Gospodarka

I NIE SPŁACĘ CIĘ AŻ DO…

Kredyty we frankach szwajcarskich to tylko 7 procent wszystkich kredytów. Kim są frankowicze? Ofiarami systemu czy osobami nieodpowiedzialnymi za własne finanse, które zgubiła chęć posiadania i życia na poziomie wyższym niż inni? Czy zasługują na specjalne traktowanie?

Ewa Krawczyk-Dębiec

 

Wizja własnego mieszkania lub domu z perspektywą niskich rat spowodowała, że osoby decydujące się na kredyt we frankach nie doceniły rozmiarów ryzyka walutowego. Według badania przeprowadzonego w tej grupie w marcu 2015 r. przez TNS Polska, 29 proc. ankietowanych nie widziało w chwili podpisywania umowy kredytowej żadnych zagrożeń, a 91 proc. było zaskoczonych, że zmiany kursów spowodowały podwyższenie wartości kredytu i problemy ze spłacaniem. Ponad 70 proc. frankowiczów oceniło wówczas, że ryzyko związane ze wzrostem rat kredytu, pogorszeniem się sytuacji materialnej, utratą pracy, kryzysem na rynkach finansowych oraz wzrostem kursu walut jest znikome lub niewielkie.

Bezpieczna waluta

Osoby, które wybrały kredyt w złotówkach, zrobiły to ze względu na bezpieczeństwo. Dla frankowicza ważny był koszt kredytu oraz niższa rata. Często kierował się sugestią pośrednika finansowego lub znajomych. Większość osób biorących kredyt na dom czy mieszkanie porównywała bankowe oferty kredytów w różnych walutach. Prawie 86 proc. frankowiczów zdawało sobie sprawę z ryzyka zmiany stopy procentowej, 68 proc. miało świadomość ryzyka kursu walutowego, a 88 proc. twierdzi, że warunki umowy były zrozumiałe i przeczytało ją uważnie.

Z badania TNS Polska wynika, że ponad 50 proc. kredytobiorców we frankach szwajcarskich jeszcze przed wizytą w banku lub u pośrednika kredytowego wiedziało, jaką walutę wybierze, a 38 proc. w ogóle nie brało pod uwagę złotówek. W większości wypadków doradca bankowy przedstawił klientowi symulację spłaty rat i warunki kredytu oraz upewnił się, że są one zrozumiałe. Kredytobiorcy byli informowani o ryzyku walutowym i zachęcani do spokojnego zapoznania się z umową.

Według danych Biura Informacji Kredytowej z marca 2017 r., Polacy posiadają obecnie do spłaty kredyty o łącznej wartości 576,56 mld zł., z czego 164,15 mld zł. należy do frankowiczów. Zaznaczyć trzeba, że są to nie tylko zobowiązania zaciągnięte na zakup nieruchomości (136,81 mld zł), ale także kredyty konsumpcyjne (7,40 mld zł.), karty kredytowe (1,51 mld zł) i udzielone limity kredytowe (1,27 mld zł).

Kredyty we frankach szwajcarskich stanowią obecnie 7proc. (1,83 mln szt.) wszystkich kredytów (27,39 mln szt.). Według danych BIK, kredytobiorców walutowych jest coraz mniej
i nie mają problemów ze spłatą zobowiązań.

W kwietniu 2017 roku, na zlecenie Centrum im. Władysława Grabskiego, Instytut Badań Rynkowych i Społecznych IBRIS przeprowadził badanie pt. Polacy o pomocy dla frankowiczów. Prawie 60 proc. badanych (osoby w wieku 24-34 lat, zarabiający średnią krajową i więcej, mieszkańcy dużych miast i metropolii) uważa, że nie powinno się pomagać osobom obciążonym kredytem mieszkaniowym we frankach szwajcarskich. 43 proc. badanych twierdzi, że pomagać powinny banki na podstawie indywidualnych decyzji o programie pomocowym. 35 proc. jest zdania, że wszystkim należy się pomoc wynikająca z ustawy. Reszta pozostawiłaby rozstrzygnięcie sądom.

Komu by pomogli badani? Większość (60 proc.) frankowiczom znajdującym się w trudnej sytuacji materialnej oraz posiadającym kredyt tylko na jedną nieruchomość. 34 proc. twierdzi, że pomoc należy się wszystkim.

