hasła, każdy się z nimi zgodzi, ale jeżeli spojrzymy w to głębiej, to widzimy w nich zagrożenie. Od czasów liceum moi znajomi centryści lub liberałowie nie przejmowali się sytuacją polityczną. Moi rówieśnicy o prawicowych umiłowaniach propagowali swoje przepełnione nienawiścią hasła i niestety przeciągnęli kilka nieświadomych osób na swoją stronę.

Ten rok przyniósł przełom; młodzi Polacy zaczęli się interesować tym, co się wokół nich dzieje od momentu zamachu PiS-u na praworządność. Ich liczba i obecność na manifestacjach daje nadzieję, że w końcu zaczną interesować się otaczającym ich światem.

Co może zachęcić młodych ludzi do zaangażowania się w życie polityczne? Czy jest na to jakaś szansa?

Politycy muszą się bardziej zainteresować młodymi. Mówić do nich prostym, czytelnym językiem, bez ściemy. Politycy muszą wziąć przykład z Jurka Owsiaka; on jedzie prostym przekazem, przez co dociera do młodych. Młodzi muszą widzieć, że mają w politykach sprzymierzeńców, a nie represjonistów, którzy nakładają na nich tylko nowe zobowiązania. Klasa polityczna w Polsce musi iść z duchem czasu, nie wracać do PRL, tylko kreślić wizję nowoczesnej Polski, Polski otwartej na każdego i będącej dla każdego domem.

Ile czasu Twoim zdaniem musi minąć, by polska scena polityczna została przejęta przez młode pokolenie?

Chciałbym, aby to się stało zaraz. (śmiech) Młodzi mają dość posłów pokroju pana Kaczyńskiego, który całe swoje życie oparł na polityce i nie zna realnego życia, czy chociażby Piotrowicz, komunistyczny prokurator, który teraz sobie wyciera twarz praworządnością, a tak naprawdę drzemie w nim jeszcze PRL. Mam nadzieję, że to co się teraz dzieje, ten bunt Polaków spowoduje, że następna kadencja polskiego parlamentu przyniesie pokoleniową zmianę. Mamy wielu młodych wspaniałych polityków, jak Kamila Gasiuk-Pihowicz, Adam Szłapka, Monika Rosa, Witold Zembaczyński, czy Adam Kądziela, który wykonuje fantastyczną pracę jako przewodniczący Forum Młodych Nowoczesnych, do których mam tę przyjemność należeć.

Przy okazji zachęcam młodych czytelników do czynnego zaangażowania się w politykę.

Jakieś plany polityczne na najbliższą przyszłość? Może wybory samorządowe?

Do wyborów samorządowych jest niecałe półtora roku, ale widzę, że na moim Ursynowie potrzeba młodej krwi, więc nie wykluczam startu. A kto wie, może spróbuję sił w wyborach parlamentarnych. Obecnie jestem aktywny w kole ursynowskim, gdzie przygotowujemy strategię rozwoju dla naszej dzielnicy. Biorę udział w akcji Mapa Potrzeb, w manifestacjach, ale też jestem dość aktywny na Twitterze.


„Nasze Czasopismo” nr 09/2017
fot. Piotr Olczak