Społeczeństwo

MUZYKA JAKO MICHAŁEK

Oczekując burzliwego początku roku szkolnego, zapytałam znajomych nauczycieli, jakie miejsce w dotychczasowej i nowej podstawie programowej zajmują lekcje muzyki i plastyki.

Anna Schwerin

 

Najbardziej rozbrajającej odpowiedzi udzieliła Pani Dyrektor jednej z wiejskich szkół podstawowych, muzykolożka. Usłyszałam, że są to michałki, które w hierarchii ważności przedmiotów zajmują ostatnie miejsca.

I oto potwierdziła się zasada istnienia światów równoległych: w pierwszym dominuje umiłowanie dźwiękowego porządku, w drugim powodem do dumy jest publiczne odżegnywanie się od jakichkolwiek związków z muzyką klasyczną (bo od rozrywkowej uciec, jak wiadomo, się nie da).

Do którego ze światów trafimy – o tym, na początku przynajmniej, decydują za nas mniej lub bardziej świadomie rodzice.

Sceptykom, którzy chętnie negują konieczność umuzykalniania dzieci w przedszkolach i szkołach, polecam lekturę artykułów „Mózg a muzyka” i „Mózg muzyczny” (szare-komorki.pl). Wynika z nich, że muzyka pomaga w nauce, ułatwia zapamiętywanie materiału, a także pomaga w zrozumieniu matematyki i geometrii.

Dlatego też z dużym zainteresowaniem przyjęłam informację o inicjatywie Polskiego Stowarzyszenia Edukacji i Animacji Muzycznej, które wraz z Orkiestrą Campanella i Gminą Cekcyn zaprasza nauczycieli muzyki szkół powszechnych do wzięcia udziału w Konferencji Nauczycieli Muzyki #grajmy w szkole (9-10 września 2017, szczegóły http://pseiam.pl). Poza tym, Drodzy Przeciwnicy tracenia cennego czasu na naukę nut w szkole, czy wiecie, że co roku do egzaminów wstępnych do podstawowych szkół muzycznych przystępuje średnio tyle sześciolatków, że statystycznie przypada czworo kandydatów na jedno miejsce? Najczęściej są to absolwenci działających przy tychże szkołach tzw. muzycznych zerówek czy przedszkoli, a więc dzieci wyselekcjonowane pod względem zdolności (genialne dzieci nie zdarzają się zbyt często), które przez dwa, trzy lata były bardzo uważnie obserwowane przez nauczycieli. Fakt, przypomina to selekcję sportową. I podobnie jak w sporcie, od samego początku wpaja się dzieciom, że do wielkiej kariery droga jest daleka, a weryfikacja umiejętności następuje co kilka miesięcy.

O wiele więcej barier muszą pokonać rodzice, których niebiosa obdarzyły utalentowanym samorodkiem. Gdy podejmą decyzję o muzycznej edukacji dziecka, nagle otwiera się przed nimi zupełnie obcy, hierarchicznie zbudowany świat, w którym równie ważny jest profesor, instrument, codzienne ćwiczenia, oceny z lekcji na lekcję, jak i odpowiedni strój na występ. Kilkakrotnie obserwowałam, jak zmieniali się tacy „niemuzyczni” rodzice pod wpływem szkolnych sukcesów swoich pociech. Początkowe zakłopotane stwierdzenie, że „pani jest zadowolona z postępów”, zmieniało się w dumę, gdy latorośl wzięła udział w koncercie szkolnym przed prawdziwą publicznością, by wreszcie przerodzić się w marzenia
o zobaczeniu występu dziecka w największych salach koncertowych.

To prawda – świat muzyczny wciąga, uwodzi, uzależnia. Jest pełen barw, zaskoczeń, powiązań z literaturą i sztukami wizualnymi. Staje się przygodą na całe życie. Ważne, że można go odkryć w dowolnym momencie, sięgając do książek o muzyce dla dzieci, które tak naprawdę są napisane z myślą o dorosłych, zawstydzonych brakiem wiedzy na ten temat.

Moją pierwszą książką o muzyce była bajka Pan Doremi i jego siedem córek duetu Jan Brzechwa i Jan Marcin Szancer (wyd. I -1955, wyd. II – 2016). Do dzisiaj utwór ten nie stracił swojego uroku, a co najważniejsze, doczekał się wielu kontynuatorów. Nowych książek o muzyce dla dzieci, mądrych, pisanych przystępnym językiem, pięknie zilustrowanych
i wydanych, jest całkiem sporo. Treść ich jest podobna: elementy muzyki (melodia, rytm), jej podstawowe formy (koncert, symfonia, rondo), rodziny instrumentów, definicje muzyki i hałasu, tłumaczenie librett operowych i baletowych… A ponieważ każda książka jest oryginalna i wyjątkowa w ujęciu tematu, trudno byłoby mi wskazać tę jedną jedyną. Chociaż zachwyciły mnie wydane w 2015 r. Marzeny Oklejak Cuda wianki. Polski folklor dla młodszych i starszych, Anny Czerwińskiej-Rytel Co słychać (kolejna część po Co tu jest grane i Wszystko gra) oraz tegoroczna nowość Zuzanny Kisielewskiej 12 półtonów, książka o muzyce.

Niestety, książki o muzyce dla dzieci nie są ani dostatecznie promowane przez wydawnictwa, ani odpowiednio eksponowane w księgarniach, więc dotarcie do nich wymaga pewnego wysiłku. Dlatego na naszym fanpage`u zamieściłam te pozycje, które udało mi się znaleźć. Lista jest otwarta – zapraszam do jej uzupełniania.


„Nasze Czasopismo” nr 09/2017
fot. pixabay.com