Gospodarka

MITY I FAKTY PROGRAMU „RODZINA 500 PLUS”

500 zł na drugie i kolejne dziecko miało, zgodnie z deklaracjami obecnego rządu, zachęcać kobiety do powiększania rodziny i zahamować gwałtowny proces starzenia się polskiego społeczeństwa. Po niemal dwóch latach jego funkcjonowania wiadomo, że nie wypełnił tego zadania.

Małgorzata Łaszkiewicz-Szymańska

 

Głośna propaganda wokół tego projektu nie zakrzyczy faktów. Od chwili wprowadzenia projektu rządowego „Rodzina 500 plus” dzieci nie rodzi się rekordowo dużo, Polaków nie przybywa, a demograficzna wizja przyszłości naszego kraju nadal nie rysuje się w różowych barwach. Polki, podobnie jak ich unijne koleżanki, nadal wolą zaczekać z ciążą, najpierw skończyć studia i osiągnąć stabilizację zawodową niż rodzić i utrzymywać się z państwowego zasiłku.

Nie ma rekordowej liczby urodzeń

W latach 1979-1984 trwał w Polsce okres rekordowego wyżu demograficznego, kiedy to na świat przychodziło 700 tysięcy dzieci rocznie. Wyż ten był znów konsekwencją rekordowego wyżu demograficznego w Polsce w latach 50.ubiegłego wieku. Kobiety urodzone w latach drugiego powojennego wyżu demograficznego właśnie osiągnęły wiek 33-38 lat, wiek, w którym sporo Polek zaczyna myśleć o macierzyństwie, a zbliżająca się „czterdziestka” mobilizuje je do działania.

Skutkiem tej mobilizacji był wzrost urodzeń dzieci w 2017 r. do około 400 tysięcy, który jednak nie zagwarantował – wbrew przekazom ekipy rządzącej o rzekomo wzrastającej liczbie Polaków – dodatniego przyrostu naturalnego (kiedy w ciągu roku rodzi się więcej ludzi niż umiera). Trudno też mówić o rekordowym wzroście urodzeń, skoro podobna liczba dzieci urodziła się w 2010 r. (kiedy projektu „500 plus” nie było), a od 30 lat Polska notuje niemal ciągły ujemny przyrost naturalny.

Łączenie tego chwilowego wzrostu urodzeń z Programem „Rodzina 500 plus” to zbyt duże uproszczenie, bo na decyzję kobiet o macierzyństwie o wiele większy wpływ ma stabilizacja zawodowa obojga rodziców, łatwy dostęp oraz przystępny lub refundowany koszt żłobka, wiek kobiety i długość urlopu macierzyńskiego.

Polaków jest i będzie coraz mniej

Współczynnik dzietności to miernik demograficzny, który określa liczbę urodzonych dzieci przypadających na jedną kobietę w wieku rozrodczym (15-49 lat). Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej zakłada, że do roku 2050 Polska osiągnie współczynnik dzietności na poziomie 1,85 (obecnie 1,31).

Tę prognozę minister Elżbiety Rafalskiej wielu demografów uznaje za zbyt optymistyczną, jednak nawet zakładana wartość 1,85 nie zagwarantuje polskiemu społeczeństwu tak zwanej prostej zastępowalności pokoleń, której wartość optymalną, korzystną dla stabilnego rozwoju demograficznego, stanowi przedział 2,1-2,15. Zatem dopiero na poziomie powyżej 2 miernik ten wskazuje na zahamowanie starzenia się społeczeństwa i dodatni przyrost naturalny.

Słowem, nawet wedle optymistycznych prognoz ekipy rządzącej, Polaków w przyszłości wciąż więcej będzie umierać niż się rodzić. Trudno więc tu mówić o jakimś programie likwidującym demograficzną zapaść w Polsce, skoro nawet najbardziej optymistyczne rządowe prognozy nie przewidują poprawy obecnej sytuacji.

Unia coraz starsza

Polska nie jest osamotniona w demograficznej zapaści, niemal cała Unia Europejska boryka się z takim samym problemem – Europejczyków jest coraz mniej. Mimo że obecna wartość współczynnika dzietności w Polsce stawia nas na szarym końcu unijnych statystyk, to jednak wśród krajów europejskich jedynie Francja i Irlandia balansują na poziomie zastępowalności pokoleń, mając ten współczynnik na poziomie prawie 2 (dane z roku 2015). To wciąż za mało, by ludności i w tych krajach przybywało.