Droga do zostania frankowiczem

Żeby zrozumieć, dlaczego zostaliśmy frankowiczami, trzeba cofnąć się do roku 2000, kiedy Rada Polityki Pieniężnej podniosła stopy procentowe z 14 do 19 proc. Wzrósł tym samym, i tak już wysoki, koszt kredytu mieszkaniowego. Pojawiła się jednak alternatywa. W tym samym czasie w Szwajcarii stopa referencyjna wynosiła 1,75 proc., co powodowało, że kredyt zaciągnięty w walucie tego kraju był znacznie korzystniejszy. Rosła więc liczba kredytów udzielanych we frankach (w 2013 r. była nawet wyższa niż tych udzielanych w złotym). Frank wydawał się walutą stabilną, a kredyt w CHF łatwy do spłacenia.Przystąpienie Polski do Unii Europejskiej w 2004 r. utwierdziło wszystkich w tym przekonaniu. Spadek raty kredytu,
w porównaniu do kredytów w złotówkach, był odczuwalny. Po 2005 r. nikt nie miał wątpliwości, że kredyt we franku jest jedyną drogą do własnego mieszkania czy domu.

Słabnący frank i rosnący złoty sztucznie zwiększały zdolność kredytową. Jeżeli kogoś nie było stać na kredyt w złotych, ratunkiem okazywał się frank. Doradcy kredytowi zachęcali do takiego rozwiązania, ale jeszcze nie wszyscy uprzedzali o ryzyku. Powoli pojawiały się pierwsze ostrzeżenia, w tym od Związku Banków Polskich, który postulował, aby wprowadzić zakaz udzielania kredytów walutowych.

Zainterweniowała Komisja Nadzoru Finansowego. W 2006 r. wydała Rekomendację S, która obligowała banki do rzetelnego i precyzyjnego informowania klientów o możliwym ryzyku. Regulację skrytykowała współrządząca wówczas partia Prawo i Sprawiedliwość. W komunikacie z 1 lipca 2006 r. PiS podzieliło opinie ekspertów ekonomicznych z Centrum im. Adama Smitha, mówiące o negatywnych skutkach Rekomendacji S. Uznało, że ma ona uniemożliwić znacznej części średnio zarabiających Polaków dostęp do kredytu z powodu gwałtownego wzrostu jego kosztów. Frankowicze na pewno czuli się spokojniejsi słysząc, że „wprowadzanie sztucznych ograniczeń tamujących naturalny rozwój rynku kredytów nie służy polskiej gospodarce, a już na pewno nie służy obywatelom”.

Koniec eldorado

Rok 2008. Cena franka szwajcarskiego spadła nawet do 1,95 złotego. Był to najniższy poziom od wielu lat. Portfel kredytów we franku osiągnął rekordowo wysoki poziom. Duży popyt na mieszkania, determinowany łatwym dostępem do pieniądza, spowodował szybki wzrost ich cen.

Wkrótce jednak na sytuację w Polsce zaczęły mieć wpływ zdarzenia za oceanem. Ich kulminacją był upadek banku Lehman Brothers. Rozpoczął się światowy kryzys, kończący złotą epokę kredytów frankowych. Kurs złotego do franka zaczął spadać, powodując wzrost ich wartości. Dotkliwie odczuli to ci, którzy zaciągali kredyt hipoteczny przy kursie CHF w granicach 2 zł. W rezultacie kryzysu wielu polskich kredytobiorców stanęło na skraju bankructwa. Drastycznie spadły ceny nieruchomości i jednocześnie znacznie wzrosły raty kredytowe. Wartość spłacanego kredytu zaczęła przewyższać wartość kredytowanej nieruchomości.

Frankowicze to my

Z badania TNS Polska wynika, że frankowicze, częściej niż osoby zadłużone w walucie polskiej, to mieszkańcy miast powyżej 500 tys., z wyższym wykształceniem, pracujący na pełny etat w handlu lub usługach. Dochody tych osób są wyższe o 1 170 zł netto niż kredytobiorców w złotówkach.

Frankowicze są właścicielami mieszkania lub domu o powierzchni powyżej 100 m2 oraz samochodów zakupionych na kredyt. To również posiadacze lokat bankowych, kart kredytowych, kredytów o wartości powyżej 200 tys. zł, przekraczających w dniu zaciągania zobowiązania 100 proc. wartości nieruchomości. Osoby te wskazały, że kwota ich oszczędności wzrosła od czasu zaciągnięcia kredytu we frankach.

Jednocześnie ponad połowa z nich wykazała niską wiedzę o usługach finansowych, niewielkie zaufanie do banków, małą skłonność zarówno do oszczędzania, jak i dalszego zadłużania się. Mniejsza część badanych to osoby zagubione na rynku finansowym oraz te lubiące i podejmujące wysokie ryzyko na rynku finansowym.

