Kultura

JEDYNE TAKIE SŁOWO „BŁAŹNICE”

Z okazji Międzynarodowego Dnia Kobiet proponuję wszystkim paniom zrobienie sobie prezentu: spotkania z niezwykłymi artystkami, które, każda na swój sposób, kształtowały kulturalny krajobraz Polski i świata. Panom też się spodoba.

Anna Schwerin

 

Lubię święta w każdym wymiarze – od jednodniowych po obejmujące cały rok, od historycznych po współczesne – śmieszne, wymyślane dla zabawy. Lubię świąteczną atmosferę i towarzyszące jej wspomnienia, nawet jeżeli dotyczą obowiązkowego goździka i rajstop (pamiętacie, prawda?). No i najważniejsze – lubię prezenty.

W tym roku na początku marca „dostałam” książkę Katarzyny Kułakowskiej „Błaźnice. Kobiety kontrkultury teatralnej w Polsce” oraz film dokumentalny Toma Volfa „Maria Callas”. Ich wspólnym mianownikiem jest nie tylko talent i osobowość artystyczna bohaterek, ale także ich kobieca siła, przejawiająca się w determinacji do budowania życia poza sceną.

Kobieca twarz teatru

Błaźnice pozwalają dotknąć swojej prywatności, ale zamiast informacji o mężach, kochankach, dzieciach, domach, samochodach i skandalach odnajdujemy niezwykłe kobiety, ich pasje, poglądy, inspiracje, których refleksy odbijają się w spektaklach Teatru Ósmego Dnia, Teatru Pieśń Kozła, Teatru Węgajty, Akademii Ruchu.

Lektura „Błaźnic” odkrywa przed nami fascynującą kobiecą twarz polskiego teatru poszukującego, przysłoniętą nazwiskami Jerzego Grotowskiego i jego znakomitych uczniów. Nie oznacza to jednak, że bohaterki książki – Ewa Benesz, Ewa Wójciak, Anna Zubrzycki, Jolanta Krukowska, Erdmute Sobaszek – przez lata milczały. Przeczy temu opracowana skrupulatnie przez autorkę bibliografia. Po prostu ich własne artykuły, udzielone wywiady były aż do teraz rozproszone.

Książkę Katarzyny Kułakowskiej traktuję jak zaproszenie do wstąpienia do niezwykłego świata, który jeszcze jest tuż obok nas – wystarczy wstukać odpowiedni adres internetowy i sprawdzić repertuar teatrów.

Zrozumieć legendę

Tak proste rozwiązanie jest już niemożliwe w wypadku Marii Callas (1923-1977), aczkolwiek film Volfa to znakomita okazja, aby poznać na nowo i próbować zrozumieć legendarną primadonnę XX stulecia. Wokół Marii Callas narosło wiele nieporozumień, których przez lata nikt nie weryfikował. Oczywiście znane są jej nagrania, ale ze względu na zmianę estetyki wykonawczej ich odbiór, jak podejrzewam, staje się coraz mniej zrozumiały.

W tym sensie dokument Tom Volfa jest absolutnie oryginalny. Prawie 2-godzinny obraz opowiada o epoce, na której Maria Callas odcisnęła zdecydowanie swój ślad. Jej nagrania stanowią w nim na ogół tło do zdjęć i fragmentów telewizyjnych relacji pokazujących ówczesnych sławnych i bogatych. Na pierwszym planie natomiast reżyser umieścił wypowiedzi Marii Callas i fragmenty jej listów. Większość z nich została upubliczniona po raz pierwszy.

Obraz minionego świata

Co mnie, jako widza najbardziej zaskoczyło? Przede wszystkim – wszechobecne papierosy. Podczas wywiadów na ekranie palą nie tylko dziennikarze, ale i nauczycielka Marii Callas. Po drugie, brak świadomości ówczesnych realizatorów, czym jest obraz w telewizji. Przykładem jest fragment występu Callas w Operze Paryskiej: ona – piękna, uczesana, w pełnym makijażu i kosztownej sukni, a w tle prywatnie ubrany chór operowy. Po trzecie, sama Maria Callas – z jej miłością do pudli, poczuciem humoru, determinacją w pokonywaniu przeciwności losu (rozwiodę się, jak tylko zmieni się prawo), ze świadomością bycia własnością publiczną. Wreszcie z niezrozumianą przez otoczenie walką o prawo do odpoczynku.

Czy ten film wyczerpuje mit Marii Callas? Nic podobnego – grana już od dłuższego czasu w OCH-Teatrze sztuka Terrence`a McNally’ego „Maria Callas. Master Class” z Krystyną Jandą w roli głównej dopowiada to, czego w filmie nie zobaczymy. Jest to kolejne oblicze śpiewaczki – patrzącej w przyszłość opery, która należy do młodych sopranów, altów, tenorów i basów.


„Nasze Czasopismo” nr 03-04/2018
fot. pixaby.com