Zatem żaden kraj Unii Europejskiej nie osiągnął optymalnej wartości prostej zastępowalności pokoleń i w każdym z nich społeczeństwo się starzeje, a ogólna liczba ludności maleje. Warto tu zaznaczyć, że większość krajów Unii posiada od dawna programy typu child benefit i, jak widać, są one równie mało skuteczne co w Polsce.

Trzeba też podkreślić, że sytuacja materialna większości Europejek jest lepsza lub dużo lepsza niż przeciętnej Polki, co dowodzi tylko tyle, że problem niskiego wskaźnika dzietności i starzenia się Europy nie tkwi w portfelu przyszłej matki, ale znacznie głębiej, na przykład w zmianie hierarchii wartości lub w „modzie” na późne macierzyństwo.

Znając te dane, trudno zrozumieć argumentację Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej w Polsce, które upiera się, że lekiem na całe zło demografii ma być zasiłek w wysokości 500 zł na drugie i kolejne dziecko.

Najpierw ja, potem dziecko

Najczęściej jako jeden z powodów niskiego poziomu dzietności Polek eksperci podają wiek ich płodności. Aby Polska odnotowała współczynnik dzietności na poziomie co najmniej 2, kobiety musiałyby rodzić znacznie wcześniej niż teraz, rezygnując tym samym z innych życiowych planów, w tym z coraz bardziej popularnych studiów.

Współczynnik skolaryzacji na etapie szkolnictwa wyższego, który na początku lat 90. ubiegłego wieku wynosił niewiele ponad 10 proc., w 2010 r. przekroczył 50 proc. i wartość ta się utrzymuje. Studiowanie traktuje się jako jeden z niezbędnych warunków otrzymania atrakcyjnej oferty na rynku pracy. Dlatego większość studiujących Polek chce zaczekać z macierzyństwem do zakończeniu edukacji lub jeszcze dłużej – do osiągnięciu stabilizacji ekonomicznej.

Skutkiem tego trendu jest przesunięcie największej płodności kobiet w Polsce z grupy wiekowej 20-24 lata (największej do połowy lat 80. ubiegłego wieku) do grup 25-29 lat i 30-34 lata (obie grupy obecnie po ok. 33 proc.). Oczywistym efektem tego zjawiska jest podwyższenie mediany wieku kobiet rodzących dziecko do 29,7 lat w 2015 r. z 26,1 lat w 2000 r., a także wzrost średniego wieku kobiety w chwili urodzenia pierwszego, często jedynego, dziecka (do 27,6 lat z 24 lat w roku 2000 r.).

Wyższy wiek rodzącej pierwszy raz kobiety skutkuje także tym, że na kolejne ciąże może już nie mieć czasu lub szansy, bo przecież wraz z wiekiem zdolność płodności kobiet spada. Dla kobiet, które planują urodzić tylko jedno dziecko lub nie mają szans na urodzenie dzieci kolejnych projekt „Rodzina 500 plus” nie ma żadnego znaczenia ani tym bardziej wpływu na ich życie, w tym sytuację materialną.

Na horyzoncie bez zmian

Nic nie wskazuje, by opisane trendy demograficzne miały się zmienić w kierunku wzrostu rozrodczości Polek i obniżenia ich wieku w czasie macierzyństwa. Wśród Europejek trwa moda na pierwszeństwo samorozwoju i stabilizacji, a macierzyństwo stawia się na kolejnym miejscu życiowych planów i program „Rodzina 500 plus” niewiele zmieni, tak jak niewiele zmieniają podobne programy w innych krajach Unii.

Wydaje się, że obecnie rządząca ekipa nie ma, poza tym projektem, żadnego innego pomysłu na poprawę demograficznej sytuacji w Polsce. Szkoda, bo za chwilę minie czas rozrodczości wśród Polek urodzonych w ostatnim wyżu demograficznym i należy się obawiać, że wtedy wszelkie mierniki demograficzne staną się jeszcze mniej optymistyczne. Ze wszystkiego można zrobić propagandową bańkę mydlaną, tylko trzeba pamiętać, że ta prędzej czy później pęknie.


„Nasze Czasopismo” nr 03-04/2018
fot. pixaby.com
Źródła:
http://tvn24bis.pl/z-kraju,74/liczba-urodzen-w-polsce-minister-rafalska-ocenia-dane-gus,775163.html
http://demografia.stat.gov.pl/bazademografia/Tables.aspx
http://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/roczniki-statystyczne/roczniki-statystyczne/rocznik-statystyczny-rzeczypospolitej-polskiej-2017,2,17.html
http://stat.gov.pl/podstawowe-dane/
http://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/inne-opracowania/inne-opracowania-zbiorcze/polska-w-unii-europejskiej-2017,16,10.html