Drogi ucieczki

W Polsce próbuje się rozwiązać problem frankowiczów w sposób systemowy. Pomoc zadłużonym była jednym z ważniejszych tematów w prezydenckiej kampanii wyborczej w 2015 r. Jeden z kandydatów zaproponował powrót do rozliczenia złotówkowego tych kredytów, tak jakby nigdy nie były zawarte we frankach. Już jako prezydent, trzykrotnie przedstawiał propozycje ustawowego rozwiązania problemu, m.in. przeliczenie kredytów we frankach według tzw. kursu sprawiedliwego, możliwość przeniesienia własności nieruchomości w zamian za zwolnienie z długu i zwrot spreadów.

Frankowicze ze stowarzyszenia „Stop Bankowemu Bezprawiu” twierdzą jednak, że propozycje prezydenta są złamaniem wyborczych obietnic. Oczekują podjęcia działań legislacyjnych w celu ochrony osób najbardziej poszkodowanych, czyli tych z wypowiedzianymi już umowami kredytowymi.

Część z nich wybiera drogę sądową. Tu liczy się czas, bo o ile bank ma trzy lata na dochodzenie od kredytobiorcy roszczeń z tytułu niespłaconych poszczególnych rat kredytu, o tyle kredytobiorca może występować o unieważnienie umowy kredytowej w ciągu dziesięciu lat od dnia jej podpisania. Niektórzy jeszcze czekają, licząc na ustawowe rozwiązanie, ale dla umów z okresu kryzysu, tj. lat 2005-2008, zbliża się termin przedawnienia.

Bankier.pl dokonał w lipcu 2017 r. przeglądu wyroków sądowych w sprawach kredytów frankowych. Spośród 192 wydanych wyroków 114 zapadło w pierwszej instancji, w drugiej 78, ale tylko 68 ma charakter prawomocny. Choć frankowicze wygrali w 121 procesach, a w czterech zremisowali, nie mogą być całkowicie usatysfakcjonowani. Wygrane dotyczą głównie ubezpieczenia niskiego wkładu własnego, wystawionego bankowego tytułu egzekucyjnego i działań podjętych w związku z tym przez bank. Banki wygrywają zaś w sporach o zasady przeliczania zobowiązania z franka szwajcarskiego na złote, sposób ustalania oprocentowania i ważność umowy kredytowej.

Pojawiają się także niekorzystne dla frankowiczów orzeczenia Sądu Najwyższego. Uznał on, że występowanie w umowach klauzuli niedozwolonej nie powoduje, że umowa jest nieważna lub zmienia się jej charakter. Niedozwolone jest jedynie posługiwanie się abuzywnym zapisem we wzorcach umów, zaś legalność jego stosowania w konkretnej umowie może być dopiero badana.

Z uzasadnienia innego wyroku Sądu Najwyższego wynika, że umowa o kredyt denominowany czy waloryzowany, zawarta przed wejściem w życie ustawy antyspreadowej (przed 26 sierpnia 2011 roku), pozostaje umową o charakterze denominowanym lub waloryzowanym. Po 26 sierpnia 2011 roku klient ma prawo bezkosztowo spłacać kredyt bezpośrednio
w walucie oraz żądać od banku zmiany umowy przez określenie zasad ustalania kursów walut. Jedynie za okres przed tą datą można dokonać oceny prawidłowości zastosowanych przez bank kursów.

Niekorzystna też dla frankowiczów wydaje się być linia przyjęta przez Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. W jednym z wyroków, odpowiadając na pytanie sądu węgierskiego, Trybunał uznał, że kredyt denominowany w walucie obcej nie może być uznany za instrument finansowy. Nie podlega, w związku z tym, wymogom dyrektywy w sprawie rynków instrumentów finansowych i bank nie ma obowiązku oceniać, czy dana usługa lub produkt są odpowiednie dla konkretnego klienta. Celem umowy kredytu denominowanego w walucie obcej jest wypłata kapitału i spłata rat kredytu a nie realizacja inwestycji. Trybunał pozostawił jednak konieczność weryfikowania charakteru umowy przez sądy krajowe.

Oby nauka nie poszła w las

Prezes Banku Pekao S.A. Jan Krzysztof Bielecki powiedział, że udzielanie Polakom kredytów we frankach szwajcarskich to wyjątkowe szkodnictwo. Nie bez winy są też sami klienci banków, którzy podpisywali długoterminowe umowy bez zastanowienia się, „co będzie, jeśli…”. Ich perypetie powinny skłaniać do większej ostrożności przy poruszaniu się w świecie finansów. Niestety, chociażby afera Amber Gold pokazuje, że w przypadku wielu osób nauka poszła w las. Po raz kolejny okazało się, że ryzyko smakuje dobrze tylko wtedy, kiedy przynosi zysk.


„Nasze Czasopismo” nr 09/2017
fot. pixabay,com